Reklama

Dostawy węgla do Polski. "W bilansie mamy milion ton nadwyżki"

Jak powiedział wiceminister klimatu i środowiska Piotr Dziadzio, w bieżącym bilansie zabezpieczonych dostaw węgla do Polski mamy 1 mln ton nadwyżki w stosunku do potrzeb rynku.

Podczas debaty w Senacie wiceminister Dziadzio przypomniał, że polski rynek potrzebuje ok. 62 mln ton węgla, z czego 43 mln ton zużywa energetyka na potrzeby produkcji prądu. Pozostała część to m.in. zapotrzebowanie elektrociepłowni, ciepłowni oraz odbiorców indywidualnych. Właśnie tych odbiorców najbardziej dotknęło wprowadzenie embarga na węgiel z Rosji, co spowodowało na rynku lukę szacowaną wcześniej na 8 mln ton. Ma ona być pokryta m.in. importem z innych kierunków.

"Wiemy, jakie są kontrakty, na ile milionów ton i przez kogo realizowane"

- Z naszej wiedzy odnośnie kontraktów zawartych przez różne instytucje oraz firmy wynika, że nie mamy już w tej chwili problemu z uzupełnieniem brakującej ilości węgla na rynku, natomiast czekamy, aż on wpłynie do naszych portów - tłumaczył w Senacie główny geolog kraju.

Reklama

Podkreślił, że z analizy wykonanej na podstawie danych m.in. z energetyki, ciepłownictwa oraz Polskich Sieci Elektroenergetycznych wynika, że "mamy zbilansowaną potrzebę węgla, czyli wiemy, jakie są kontrakty, na ile milionów ton i przez kogo realizowane".

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

W bilansie mamy plus 1 mln ton

- Na dzień dzisiejszy nawet w tym bilansie mamy plus 1 mln ton w zapasie (...), bilansując wszystkie źródła dostaw węgla do naszego kraju, z wyjątkiem węgla rosyjskiego - poinformował Piotr Dziadzio. Jak ocenił, jakość i kaloryczność sprowadzanego do Polski z różnych kierunków węgla będzie podobna do jakości objętego embargiem węgla rosyjskiego.

Pytany o zabezpieczenie węgla dla sektora ciepłowniczego, wiceminister ocenił, że obecnie "praktycznie większość elektrociepłowni ma zakontraktowany węgiel po różnej cenie". Przypomniał, iż koszty ciepłowni podnoszą także opłaty wynikające z unijnego systemu ETS, jednak ostateczne ceny ciepła dla odbiorców kontroluje Urząd Regulacji Energetyki.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »