Reklama

Inflacja to niejedyny problem. Rosną obawy o recesję i stagflację. Czym są te dwa pojęcia?

Z wysoką inflacją będziemy żyć w Polsce jeszcze przez wiele następnych kwartałów. Nie uwolnimy się od niej przez cały 2023 rok. Nie grozi nam jednak najgorsze - hiperinflacja, czyli szaleńcze zmiany cen mierzone kategorią nie miesięcznych, a dziennych wzrostów. Możemy natomiast stanąć w obliczu stagflacji - bardzo skromnego wzrostu gospodarczego połączonego z wysoką inflacją i szybko rosnącym bezrobociem.

  •        Banki centralne i rządy na całym świecie porzucają tezę o tymczasowości inflacji, która rozwinęła się w okresie pocovidowym
  •        Sekretarz Skarbu USA Janet Yellen przyznaje, że nie doceniła skali problemów gospodarczych, z którymi musi się dziś mierzyć jej kraj
  •        Ekonomiści przewidują, że nie uda się uniknąć w USA recesji albo stagflacji w warunkach twardej polityki pieniężnej prowadzonej przez Fed
  •        Zdecydowana większość amerykańskich inwestorów spodziewa się stagflacji w ciągu najbliższych 12 miesięcy

Reklama

Informacja z ostatniej chwili. Inflacja w czerwcu - podał Główny Urząd Statystyczny - wyniosła w ujęciu rocznym 15,6 proc. 

Inflacja to trwały, systematyczny wzrost cen konsumpcyjnych, najczęściej mierzony w miesięcznych odstępach. Inflacja jest zwykle spowodowana zwiększonym popytem lub czynnikami leżącymi po stronie podaży, takimi jak wzrost kosztów produkcji i ograniczenia w łańcuchach dostaw.

W normalnie funkcjonującej gospodarce umiarkowana inflacja jest nazywana "smarem" procesów ekonomicznych. Nieustanne pełzanie cen powoduje, że poważny skutek inflacji dostrzegamy dopiero po wielu latach. Za banknot 20-dolarowy w 1985 roku konsument w Stanach Zjednoczonych kupował prawie cztery razy więcej towarów i usług niż dziś.

To nie jest "przejściowy" wzrost cen

W tej chwili jednak inflacja na całym świecie nie pełza - bardzo przyspieszyła kroku. Wysoka dynamikę cen mamy nie tylko w Polsce, ale na przykład w USA, gdzie inflacja wzrosła do 8,6 proc. - najwyższego poziomu od czterech dekad.

Kiedy jednak inflacja przyspieszała, czyli w okresie pocovidowym, to zarówno w Warszawie, jak i w Waszyngtonie mówiono, że ma charakter "przejściowy". Sekretarz Skarbu USA Janet Yellen długo trwała na stanowisku, że niezrównoważona skala podaży i popytu jest przyczyną tymczasowej inflacji, a problem polega na tym, że zakłócenia łańcucha dostaw zbiegły się w czasie z wysokim popytem konsumenckim.

Jednak z czasem inflacja zaczęła przenikać do tych części gospodarki amerykańskiej, które pierwotnie nie były poszkodowane przez pandemię. Okazało się, że w sferze produkcji nadal utrzymywały się "wąskie gardła", a potem Stany Zjednoczone zostały dotknięte kolejnymi wariantami Covid-19, blokadami w Chinach i rosyjską inwazją na Ukrainę.

- Myliłam się co do ścieżki, jaką pójdzie inflacja. Nastąpiły nieoczekiwane i duże wstrząsy w gospodarce, które spowodowały wzrost cen energii i żywności oraz bardzo poważne zakłócenia w dostawach. Nie rozumiałam tego w tamtym czasie - powiedziała Janet Yellen pod koniec maja w CNN.

Zaskoczony NBP

Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego, też wielokrotnie zapewniał, że inflacja jest pod kontrolą. - Od dłuższego czasu nie rozumiem, skąd takie zaniepokojenie obserwatorów rzekomą groźbą wybuchu inflacji. Żadne dane tego nie potwierdzają, ani perspektywy rozwoju gospodarczego, ani kształtowanie się cen światowych, ani dynamika płac i sytuacji wewnętrznej - mówił na początku zeszłego roku prezes NBP. W marcu 2021 roku Adam Glapiński przekonywał, że ówczesna inflacja jest korzystna dla rozwoju gospodarczego i dodawał, że dużo groźniejsza byłaby deflacja, czyli spadek cen.

Dziś już jesteśmy po kilkukrotnych podwyżkach stóp procentowych NBP, które mają zdusić inflację. W Stanach Zjednoczonych Rezerwa Federalna też zapoczątkowała cykl zaostrzania polityki monetarnej. W połowie czerwca Fed podniósł stopy o 75 punktów bazowych, co było największym takim ruchem od 28 lat. Wiele wskazuje na to, że równie duża podwyżka zostanie zarządzona także w lipcu. Jednak - zdaniem wielu analityków - zdecydowana walka z inflacją podjęta przez amerykański bank centralny może popchnąć gospodarkę w stronę recesji.

Hiperinflacja mało prawdopodobna

Jedno wydaje się być pewne - dzisiejsza inflacja nie przerodzi się w hiperinflację. Ekonomista Phillip Cagan twierdzi, że hiperinflacja to 50-procentowa stopa inflacji trwająca co najmniej miesiąc. Inni mierzą ją w kategoriach wykładniczych dziennych wzrostów, które mogą wynosić 5-10 proc. Jeszcze inni definiują hiperinflację jako wzrost cen o około tysiąc procent rocznie. Jest ona niezwykłą rzadkością w krajach rozwiniętych. Jednak w Wenezueli w 2018 roku stopa inflacji przekroczyła milion procent w skali roku.

Hiperinflacja powoduje obniżenie wartości waluty i może sprawić, że zaczyna być ona bezwartościowa. Ma to wielki wpływ na gospodarkę kraju. Pozbawia wpływów z podatków, zamyka przedsiębiorstwa, podnosi stopę bezrobocia i powoduje, że koszty życia stają się tak wysokie, że dochodzi do niestabilności politycznej. Gdy ceny nadmiernie rosną, gotówka lub oszczędności zdeponowane w bankach lawinowo tracą na wartości. Ludzie zazwyczaj gromadzą w nadmiarze towary, w tym łatwo psujące się, co z kolei może powodować niedobory w zaopatrzeniu w żywność.

W Polsce z hiperinflacją mieliśmy do czynienia na przełomie lat 80. i 90., zaraz po upadku PRL. Jej zduszeniem zajmował się wicepremier pierwszego niekomunistycznego rządu Leszek Balcerowicz. Pokłosiem tamtych burzliwych wydarzeń była denominacja pieniądza przeprowadzona przez NBP  - stare 10 tysięcy złotych stało się nową złotówką.

Deflacja nam nie grozi

Zupełnie nieprawdopodobne w dzisiejszych warunkach jest wystąpienie deflacji. To długotrwały spadek przeciętnego poziomu cen w gospodarce. Przekłada się na wzrost siły nabywczej pieniądza. Mówiąc prościej - za tę samą kwotę możemy kupić więcej. Deflacja może być wywołana przez: spadek popytu, brak emisji pieniądza proporcjonalnej do wzrostu gospodarczego, wstrzymanie akcji kredytowej czy nadmierne oprocentowanie lokat terminowych.

Tylko na pozór jest to zjawisko ekonomicznie korzystne. Konsumenci co prawda mogą więcej kupić za tę samą kwotę, ale za to producenci zarabiają mniej. Ich towary tracą bowiem na wartości. W efekcie firmy osiągają mniejsze zyski, a co za tym idzie, nie są w stanie zatrudniać nowych pracowników. W końcu są zmuszone zmniejszać pensje, a niekiedy także zwalniać osoby już zatrudnione.

Widmo recesji lub stagflacji

Deflacja może zwiastować nadchodzącą recesję, ponieważ konsumenci zwykle powstrzymują się z zakupami w nadziei, że ceny będą jeszcze bardziej spadać. Przyczyniają się w ten sposób do spadku popytu. W końcu prowadzi to do jeszcze mniejszych wydatków gospodarstw domowych, niższych płac i wyższych stóp bezrobocia.

I właśnie recesji w gospodarce światowej ekonomiści boją się teraz najbardziej, choć oczywiście jej przyczyną nie będzie deflacja. Recesja to przedłużający się spadek gospodarczy, w którym stopa bezrobocia rośnie, a produkcja maleje, choć jednocześnie powstają warunki do wyhamowania inflacji. Wielu polskich ekonomistów jest zdana, że w drugiej połowie tego roku w naszej gospodarce możemy mieć tzw. recesję techniczną, czyli niski lub zerowy wzrost gospodarczy przez dwa kwartały z rzędu.

Nasilają się także obawy, że gospodarkę światową opanuje stagflacja. To dosyć rzadko spotykana kombinacja kilku czynników - bardzo małego lub zerowego wzrostu gospodarczego (czyli stagnacji) z wysokim bezrobociem i wysoką inflacją.

Termin stagflacja został ukuty w 1965 roku przez brytyjskiego polityka Iaina Macleoda, który ubolewał nad powiększającą się w jego kraju różnicą między produktywnością a zarobkami. - Mamy teraz najgorsze z obu światów, nie tylko inflację z jednej strony i stagnację z drugiej, ale oba zjawiska razem. Mamy coś w rodzaju sytuacji "stagflacyjnej" - mówił Macleod.

W Stanach Zjednoczonych stagflacja zdarzyła się w latach 70. XX wieku i na początku lat 80. W 1975 roku bezrobocie osiągneło 9 proc., a inflacja stale rosła i w 1980 roku przekroczyła 14 proc. Ci, którzy cofają się pamięcią do tego ponurego okresu są teraz pełni obaw, że i dziś będziemy się borykać z trudną do opanowania inflacją.

Teraźniejsza sytuacja gospodarcza ma pewne podobieństwa do lat 70., ale także znaczne różnice. Podczas kryzysów energetycznych wtedy i dzisiaj zakłócenia w łańcuchach dostaw przyczyniały się do napędzania inflacji. Jednak dziś zarówno dolar, jak i bilanse głównych instytucji finansowych w USA są mocne, a stopa bezrobocia niewysoka, bo wynosi 3,6 proc.

Z najnowszego badania menedżerów funduszy - przeprowadzonego przez Bank of America - wynika, że aż 83 proc. inwestorów spodziewa się stagflacji w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Także Bank Światowy w czerwcowym raporcie ostrzega, że globalna gospodarka może znaleźć się na etapie stłumionego wzrostu.

Jacek Brzeski

Zobacz również: 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »