W skrócie
- Płace w ochronie zdrowia wzrosną od 1 lipca 2025 roku o 8,8 proc., a ich koszt w 2025 roku sięgnie 73 mld zł, czyli 30 proc. wydatków na ochronę zdrowia.
- Minimalne wynagrodzenie lekarza specjalisty wyniesie 13 tys. zł brutto, a pielęgniarki ze specjalizacją 11,5 tys. zł brutto, z dodatkami kwoty te będą zauważalnie wyższe.
- Ekonomista FPP Łukasz Kozłowski podkreśla, że obecny model finansowania ochrony zdrowia prowadzi do narastania luki finansowej w NFZ i wzrostu kosztów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Podwyżki wynagrodzeń w systemie opieki zdrowotnej wyniosą 8,8 proc. i będą zdecydowanie wyższe niż w budżetówce, gdzie wyniosą w tym roku zaledwie 3 procent, i wyższe niż dla emerytur i rent, gdzie waloryzacja wyniesie 5,3 proc. To efekt tzw. ustawy podwyżkowej z 2022 roku.
Jak to się przełoży się na konkretne kwoty?
- Minimum dla lekarza specjalisty wyniesie 13 tys. zł miesięcznie brutto płacy zasadniczej, z dodatkami (stażowe, dyżury, itd.) wychodzi 23,2 tys. zł. Natomiast minimalne wynagrodzenie pielęgniarki ze specjalizacją i wykształceniem magisterskim wyniesie 11,5 tys. zł brutto miesięcznie pensji zasadniczej, co przekłada się typowo na 16,6 tys. zł całkowitego wynagrodzenia. Drugi próg podatkowy w PIT będzie przekraczać we wrześniu - wyliczył Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich.
Jak zaznaczył we wpisie opublikowanym w serwisie X, na tej podstawie przewiduje, że AOTMiT (Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji) przedstawi MZ warianty zmian wycen o 3,7-6,7 proc. Potencjalny koszt roczny wyniesie do 11,2 mld zł.
Całkowity koszt "ustawy podwyżkowej" dla publicznego systemu ochrony zdrowia w Polsce to już ok. 73 mld zł tylko w tym roku, co odpowiada prawie 30 proc. łącznych publicznych nakładów na zdrowie - wylicza.
- W tym roku musimy wydać około 73 miliardów złotych na pokrycie kosztów wynikających z ustawy podwyżkowej, ale jeśli wzięlibyśmy pod uwagę koszt skumulowany, to do końca tego roku wyniesie około 209 miliardów złotych - dodaje Kozłowski w rozmowie z Interią.
Efekty ustawy podwyżkowej będą coraz większe
Jak tłumaczy, ustawa podwyżkowa określa minimalne zasadnicze wynagrodzenie w ochronie zdrowia. Co roku, w okolicach maja - czy, jak ostatnio, w czerwcu - prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przekazuje do ministra zdrowia rekomendacje, jak zmienić wyceny świadczeń, żeby uwzględnić koszty związane z tą ustawą. W tych rekomendacjach AOTMiT czasami są elementy dodatkowe, które nie są stricte powiązane z realizacją ustawy, ale generalnie rekompensują wzrost kosztów dla szpitali. Dlaczego? Bo ustawa uwzględnia tylko koszty pracowników etatowych, a około 75 proc. lekarzy specjalistów nie pracuje na etacie, tylko na kontrakcie B2B.
Jak zaznacza, dziura w NFZ będzie się powiększać. - W ubiegłym roku brakowało 14 miliardów zł, w tym roku brakuje 23 miliardów złotych, a w kolejnych ta kwota będzie coraz wyższa. Dopóki nie pojawi się konkretny pomysł na ucieczkę z tej trajektorii eksplodujących kosztów i rosnącej luki finansowej, ten problem będzie wracał ze zdwojoną siłą - podkreśla ekonomista.
Jak dodaje, mamy do czynienia z ogromnym rozjechaniem się regulacji ustawowych i oczekiwań z realnymi możliwościami finansowymi. To problem, który nie zniknie. Oczywiście niejedyny problem w systemie ochrony zdrowia - chociaż dziś jeden z najbardziej palących kosztowo.
Co można zrobić?
- Nasza propozycja - jako FPP - jest taka, żeby dla określania wzrostu wynagrodzeń w systemie opieki zdrowotnej zastosować wskaźnik waloryzacji taki jak w emeryturach i rentach - czyli inflacja plus 20 procent realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia. Ten wariant jest korzystniejszy niż to, co wcześniej, wstępnie proponował rząd. Nadal byłby korzystniejszy niż wzrost wynagrodzeń w sferze budżetowej. Po drugie - proponowaliśmy też konsolidację ubezpieczenia zdrowotnego z chorobowym. Pozwoliłoby to poszerzyć bazę składkową bez podnoszenia nominalnych stawek składki, zwiększając pulę przychodów NFZ. Jednocześnie byłby to mechanizm mobilizujący do większej efektywności systemu - mówi Łukasz Kozłowski.
Jak przypomina, wcześniej strona rządowa rozważała wprowadzenie kominów płacowych - czyli określenia, że lekarz w publicznym szpitalu nie będzie zarabiał więcej niż jakaś określona kwota, np. 80 tysięcy złotych miesięcznie. To miało ograniczyć tempo wzrostu wynagrodzeń. Rozważano też, żeby tempo wzrostu było takie jak w budżetówce, czyli teraz byłoby to około 3 proc. zamiast 8,8 proc., oraz żeby przesunąć termin waloryzacji z 1 lipca na 1 stycznia, ze względu na trudności w planowaniu budżetu NFZ, kiedy waloryzacja jest w połowie roku. Jako oszczędności rozważano już wprowadzenie limitów na leczenie zaćmy, diagnostykę obrazową i ambulatoryjną opiekę specjalistycznych.
Monika Krześniak-Sajewicz













