Spis treści:
- Bułgaria wykonała sporo pracy, by wejść do strefy euro
- Sytuacja makroekonomiczna Bułgarii w pigułce
- Bruksela do Bułgarów: Możecie być dumni. Pojawił się wątek polski
- Bułgarzy podzieleni w kwestii euro. Od "kroku naprzód" do obaw o "drugą Grecję"
W pierwszy dzień 2026 roku Bułgaria oficjalnie stała się 21. członkiem strefy euro. Dla bałkańskiego kraju to przełomowe wydarzenie i dalsze zacieśnienie relacji z Unią Europejską, ale przyjęcie wspólnej europejskiej waluty budzi duże emocje w społeczeństwie.
Bułgaria wykonała sporo pracy, by wejść do strefy euro
Zwolennicy zastąpienia bułgarskiego lewa przez euro podnoszą, że kraj musiał wykonać niemałą pracę - by przyjąć euro, Bułgaria musiała spełnić szereg tzw. kryteriów konwergencji ustalonych w Traktacie z Maastricht. Dotyczyły one:
- stabilności cen (poziom inflacji HICP w Bułgarii w ciągu roku poprzedzającego badanie nie mógł przekraczać o więcej niż 1,5 punktu procentowego inflacji trzech państw UE o najbardziej stabilnym poziomie cen);
- sytuacji finansów publicznych (Bułgaria nie mogła być objęta procedurą nadmiernego deficytu),
- stóp procentowych (w ciągu roku przed badaniem średnia nominalna długoterminowa stopa procentowa w Bułgarii nie mogła przekraczać stopy procentowej trzech państw UE z ww. kryterium inflacyjnego o więcej niż 2 pkt. procentowe);
- uczestnictwa w europejskim mechanizmie walutowym przez co najmniej dwa lata bez poważniejszych napięć; ocenę tego, jak z zadaniem tym poradziła sobie Bułgaria, wydał następnie Europejski Bank Centralny.
Sytuacja makroekonomiczna Bułgarii w pigułce
W liczbach obecna sytuacja makroekonomiczna Bułgarii przedstawia się następująco: inflacja HICP w Bułgarii (czyli zharmonizowany wskaźnik cen konsumpcyjnych preferowany przez Eurostat) wyniosła w listopadzie 3,7 proc. w ujęciu rok do roku wobec 3,8 proc. w październiku (w całym Eurolandzie wskaźnik ten wyniósł 2,1 proc. w listopadzie, pozostając na październikowym poziomie). Przy okazji warto zauważyć, że inflacja liczona według HICP w Polsce w listopadzie w ujęciu rocznym wyniosła 2,6 proc. wobec 2,9 proc. w październiku).
Deficyt sektora finansów publicznych liczony według unijnej metodologii wyniósł w 2024 r. w Bułgarii 3 proc. PKB, a dług sektora - 23,8 proc. PKB. Kraj członkowski UE narusza kryteria ostrożnościowe, kiedy deficyt sektora przekracza 3 proc. PKB (sytuacja ta ma obecnie miejsce w Polsce; w 2024 r. nasz deficyt sektora gg wyniósł 6,5 proc. PKB), a także wtedy, kiedy zadłużenie przekracza 60 proc. PKB. W tym drugim przypadku Bułgaria spełnia więc kryterium z imponującym zapasem. Komisja Europejska prognozuje, że deficyt sektora Bułgarii w 2025 r. pozostanie na tym samym poziomie (3 proc. PKB), a zadłużenie wzrośnie do 28,5 proc. PKB.
Prognozy KE dla Bułgarii zakładają też wzrost gospodarczy na poziomie 3 proc. w 2025 roku i 2,7 proc. w 2026 r. Średnioroczna inflacja HICP ma wynieść 3,5 proc. w 2025 r. i spaść do 2,9 proc. w 2026 r.
Te wszystkie dokonania podkreślają entuzjaści wprowadzenia euro w Bułgarii, wyrażając nadzieje, że kraj stanie się atrakcyjniejszy dla międzynarodowych inwestorów. O to, by Bułgarzy mieli wiarę w to, że przyjęcie euro okaże się dla nich korzystne, zaapelowała też na platformie X szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
Bruksela do Bułgarów: Możecie być dumni. Pojawił się wątek polski
"Ten kamień milowy (wejście do strefy euro - red.) jest odzwierciedla lata ciężkiej pracy i zaangażowania" - napisała. "Teraz oznacza to prostsze płatności, łatwiejsze podróże i wiele nowych możliwości dla bułgarskich firm".
Ursula von der Leyen pozdrowiła też Bułgarów w ich ojczystym języku i dodała: "Możecie być dumni z tego, co osiągnęliście".
W podobnym tonie wypowiadali się najważniejsi oficjele z europejskich instytucji finansowych, którzy na początku listopada zjechali do Sofii, by wziąć udział w swoistej "promocji" euro w Bułgarii.
"Bułgaria przystępuje do strefy euro (...) w momencie, gdy panuje większa zmienność, gdy wstrząsy następują jeden po drugim i są coraz poważniejsze, gdy globalny ład, jaki znaliśmy, ulega coraz większej erozji, a liczba przyjaciół prawdopodobnie maleje" - mówiła szefowa Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde. "To ważne, by zewrzeć szyki i być razem".
Pojawił się też wątek polski. Wiceprzewodniczący KE Valdis Dombrovskis, który jest też komisarzem ds. gospodarki, oznajmił, że przyjęcie euro samo w sobie pomoże Bułgarii lewarować rosnące ryzyka geopolityczne mogące potencjalnie odstraszać inwestorów od tego kraju. Porównał przy tym sytuację w Polsce do sytuacji w Estonii, Łotwie i Litwie, które są członkami strefy euro (Estonia od 2011 r., Łotwa od 2014 r., a Litwa od 2015 r.).
"W krajach bałtyckich, mimo tego, iż są one narażone na geopolityczne ryzyko, koszty pożyczania były niższe niż w Polsce, a inwestorzy w dużym stopniu ocenili, że stabilizującym czynnikiem w tej kwestii jest euro" - powiedział Dombrovskis.

Bułgarzy podzieleni w kwestii euro. Od "kroku naprzód" do obaw o "drugą Grecję"
Ale spora część Bułgarów nie okazuje entuzjazmu. Serwis "Politico" pod koniec grudnia przeprowadził rozmowy z mieszkańcami większych i mniejszych miejscowości w Bułgarii, w różnym wieku i o różnym statusie aktywności zawodowej.
55-letnia Petia Spasowa, lekarz ortopeda z Sofii, przyznała, że przyjęcie euro "mocno ją niepokoi". "Nie sądzę, że to dobry moment, by Bułgaria dołączała do strefy euro" - powiedziała dziennikarzowi "Politico", wskazując na niestabilność polityczną w swojej ojczyźnie (11 grudnia, po wielkich protestach antyrządowych, do dymisji podał się koalicyjny rząd Rosena Żelazkowa; w Bułgarii w ciągu ostatniej dekady już osiem razy odbywały się wybory parlamentarne), a także na "poważne problemy" w strefie euro.
"Jako najbiedniejszy kraj UE nie będziemy odporni na te problemy. Przeciwnie, one tylko pogłębią lokalny kryzys" - stwierdziła, dodając, że Bułgaria będzie dzielić długi całej Europy. Petia Spasowa obawia się też wyższych kosztów życia po przyjęciu wspólnej europejskiej waluty.
Przeciwny dołączeniu Bułgarii do strefy euro jest też Swietosław Boniński, 53-letni kierowca ciężarówki z 60-tysięcznego Gabrowa na północy kraju. "Widzieliśmy, jak Chorwacja i Grecja pogrążyły się w długach, jak już przyjęły euro. Nie chcę, żeby Bułgaria podążyła tą samą drogą. Grecja musiała wziąć wielką pożyczkę, żeby ratować swoją gospodarkę. Kiedy mieli drachmę, ich gospodarka była silna i stabilna" - tłumaczy. Dzieli się też swoimi osobistymi doświadczeniami z podróży po Europie jako kierowca. "Obawiam się, że będzie spekulowanie i wzrost inflacji. Pięć lat temu kupowałem papierosy na Słowacji w cenach podobnych do naszych. Teraz nie mogę tam znaleźć paczki, która kosztowałaby mniej niż 5 euro. Wzrosły im ceny po wprowadzeniu euro (Słowacja przystąpiła do unii walutowej w 2009 r. - red.). Powtórzymy scenariusz słowacki".
Ale już 73-letni Anton Teofilow, sprzedawca na bazarku w 80-tysięcznym mieście Pernik oddalonym o ok. 100 km od Sofii, podkreśla, że choć należy do "innego pokolenia", to gorąco popiera przyjęcie euro. "Przystąpienie do strefy euro przyniesie nam ogromne korzyści. Dzięki temu płacenie w całej UE stanie się łatwe i bezproblemowe. Byłoby to korzystne zarówno dla gospodarki, jak i dla kraju" - powiedział. Anton nie obawia się też żadnych turbulencji związanych z przejściem na płatności euro od 1 stycznia. Jak dodaje, bułgarski lew był "wspaniałą rzeczą", ale "jego czas minął". W jego wypowiedzi pobrzmiewa uczucie narodowej dumy, kiedy zauważa, że "nie będzie już różnicy między Niemcami a nami".
Natali Iliewa, 20-letnia studentka politologii (również z Pernika), uważa, że przyjęcie euro to dla Bułgarii "krok naprzód". "Spodziewam się, że dołączenie do strefy euro pomoże naszej gospodarce rosnąć i mocniej zakotwiczy Bułgarię w Europie. Dla zwykłych ludzi życie stanie się łatwiejsze, zwłaszcza pod względem podróżowania, bo będziemy używać tej samej waluty".
Optymistycznie w przyszłość patrzą też właściciele lodziarni w Sofii, 49-letnia Katarina Nikolić i o cztery lata starszy od niej Metodi Metodiew. Metodi jest zdania, że dla małych firm zamiana lewa na euro nie będzie specjalnie odczuwalna, o ile odpowiednie instytucje będą zarządzać okresem przejściowym jak należy. "Jestem trochę smutny, że muszę pożegnać się z bułgarskim lewem - to stara waluta, z własną historią - ale czasy się zmieniają i jest to (przyjęcie euro - red.) naturalny krok dla kraju członkowskiego UE" - mówi. Katarina z kolei mówi, że mieszkała we Włoszech, kiedy wprowadzano tam euro i nie pamięta żadnych turbulencji związanych z nagłym wzrostem cen - dlatego też nie martwi się, że nagle w Bułgarii rozszaleje się inflacja. Jak podkreśla, to, że Bułgaria mogła dołączyć do strefy euro, można odczytywać jako dowód zaufania do kraju ze strony Komisji Europejskiej, a uczestnictwo w unii walutowej sprawi, że bułgarska gospodarka będzie bardziej stabilna.
Jana Tankowska, 47-letnia jubilerka z Sofii, ma odmienne zdanie na temat. Jak mówi, "strefa euro jest na skraju upadku". "W teorii, jak komunizm, idea unii walutowej może i brzmi dobrze, ale w praktyce do końca się nie sprawdza". Jak dodaje, z rozmów z przyjaciółmi mieszkającymi w krajach strefy euro wie, że życie nie wygląda tam różowo ("nawet w Niemczech" - podkreśla).
W Bułgarii nigdy nie przeprowadzono referendum w sprawie przyjęcia euro - fakt ten również jest często podnoszony przez przeciwników wspólnej waluty w debacie o skutkach dołączenia do unii walutowej.
Akcesja Bułgarii do strefy euro sprawia, że poza nią pozostaje już tylko sześć z 27 krajów członkowskich UE: Czechy, Dania, Szwecja, Polska, Rumunia i Węgry.
Katarzyna Dybińska












