Reklama

Laffer z cukru i podatkolubni zwolennicy inżynierii społecznej

Rośnie zaufanie do rządu. Zwłaszcza wśród podatkolubnych zwolenników używania ich jako narzędzia inżynierii społecznej, którzy na sam dźwięk nazwiska Laffer dostają "białej gorączki”.

Fakty są takie, że rząd uzyskał dwa razy niższe wpływy z podatku cukrowego niż przewidywał w ustawie budżetowej policzywszy sobie wartość sprzedaży z ubiegłego roku x stawka podatku. 

To oznacza, że prawo Pedro Navarrete (taki średniowieczny uczony z Salamanki) Johnatana Swifta, Adama Smitha, Davida Hume’a, Charlesa Monteskiusza, czy Romana Rybarskiego, którego graficznym odzwierciedleniem jest słynna Krzywa Laffera, jednak działa.

Wprowadzenie nowego podatku, albo podwyższenie starego, nie zawsze powoduje zamierzone zwiększenie wpływów podatkowych z uwagi na różne reakcje podatników.

Reklama

Ale ponoć intencja rządu wynikająca z ustawy budżetowej, nie ma znaczenia, bo werbalnie rząd twierdził, że chodzi mu o zdrowie Polaków, którzy będą spożywać mniej szkodliwego cukru. Więc "regulacja działa, jak miała zadziałać", a "neoliberalne gwiazdy ekonomii" są wpatrzone w wykres narysowany na serwetce (to o Krzywej Laffera).

Tymczasem "ludzie używają mniej cukru lub przestali na potęgę słodzić, a o to właśnie chodziło", więc "podatek zadziałał tak jak powinien" i "interwencja państwa jednak wygrywa z wolnym rynkiem" - piszą liczni komentatorzy w Internecie.

Każdy podatek jest źródłem efektu akcyzowego - jak coś opodatkujemy, mamy tego mniej. W ciągu 30 lat powtarzałem to zdanie setki razy. To oczywiste, że jak ktoś ma do wydania na napoje słodzone 100 zł, a butelka kosztuje powiedzmy 5 zł., to gdy podrożeje po nałożeniu podatku nie kupie już 20 butelek, bo nie będzie miał za co.

A co daje prawo neokomunistycznym gwiazdom ekonomii decydowania o tym co mają pić inni, a czego nie powinni (od razu wyjaśniam, że nie piję  napojów słodzonych)? Inżynieria społeczna jest złem! Jako taka. To taki neoliberalny, wolnościowy aksjomat.  

Przy okazji rzuciło mi się w oczy, że ci  sami ludzie, który wierzą, iż celem rządu było zdrowie Polaków, jakoś nie wierzyli gdy rząd deklarował, że celem ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym jest zwiększenie praworządności. Podobnie było z oficjalnym uzasadnieniem LexTVN - nie wierzyli, że to w celu zapobieżenia przejęcia polskich mediów przez kartele narkotykowe. Ale oni są chyba gotowi bardzo wiele rządowi wybaczyć, jeśli tylko zwiększy podatki.

Jak pisał Jean Baptiste Say, nie ma dobrych podatków są tylko złe, ale wśród tych złych, niektóre są mniej złe od innych. Tak zwane "sin tax" (podatek od niezdrowej żywności) są mniej złe od podatków od wynagrodzeń - bo zniechęcają do jedzenia cukru czy soli a nie do pracy.

Mogłyby one być nawet elementem kompleksowej zmiany całego systemu podatkowego: zmniejszenia opodatkowania pracy, a zwiększenia opodatkowania konsumpcji - zwłaszcza tej niezdrowej. Co ciekawe wpisuje się to w ideę socjalistycznej gwiazdy filozofii Johna Rrawlsa, który w swojej "Teorii sprawiedliwości" wprost napisał, że bardziej do niej pasują pośrednie podatki od konsumpcji niż bezpośrednie podatki od dochodu. Ale jak mnie przestrzegano: rząd pomysł "sin tax" chętnie kupi, z tym, że nie zamiast podatku od wynagrodzeń, tylko obok. I tak właśnie zrobił.

Przyjmijmy jednak na moment, że tym razem, wyjątkowo rząd nie oszukiwał i rzeczywiście miał cel prozdrowotny. I ludzie kupili mniej niezdrowych napojów słodzonych. A co z cukrem, wafelkami, czy batonikami? Bo na nie rząd podatku cukrowego nie nałożył.

Poczekajmy na dane dotyczące ich sprzedaży - może zamiast pić słodką colę, ludzie piją więcej słodzonej herbaty i jedzą więcej wafelków i batoników? Ciekawe byłyby też dane o sprzedaży coli w przygranicznych sklepach w Niemczech, Czechach, na Słowacji i Litwie.

Zwłaszcza w podziale na okresy, gdy Polacy mogli robić w nich zakupy i gdy z uwagi na pandemię - nie mogli.  Oczywiście jak ktoś mieszka dalej od granicy, to nie jeździ po colę za granicę, ale jako, że "podatki mają konsekwencje" to w Polsce "syropy" owocowe prawie wszystkie są już teraz sprzedawane z dodatkiem witamin.

Bo dodanie do cukru witaminy czyni syrop "napojem specjalnym", który nie jest opodatkowany podatkiem cukrowym. "Cukier krzepi" - pod warunkiem, że z witaminą. Konsekwencją opodatkowania słodkich napojów gazowanych może być picie mineralnej wody gazowanej z jakimś syropem z witaminą. Nota bene Herbapol robi taki syrop o smaku... coli.

Kiedyś podwyższenie akcyzy na papierosy spowodowało spadek sprzedaży papierosów. W IV kwartale 2012 oficjalnie kupiono ich 11,5 mld sztuk. Aż o 25 proc. mniej niż rok wcześniej. W całym 2012 roku ich sprzedaż zmniejszyła  się o ponad 6 proc. - do 52 mld sztuk, a w 2013 roku - do 47 mld. sztuk. Też ogłoszono triumf.

Ale badania pokazały, że w tym czasie z palenia zrezygnowało raptem 4 proc. palaczy. Niektórzy nie z powodu akcyzy tylko zdrowia i nawet nowej mody. Dla niektórych palaczy ważniejszy okazał się zakaz palenia w knajpach niż wyższa cena. Niektórzy posłuchali lekarzy. A inni?

Konsumpcja przeniosła się do szarej strefy. Legalny rynek tytoniowy nie skurczył się dlatego, że aż tak bardzo ubyło palących, ale dlatego, że rosła sprzedaż papierosów pochodzących z przemytu i nielegalnej produkcji. Ministerstwo Finansów procentowy udział papierosów pochodzących z tych źródeł w rynku tytoniowym w 2011 roku szacowało na poziomie 12 proc.

Według badań Almares, polegających na zbieraniu pustych opakowań po papierosach i sprawdzaniu źródła ich pochodzenia po podwyżkach akcyzy w udział nielegalnych papierosów w rynku wynosił ponad 15 proc. Niby tylko 3 pkt proc. różnicy  - ale to daje 1,5 mld sztuk! 75 mln paczek!

A jeszcze był tytoń sprzedawany legalnie (na przykład jako ściółka dla gryzoni), z którego skręcano papierosy - stąd zadziwiająca popularność w tamtym czasie bibułek i urządzeń do robienia skrętów.

Oczywiście, że  takiego czarnego rynku na colę jak na papierosy nie będzie. Ale czarny rynek pracy funkcjonuje sobie w najlepsze. Podobnie jak raje podatkowe. Bo podatki mają konsekwencje. Nie zawsze takie, jak planuje rząd w ustawie podatkowej. Co obrazuje... Krzywa Laffera - na złość podatkolubnym etatystom.

Robert Gwiazdowski

Autor felietonu wyraża własne opinie.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia Messengerem o kolejnych felietonach Roberta Gwiazdowskiego kliknij tutaj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »