Reklama

Energia droższa o 200-300 proc. w 2023 r.? To odbije się na inflacji

Taryfy dla gospodarstw domowych mogą w przyszłym roku wzrosnąć o 200 proc., a dla przemysłu o 200-300 proc. To nie wróży dobrze przyszłorocznej inflacji. W najlepszym wypadku utrzyma się ona na obecnym poziomie, a być może dalej wzrośnie - ocenia Łukasz Batory, adwokat, szef działu energetyki w kancelarii Modrzejewski i Wspólnicy Sp. j.

- Patrząc na wyceny i uwzględniając aktualną sytuacją rynkową można założyć, że taryfa dla gospodarstw domowych na poziomie 1200-1500 zł za MWh byłaby do zaakceptowania przez sprzedawców energii. Zapewne zależałoby im na wyższej stawce, ale taka cena na przyszły rok jest realna, biorąc pod uwagę zadanie regulatora, który ma kontrolować podwyżki cen. Czyli mówimy o wzroście o ok. 200 proc. rok do roku - mówi Interii Batory.

Złagodzić szok...

Rząd wyszedł już z inicjatywą, by odciążyć nieco gospodarstwa domowe. We wrześniu zaproponował zamrożenie w przyszłym roku cen prądu na poziomie z tego roku do limitu zużycia 2 tys. kWh, przy czym dla gospodarstw domowych z osobami z niepełnosprawnościami limit jest wyższy, wynosi 2,6 tys. kWh, a dla rodzin z kartą dużej rodziny oraz rolników - 3 tys. kWh. Po przekroczeniu limitów zużycia, odbiorcy będą rozliczani za każdą kolejną zużytą ilość energii według stawek taryf lub cenników obowiązujących w 2023 r. Z zamrożenia cen wyłączeni będą ci, którzy wcześniej zawarli rynkowe umowy gwarantujące im stałą cenę za energię w 2023 r.

Reklama

Wcześniej, w czerwcu, prezes URE Rafał Gawin przestrzegał w liście do członków rządu, do którego dotarł portal OKO.press, że taryfy na energię elektryczną dla gospodarstw domowych mogą w 2023 roku wzrosnąć o co najmniej 180 proc. Zalecał podjęcie kroków w celu ochrony obywateli przed "nieakceptowalnym" poziomem cen wynikającym z "nieracjonalnych" marż producentów energii.

Dla biznesu to będzie rok próby

W przypadku przedsiębiorstw, zdaniem Batorego, ceny energii mogą być znacznie wyższe, w granicach 2-2,5 tys. zł za MWh, choć dużo zależy od wolumenu, profilu odbioru. Na pewno jednak podwyżki będą bardzo istotne. Tym bardziej, że przemysł odczuwa bardzo mocno nie tylko rosnące ceny energii elektrycznej, ale i gazu, który jest również istotnym nośnikiem energii.

- Przyszły rok może być bardzo trudny dla przedsiębiorców. Podwyżki następują od kilku lat, teraz na nie nałoży się jednak kolejna, skokowa, niezwykle dotkliwa - o ok. 200-300 proc. - mówi ekspert.

Można się spodziewać, że przedsiębiorcy przełożą wyższe koszty zakupu energii na ceny oferowanych produktów lub świadczonych usług. Zwyczajnie podniosą cenniki. Pytanie, na ile rynek będzie je w stanie zaakceptować. - To pętla, zamknięte koło. Dużo wyższe ceny energii oznaczają dużo wyższe ceny produktów. A to kolejny istotny kamyk wpływający na wysokość inflacji. Jeśli mówimy o podniesieniu cen z 500-600 zł za MWh obecnie do 2000 zł za MWh, nie możemy mieć złudzeń, sytuacja będzie bardzo trudna - mówi Batory.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii przygotowało w ostatnim czasie propozycję pakietu wsparcia dla firm energochłonnych. Przewidziano w niej pomoc dla podmiotów zużywających duże ilości prądu i gazu, przyśpieszona ma być też budowa tzw. bezpośrednich linii energetycznych łączących jednostki wytwarzania energii, w tym szczególnie z OZE, bezpośrednio z odbiorcą. Program ma pochłonąć ok. 5 mld zł w tym roku i ok. 8 mld w przyszłym. Wypłata środków zapowiadana jest jeszcze w tym roku. Resort przewiduje, że z rządowej pomocy skorzysta ok. 250 firm.

Podwyżki podbiją inflację

Łukasz Batory nie widzi jeszcze bardzo niepokojących sygnałów z rynku - zapowiedzi upadłości, czy problemów z wypłacalnością firm. Jednak w przyszłym roku to się może zmienić. - Istnieje istotne ryzyko, że przedsiębiorstwa będą ograniczać produkcję, zawieszać działalność, albo nawet w skrajnych przypadkach plajtować - uważa.

Drastyczny wzrost cen energii ma istotny wpływ na poziom inflacji. - Nie wiem, czy powinniśmy zakładać wyższy poziom inflacji, niż jest obecnie, ale nie spodziewałbym się jej zmniejszenia. Trzeba się chyba liczyć z utrzymaniem inflacji na obecnym poziomie, jednak z tendencją wzrostową - w przypadku gdy wzrost cen nośników energii utrzyma się na zakładanym poziomie - ocenia Łukasz Batory. - Ograniczenie obliga giełdowego czy jego likwidacja, próba wpłynięcia na poziom ofert energii na rynku bilansującym, to są jakieś działania administracji rządowej. Na ile skuteczne - zobaczymy w przyszłym roku - dodaje.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych według tzw. szybkiego szacunku wzrosły we wrześniu rok do roku o 17,2 proc., a w stosunku do poprzedniego miesiąca o 1,6 proc. "Siły napędowe" inflacji CPI w Polsce to głównie nośniki energii, żywność i - mimo wahań - paliwa.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »