Reklama

Janusz Steinhoff: Embargo na surowce z Rosji? Lepiej wspólne z Unią

Kierunek, jakim jest wstrzymanie zakupów rosyjskich surowców, jest słuszny, ale tego typu decyzje powinny być podejmowane przez całą Unię Europejską jako jedno ciało. Muszą być przemyślane i zaplanowane. Rezygnacja z węglowodorów z Rosji na pewno przełoży się na dalszy wzrost kosztów surowców. - Mówienie, że koszty nie wzrosną, jest popisem demagogii i nieodpowiedzialności - mówi Interii Janusz Steinhoff, były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka.

- Stanowisko polskiego rządu od dłuższego czasu jest znane. Ja zdecydowanie popieram podejmowanie decyzji o wstrzymaniu importu rosyjskich nośników energii, ale trzeba to robić w sposób przemyślany i z poziomu Unii Europejskiej, bo tylko wtedy to jest racjonalne - informuje Steinhoff.

Dodaje, że Unia musi przygotować pewne procesy i uwzględnić ich konsekwencje, w tym również dla konsumentów. - Wzywanie innych krajów UE, by poszły śladem Polski, jest uprawianiem populizmu. I mówię to z przykrością. Polska jest  w szczególnej sytuacji. Jeśli chodzi o węgiel, jesteśmy jedynym krajem unijnym, w którym wydobycie własne w tak dużym stopniu pokrywa wewnętrzne zapotrzebowanie. Trzeba jednak pamiętać, że Niemcy importują 30 mln t węgla, także inne kraje są mocno uzależnione od importu. Trzeba mieć świadomość, że blokada importu z dnia na dzień jest niemożliwa ze względów gospodarczych - mówi.

Wydobycie węgla w Polsce wynosi prawie 60 mln t rocznie, a import z Rosji to ok. 8 mln t rocznie. Zdaniem byłego wicepremiera, o jakiś procent można zwiększyć krajową produkcję poprzez zmianę organizacji pracy kopalń. Trzeba też nastawić się na większe zakupy z innych kierunków, jak Australia czy Kolumbia.

Reklama

Dla Unii to wyzwanie

Steinhoff zwraca uwagę, że Polska również w przypadku pozostałych surowców jest w stosunkowo dobrej sytuacji. Z końcem roku, gdy oddany zostanie gazociąg Baltic Pipe łączący Polskę ze złożami na szelfie norweskim, uniezależni się całkowicie od rosyjskiego gazu. Istotną częścią krajowego miksu jest też LNG, który możemy sprowadzać dzięki terminalowi w Świnoujściu. Rozbudowane zostały także połączenia gazowe z krajami ościennymi. Podobne jest z ropą, dysponujemy infrastrukturą portową umożliwiającą import ropy drogą morską z dowolnego kierunku.

- Z perspektywy Europy jednak jest to duże wyzwanie. Rosjanie dostarczają na Stary Kontynent ponad 150 mld m sześc. błękitnego paliwa rocznie. Taki wolumen trzeba będzie zastąpić surowcem z innych kierunków. Stany Zjednoczone zapewniły, że zwiększą dostawy LNG o 15 mld m sześc. rocznie, konieczne jest jednak pozyskiwanie kolejnych dostawców. Europa musi też być na to przygotowana infrastrukturalnie, mówię tu o odpowiedniej przepustowości gazoportów i sieci gazociągów. To są procesy, których nie da się przeprowadzić w sposób odpowiedzialny w ciągu dwóch-trzech miesięcy - powiedział Steinhoff.

Podkreślił, że trzeba się intensywnie przygotowywać na zmiany, podejmując intensywną współpracę na forum unijnym, dyskutując i podejmując wspólne kroki. -  Nie możemy ciągle stawiać się w pozycji głównego kontestatora jakiejkolwiek polityki europejskiej. Zalecałbym premierowi aktywność na posiedzeniach Rady Europejskiej, gdzie trzeba przekonywać partnerów, ważąc konsekwencje różnych decyzji - powiedział Steinhoff.

Czeka nas wzrost cen

Konieczne jest też przygotowanie się na wzrost kosztów, ten jest bowiem nieunikniony. Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa mówiła co prawda podczas środowej konferencji, że do obalenia jest jeden z mitów, że rosyjskie surowce są zawsze tańsze. - Putin chce byśmy w to wierzyli - podkreślała. W podobnym tonie wypowiadał się premier Mateusz Morawiecki. - Dywersyfikacja nie musi oznaczać wyższych kosztów. Węgiel z Australii, RPA czy Kolumbii nie musi być droższy niż rosyjski. Te ceny nie muszą uderzyć Polaków po portfelach - informował. - Zmniejszenie zależności od surowców rosyjskich oznacza spadek cen w średnim i dłuższym okresie - dodał.

Steinhoff nie pozostawia jednak złudzeń - embargo na rosyjskie surowce będzie oznaczać wzrost kosztów dla Europejczyków. Powinni oni być świadomi ceny, którą przyjdzie za to zapłacić. - Podkreślam jeszcze raz, Europa nawet kosztem wyrzeczeń powinna w świetle tego, co się obecnie dzieje na Wschodzie, podjąć wiele decyzji brzemiennych w skutki dla Federacji Rosyjskiej. Ale mówienie, że koszty nie wzrosną, jest popisem demagogii i nieodpowiedzialności - podkreśla.

Tłumaczy, że Europa importuje z Rosji 150 mld m sześc. gazu rocznie. Gdy podaż zmniejszy się o ten wolumen, a popyt pozostanie ten sam, cena będzie musiała wzrosnąć. -To podstawowa zasada ekonomii, elementarz rynkowy. Trzeba ludziom mówić, że zapłacimy za sankcje, za wojnę rosyjsko-ukraińską, za wszystkie decyzje, które będziemy podejmować wobec dostawców nośników energii. Myślę, że polskie społeczeństwo się na to zgodzi, ale trzeba o tym informować - dodaje.

Konieczne wspólne działania

Przekonuje też, że wspólne działanie na polu unijnym pomoże ograniczyć wzrost kosztów. Wspomniał choćby o wspólnym zakupie gazu. Unia zużywa 400-500 mld m sześc. gazu rocznie, przy czym wydobycie własne w przypadku gazu wynosi ok. 55 mld m sześc. Jej potrzeby importowe są wiec ogromne. - Jeśli będziemy dokonywać wspólnie zakupów gazu, jako potężny klient, zyskamy przewagę. Każdy dostawca będzie się z nami liczył, pojawi się efekt skali. Musimy działać razem, ale powinniśmy być przygotowani na podejmowanie kolejnych kroków od strony logistycznej - podsumowuje były wicepremier.

Premier Mateusz Morawiecki poinformował podczas wtorkowej konferencji, że jeszcze w tym roku Polska zrezygnuje z importu rosyjskich surowców. Najszybciej wprowadzi embargo na węgiel - w kwietniu lub maju, z kolei do końca roku zrezygnuje z zakupów rosyjskiej ropy i gazu.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »