Reklama

UE: Wzmocniona współpraca ws. podatku od transakcji finansowych?

Paryż, wspierany przez Berlin, naciska na podatek od transakcji finansowych (FTT) przynajmniej w ramach tzw. wzmocnionej współpracy grupy państw, skoro nie ma zgody całej UE; przeciw jest zwłaszcza Londyn. W piątek niewykluczone są pierwsze kroki w tej sprawie.

Tymczasem zdaniem Komisji Europejskiej, nawet gdyby FTT miał być zrealizowany tylko w grupie państw, to wciąż możliwe jest, by część dochodów z tego podatku zasiliła budżet UE jako tzw. "własne źródło dochodu". Wówczas tym krajom zmalałaby tradycyjna składka do budżetu Unii.

Reklama

Propozycja Komisji Europejskiej ws. wprowadzenia podatku od transakcji finansowych (w skrócie zwany FTT z ang. financial transaction tax) w całej UE od 2014 roku jest w programie piątkowego posiedzenia ministrów finansów państw UE (Ekofin) w Luksemburgu.

Jak powiedziały w środę francuskie źródła dyplomatyczne, jeśli to spotkanie potwierdzi, że brakuje jednomyślności 27 państw UE, to należy spróbować realizacji FTT w ramach wzmocnionej współpracy grupy chętnych państw.

- Niemcy i jeszcze kilka państw są tego samego zdania. Mamy szeroki konsensus - powiedział dyplomata.

Biznes INTERIA.PL na Facebooku. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Kilka państw UE jest przeciwnych podatkowi od transakcji finansowych, z Wielką Brytanią na czele, która boi się, że FTT najbardziej dotknie londyńskie City. Zdecydowanie przeciw była też Szwecja, a Polska deklarowała na wcześniejszych posiedzeniach ws. FTT, że pomysł ma sens tylko, jeśli jest wprowadzony globalnie.

Do wzmocnionej współpracy ws. FTT potrzebne jest dziewięć chętnych państw. Traktat przewiduje, że dopiero po formalnym stwierdzeniu przez prezydencję Rady UE (Danię), że nie ma zgody na daną propozycję w ramach całej Unii, wówczas dziewiątka państw może zwrócić się z wnioskiem do KE o przedstawienie propozycji ws wzmocnionej współpracy.

Zdaniem źródeł unijnych są duże szanse, że "dziewiątka, a nawet dziesiątka lub jedenastka" państw się uzbiera, zważywszy, że w lutym dziewięć państw napisało wspólny list apelujący o przyspieszenie prac ws. podatku od transakcji finansowych. Ten list, z inicjatywy Francji, podpisali ministrowie: Niemiec, Austrii, Włoch, Belgii, Hiszpanii, Finlandii, Francji, Grecji i Portugalii.

Źródła przyznały natomiast, że nie ma konsensu w sprawie tego, co dokładnie i jak wysoko należałoby opodatkować - czy tylko obrót akcjami i obligacjami, czy też instrumenty pochodne (derywaty), czemu niechętne są Niemcy. To zostałoby określone dopiero w nowej propozycji KE. Francja nie wyklucza, że derywaty mogłyby być opodatkowane w drugim etapie, skoro teraz nie ma na to zgody.

Z kolei źródła prezydencji duńskiej powiedziały w środę, że poza wzmocnioną współpracą są możliwe inne opcje FTT dla wszystkich krajów, ale byłby to projekt mniej ambitny od propozycji Komisji Europejskiej.

KE już 28 października oficjalnie zaproponowała podatek od transakcji finansowych w UE od 2014 r. FTT miałby być nakładany na wszystkie transakcje instrumentami finansowymi przeprowadzane między instytucjami finansowymi, jeżeli co najmniej jedna ze stron transakcji znajduje się w UE. Ma być niski - obrót akcjami i obligacjami byłby opodatkowany według stawki 0,1 proc., a obrót instrumentami pochodnymi według stawki 0,01 proc.

Pomysł KE polega też na tym, że dwie trzecie zysków z tego podatku trafiałoby do budżetu UE na lata 2014-20 jako tzw. nowe źródło dochodu, a nie tylko do budżetów narodowych. KE wyliczyła, że składki wszystkich krajów liczone obecnie na podstawie ich PKB, zmaleją wtedy nawet o połowę. Dla przykładu składka Polski zmalałaby o 1,8 mld euro, Niemiec o 10,7 mld, Francji o 8,7 mld, a Wielkiej Brytanii o 7,6 mld euro.

Rzecznik Komisji Europejskiej ds. budżetu Patrizio Fiorilli powiedział PAP w środę, że nawet gdyby FTT miał być wprowadzony tylko w grupie państw, a nie w całej UE, to technicznie jest możliwe, by jako dochód własny zasilał budżet UE, jak proponuje KE. - Choć to oczywiście będzie bardziej skomplikowane - przyznał.

- To absolutnie możliwe, by istniały źródła własne do budżetu UE na podstawie wzmocnionej współpracy - powiedział Fiorlli. - Jeśli grupa państw przyjmie FTT i zdecyduje się, by zyski szły do budżetu UE, to nie stanowi to problemu. Wyjaśnił, że należałoby wówczas opracować kompensację, by tym krajom obniżyć narodowe składki płacone do unijnej kasy. Ale już teraz istnieją różnego rodzaju rabaty, więc dla unijnych prawników nie byłoby z tym problemu.

Dotychczas jednak większość ministrów państw, które popierają FTT, a zwłaszcza Niemcy, mówiło, że chcą by, wszystkie dochody z FTT trafiały do budżetów narodowych.

Prezydent Francji Francois Hollande, jak przypomniał francuski dyplomata, miał niedawno powiedzieć, że najpierw trzeba ustalić, czy wprowadzi się FTT, a potem dopiero ustalić "do jakiej trafi kasy". Kwestia pozostaje więc otwarta. Na wykorzystanie FTT jako nowe źródła dochodu budżetu UE zdecydowanie naciska Parlament Europejski, którego zgoda jest niezbędna do przyjęcia budżetu na lata 2014-20.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »