Reklama

Czy energetyka da radę uratować górnictwo?

Górnictwo węgla kamiennego mają uratować grupy energetyczne. Tyle że one same mają spore kłopoty, a ich możliwości udzielenia wsparcia górnictwu są raczej przeceniane. Wyceny akcji polskich grup energetycznych systematycznie spadają. Niektóre sięgnęły nawet swych historycznych minimów. Polska Agencja Prasowa wylicza, że wśród rekomendacji giełdowych opublikowanych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy 44,4 proc. miało charakter neutralny, aż 38,9 proc. - negatywny, a tylko 16,7 proc. pozytywny. Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że odsetek tych ostatnich był najwyższy z odnotowanych we wszystkich sektorach giełdowych, a procent rekomendacji pozytywnych - najniższy.

Materializacja ryzyka

- Sytuacja polskich spółek energetycznych pozostaje niezmiennie ciężka: dywidend nie będzie, prawa udziałowców mniejszościowych są zagrożone, a ciężar inwestycji jest coraz większy - mówi Paweł Puchalski, kierownik działu analiz giełdowych Domu Maklerskiego BZ WBK.

Przypomina, że PGE już zapłacił pierwszy podatek z tytułu wzrostu nominalnej wartości swoich akcji - a ta gotówka trafia bezpośrednio i wyłącznie do kasy Skarbu Państwa.

- Oczekuję kontynuacji takiej polityki w PGE; spodziewam się, że podobne operacje mogą zostać przeprowadzone w Enei i Enerdze, co stanowiłoby ogromne ryzyko dla wyceny tej pierwszej, choć przegłosować takie zmiany będzie trudno.

Reklama

Ważnym czynnikiem determinującym wartość spółek energetycznych jest dynamika zmian parametrów polskiej gospodarki. A z ostatnich komunikatów wynika, że wzrost PKB spowolnił do 2,5 proc., i że inwestycje, które miały go wspierać w 2017 roku, dotychczas nie ruszyły. Nie rośnie więc popyt na energię, co dla branży może mieć fatalne skutki.

- W sektorze energetycznym opowiada się bajki: o zrównaniu polskich cen energii z wysokimi cenami obowiązującymi w Europie, o nadchodzącym wzroście lokalnych cen węgla i energii czy też o mitycznym znaczeniu rynku mocy - komentuje Paweł Puchalski. - Mogę nie mieć racji, ale fakty są takie, że europejska marża na wytwarzanie energii spadła o połowę w ciągu dwóch ostatnich miesięcy, a każdy wzrost cen węgla i energii osłabiałby wzrost polskiego PKB. Rynek mocy natomiast może się okazać jedynie przedłużeniem dzisiejszych programów pomocowych, wykorzystujących mechanizmy operacyjnej rezerwy mocy i interwencyjnej redukcji mocy.

Puchalski jeszcze raz wraca do kwestii spadających wycen spółek z sektora energetycznego: coraz niższa marża z generacji energii oraz zmiana ustawy o odnawialnych źródłach energii przyczyniają się do pogłębienia tej tendencji. A dochodzą do tego rosnące wydatki inwestycyjne czy podatek od wzrostu nominalnej wartości akcji.

W ciągu ostatnich tygodni zmaterializowało się ryzyko dywidendowe...

- Nowe strategie Tauronu i Energi, prawdopodobny silny wzrost zadłużenia Enei oraz stanowisko zajmowane przez Ministerstwo Energii wspierają nas w tym przekonaniu. Spodziewamy się braku dywidend w przypadku Tauronu, Enei i Energi w nadchodzących latach, a założenie, że stopa dywidendy w PGE wyniesie 2,6 proc., nie zadowoli nikogo - podsumowuje Paweł Puchalski.

Grupy energetyczne postrzegane są jako podmioty bogate i bardzo zyskowne. W praktyce różnie jednak z tym bywa.

Jesienią tego roku swoje zaktualizowane strategie przedstawiły wszystkie cztery największe polskie grupy energetyczne; w najbliższych latach każda z nich planuje wielomiliardowe inwestycje. Do części tych inwestycji poszukiwani są partnerzy zewnętrzni, którzy mają wyłożyć część pieniędzy na wybrane przedsięwzięcia. Tak więc na przykład PGE nie wyklucza pozyskania partnerów do dokończenia budowy bloków w elektrowniach Opole i Turów. Z kolei Tauron już przedstawił plan powstania specjalnej spółki mającej dokończyć budowę bloku w elektrowni Jaworzno III, do której miałby przystąpić partner zewnętrzny - rozmowy z potencjalnymi chętnymi już się toczą.

Gdyby grupy energetyczne były w dobrej kondycji finansowej, to tacy dodatkowi partnerzy do inwestycji nie byliby im potrzebni...

Słaby górniczy biznes

Energetyka może wspierać górnictwo na kilka sposobów. Najprostszy polega po prostu na przejmowaniu kopalń. Tak jak zrobiła to Grupa Tauron z kopalnią Brzeszcze: formalne przejęcie nastąpiło 1 stycznia 2016 r., a 1 grudnia - wpisanie kopalni w strukturę spółki Tauron Wydobycie.

Kopalnie z grupy Tauron, choć będące częścią dużej grupy energetycznej, nie uciekły jednak od realiów rynkowych. Dowodem jest ujemny wynik EBITDA za pierwsze trzy kwartały tego roku. Strata powstała w obszarze wydobycia będzie obciążać także cały roczny bilans Tauronu. Choć jest też i dobra wiadomość: w samym trzecim kwartale 2016 r. wskaźnik EBITDA tego segmentu wyniósł plus 33 mln zł.

- Jeżeli utrzymamy obecny poziom wydobycia, to w roku 2017 wynik EBITDA powinien być już dodatni - prognozuje Marek Wadowski, wiceprezes zarządu Tauronu ds. finansów.

Innym sposobem wsparcia górnictwa przez energetykę jest wykupienie udziałów w Polskiej Grupie Górniczej. W kwietniu PGE GiEK, Energa Kogeneracja oraz PGNiG Termika podpisały porozumienie, w którym zadeklarowały, że docelowo zainwestują w PGG po 500 mln zł.

- Nasz pomysł na zreformowanie polskiego górnictwa, a więc powiązanie wydobycia węgla z sektorem energetycznym, nigdy nie miał na celu bieżącego finansowania górnictwa - przypomniał na konferencji Górnictwo 2016 Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii.

Zapewniał też, że inwestycje grup energetycznych w PGG miały charakter biznesowy. Co prawda rok 2016 PGG ma zamknąć jeszcze około 400 mln zł straty, ale przyszły ma, według niego, zakończyć już na niewielkim plusie. To ważne, bo między innymi zadecyduje o powodzeniu całej rządowej strategii reformowania polskiego górnictwa.

Kłopot z nowymi elektrowniami

Górnictwo można też wspierać, budując nowe, węglowe bloki energetyczne. Z tym że skuteczność takiej pomocy jest raczej iluzoryczna. Dla górnictwa najlepiej byłoby bowiem, gdyby nowe bloki nie zastępowały już istniejących. A to dlatego, że nowoczesne bloki energetyczne są o 25- 30 proc. sprawniejsze od tych starych. Co oznacza, że do wyprodukowania tej samej ilości energii potrzebują 25-30 proc. mniej węgla. Ale nowe bloki mają zastąpić stare, które będą sukcesywnie wyłączane.

- Będziemy liderem w nowoczesnej energetyce węglowej. Będziemy europejskimi prekursorami czystych technologii węglowych - przekonuje minister energii Krzysztof Tchórzewski. - Chcemy budować nowe elektrownie, oparte na nowoczesnych technologiach i będą to elektrownie węglowe. To według niego szansa na rozwój górnictwa.

Tyle że to też nie jest wcale oczywiste. Dziś budowa elektrowni węglowej w Polsce nie jest opłacalna, co potwierdzą przedstawiciele PGE, Enei i Tauronu, które wszak budują nowe bloki węglowe.

Opłacalność tym jednostkom, a także stabilność Krajowego Systemu Elektroenergetycznego, ma zagwarantować rynek mocy. Jego wprowadzenie, według założeń Ministerstwa Energii, może być jednak trudne, ponieważ Komisja Europejska 30 listopada 2016 r. opublikowała tak zwany pakiet zimowy, w którym proponuje kompleksową reformę szeroko rozumianego rynku energii w Unii Europejskiej. Postuluje się w nim między innymi wprowadzenie limitu emisji dla jednostek uczestniczących w rynkach mocy na poziomie 550 kg na megawatogodzinę. A ten wskaźnik wyklucza węgiel. Bo nasze konwencjonalne jednostki węglowe mogą osiągnąć minimalną emisyjność na poziomie najwyżej 750 kg na jedną megawatogodzinę. "Przyjęcie proponowanego progu emisyjności oznaczałoby utworzenie rynku mocy tylko dla jednostek gazowych, co zwiększy zależność energetyczną nie tylko Polski, ale też całej Unii Europejskiej" - napisano w komentarzu Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej (PKEE), który reprezentuje polski sektor elektroenergetyczny.

Dlatego 5 grudnia Polska oficjalnie zaprotestowała w Brukseli przeciw tej dyskryminującej węgiel koncepcji. Oczywiście od przedstawienia przez Komisję Europejską jej propozycji do wprowadzenia ich w życie droga jest daleka, ale już widać, w którym kierunku podążają niechętni energetyce węglowej unijni decydenci.

Górnictwo można jeszcze wesprzeć, po prostu podwyższając ceny węgla. Ale tu też trzeba oczywiście postępować ostrożnie. Jeżeli bowiem ceny węgla wzrosną znacząco, to wzrosną one także dla energetyki. Ta zaś stanie przed alternatywą: albo zdecyduje się przynosić planowe straty, albo podniesie ceny energii. Wysoki wzrost cen energii będzie jednak miał konsekwencje gospodarcze, ale też polityczne. I rząd, i grupy energetyczne chciałyby ich uniknąć...

Jeszcze na przełomie lat 2012-13 cena miałów dla energetyki zawodowej sięgała 12 zł za gigadżul. Pod koniec trzeciego kwartału tego roku wynosiła około 9 zł za gigadżul. Eksperci uważają, że obie są na dłuższą metę nie do utrzymania. Cena 9 zł jest zbyt niska dla górnictwa, które nie będzie mogło przy niej wyjść na prostą. Powrót do 12 zł przełożyłby się zaś na wzrost cen energii. Trzeba szukać złotego środka: znaleźć taką ceną, która doprowadzi do zauważalnej poprawy w górnictwie, ale nie pogrąży energetyki. Czy w ogóle takowa "cena balansu" istnieje...?

Dariusz Ciepiela

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »