W sobotę siły zbrojne USA przeprowadziły operację militarną na terytorium Wenezueli, podczas której pojmano Nicolása Maduro oraz jego małżonkę. Przywódca kraju został przewieziony do aresztu w Nowym Jorku, gdzie ma stanąć przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości.
Reakcja rynku ropy na sytuację w Wenezueli. Ceny niższe o kilkadziesiąt centów
Rynek ropy zareagował niewielkimi wahaniami cen na doniesienia o schwytaniu prezydenta Wenezueli. Notowania amerykańskiej ropy WTI obniżyły się wówczas o 31 centów do 57,01 dolara za baryłkę, natomiast cena globalnego benchmarku Brent spadła o 22 centy, osiągając poziom 60,53 dolara za baryłkę - podaje nbcnews.cm.
W kontraktach terminowych z 5 stycznia nadal widoczne są spadki cen. Baryłka amerykańskiej ropy West Texas Intermediate (WTI) z dostawą na luty kosztowała na nowojorskim NYMEX 56,94 dolarów, notując spadek o 0,66 proc., natomiast Brent na giełdzie ICE z dostawą na luty wyceniano na 60,41 dolarów za baryłkę, co oznaczało spadek o 0,56 proc - podaje PAP.
Zdaniem analityków, przejęcie kontroli nad wenezuelską ropą przez Stany Zjednoczone w dłuższym horyzoncie może doprowadzić do wzrostu światowych dostaw surowca, co z kolei wywarłoby dodatkową presję spadkową na ceny ropy. Eksperci podkreślają jednak, że jest to scenariusz długoterminowy.
"Jeśli nagłe wydarzenia w Wenezueli można sprowadzić do jednego wniosku rynkowego, to są nim przyszłe dostawy ropy - zwłaszcza w kontekście tego, że ceny ropy i benzyny mogą gwałtownie spaść" - napisał Ben Emons, dyrektor inwestycyjny i założyciel Fed Watch Advisors, w komentarzu rynkowym.
Eksperci przewidują dalsze reakcje rynku. "Nie będzie to efekt rewolucyjny"
Wenezuela, będąca członkiem założycielem kartelu OPEC, posiada największe na świecie potwierdzone rezerwy ropy naftowej. Według szacunków amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej (EIA) wynoszą one około 303 miliardy baryłek, co stanowi blisko 17 proc. globalnych zasobów. Mimo tak ogromnego potencjału, kraj pod rządami Nicolása Maduro doświadczył dramatycznego spadku wydajności sektora naftowego. O ile w latach 90. XX wieku produkcja sięgała około 3,5 miliona baryłek dziennie, obecnie oscyluje ona w granicach zaledwie 800 tysięcy baryłek na dobę - pisze money.pl.
Tymczasem rynki już teraz zmagają się z nadpodażą. Od początku 2025 roku ropa naftowa straciła około 20 proc. swojej wartości, a ewentualny gwałtowny wzrost podaży z Wenezueli mógłby pogłębić ten trend. Goldman Sachs szacuje, że jeśli produkcja w tym kraju wzrośnie o 400 tysięcy baryłek dziennie, średnia cena ropy Brent w 2026 roku może spaść do około 54 dolarów za baryłkę.
Ekonomista Paweł Majtkowski podkreślił na antenie Polskiego Radia, że mimo posiadania największych rezerw ropy na świecie, obecne znaczenie Wenezueli dla globalnego rynku pozostaje ograniczone.
Podobną opinię wyraził Jakub Bogucki, ekspert portalu e-petrol.pl. Jego zdaniem zmiany polityczne w Wenezueli mogą zwiększyć globalną nadpodaż ropy, co przełożyłoby się na dalszy spadek cen surowca i pogłębiło problemy Rosji ze sprzedażą własnej produkcji.
"Nie będzie to efekt rewolucyjny. Wenezuela i tak była silnie ograniczona pod względem możliwości eksportowych. Krótkoterminowy wpływ działań USA nie powinien radykalnie zmienić sytuacji rynkowej" - ocenił, dodając, że inaczej wyglądałaby sytuacja w przypadku ataku na Iran lub inne kraje Bliskiego Wschodu.













