Politycy opozycji i rządu różnią się w ocenie przyszłości systemu ETS2 w Polsce. PiS uważa, że rząd powinien zabiegać w Komisji Europejskiej o wycofanie dyrektywy, która "uderzy w najbiedniejszych". Rząd z kolei wskazuje, że możliwe jest dalsze opóźnienie regulacji, ale całkowita rezygnacja z systemu oznaczałaby utratę środków na transformację energetyczną - pisze PAP.
PiS o ETS2. "Uderzy w najbiedniejszych"
Europejski System Handlu Emisjami (ETS) to jeden z głównych mechanizmów Unii Europejskiej służących ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych. System działa poprzez wyznaczanie limitów emisji oraz handel uprawnieniami do ich wytwarzania.
Podczas sobotniej konwencji PiS w Krakowie kandydat tej partii na premiera Przemysław Czarnek stwierdził, że Polska powinna domagać się w Brukseli wycofania dyrektywy.
"Nie mamy waszego miksu energetycznego, nie mamy żadnego Zielonego Ładu, nie mamy żadnych OZE, sr-OZE. My mamy nasz miks węglowy, bo mamy nasze bogactwa naturalne i wara wam od nich. My mamy nasz węgiel" - mówił polityk.
Podobne stanowisko prezentuje poseł PiS Ireneusz Zyska, były wiceminister klimatu i środowiska oraz pełnomocnik rządu ds. OZE.
"ETS2 dotyczy mieszkalnictwa i transportu. Jeśli chodzi o mieszkalnictwo, w Polsce mamy największe w Unii Europejskiej ciepłownictwo systemowe. Duże elektrociepłownie, które zasilają np. osiedla mieszkaniowe. To wszystko w ponad 90 procentach pracuje w oparciu o paliwa węglowe. Jeżeli ETS wszedłby w życie, to uderzy w zwykłych obywateli, rencistów, emerytów, ludzi, którzy zastanawiają się, czy wykupić leki, czy jedzenie" - powiedział Zyska w rozmowie z PAP.
Polityk dodał, że najlepszym rozwiązaniem byłoby całkowite wycofanie się z ETS2 podczas planowanej rewizji systemu w tym roku. "Byłoby dobrze, żeby obecny polski rząd z panem premierem Tuskiem na czele postawił daleko idący postulat, by z ETS2 Unia Europejska po prostu się wycofała. Albo odłożyła np. o 10 lat" - zaznaczył.
Zdaniem Zyski zarówno rok 2028, jak i 2030 to zbyt wczesne terminy wejścia w życie nowych przepisów. Jak podkreślił, Polska potrzebuje więcej czasu na dekarbonizację ciepłownictwa, ponieważ wiele gospodarstw domowych wciąż korzysta z ogrzewania węglowego.
"W czasach rządu Mateusza Morawieckiego zrobiliśmy bardzo wiele w zakresie programu czyste powietrze. Ale potrzebujemy jako państwo więcej czasu na dekarbonizację ciepłownictwa. Żyjemy w takiej strefie klimatycznej i mamy takie zasoby energetyczne, jakie mamy, że wiele gospodarstw jest wciąż ogrzewanych przez węgiel, choć na ogół są to kotły V klasy, czyli te nowoczesne" - powiedział.
Według posła PiS realny termin wdrożenia ETS2 można byłoby rozważać dopiero w okolicach 2035 lub nawet 2040 r. W przeciwnym razie - jak ocenił - nowe regulacje będą finansowym obciążeniem przede wszystkim dla najuboższych.
Rząd: potrzebne opóźnienie, ale także środki na transformację
Do wypowiedzi polityków PiS odniosła się minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Podkreśliła, że wyjście Polski z systemu ETS oznaczałoby w praktyce opuszczenie Unii Europejskiej.
"Wyjście Polski z systemu ETS oznacza wyjście Polski z Unii Europejskiej. Z tego, co wiem, nie ma na to ani zgody Polek i Polaków, ani rządu. Nie ma i nie będzie. Oczywiście politykę europejską trzeba zmieniać tak, żeby była bardziej dopasowana do naszych potrzeb. I dokładnie to robimy" - powiedziała.
Minister zapowiedziała jednocześnie, że rząd będzie zabiegał o dalsze opóźnienie wejścia w życie ETS2, aby dać więcej czasu gospodarstwom domowym na zmianę źródeł ogrzewania. Dotychczas Polsce udało się przesunąć wdrożenie systemu z 2027 na 2028 rok.
Podobne stanowisko przedstawił minister energii Miłosz Motyka. "System ETS2 szczególnie dla gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej będzie obciążeniem i do momentu, do kiedy nasz miks energetyczny i ciepłowniczy będzie wyglądał tak jak dziś i inwestycje będą następowały w obecnym tempie, system ETS2 powinien zostać odsunięty, bo on powinien zachęcać, a nie obciążać" - powiedział.
Jak dodał, Polska zabiega o przesunięcie wdrożenia systemu o kolejne trzy lata i ma w tej sprawie sojuszników w regionie, m.in. Czechy i Węgry.
Opóźnienie oznacza utratę unijnych środków. "Może wpłynąć na wzrost cen węgla"
Wiceminister klimatu i środowiska Urszula Zielińska podkreśliła natomiast, że każdy scenariusz opóźnienia musi być dokładnie przeanalizowany. Zwróciła uwagę, że ETS2 jest powiązany z dużymi środkami finansowymi przeznaczonymi na walkę z ubóstwem energetycznym.
"Opłata ETS może wpłynąć na wzrost cen węgla czy paliwa wysokoemisyjnego w transporcie. Stąd dążenie rządu do uelastycznienia unijnych regulacji i przesunięcia wdrożenia dyrektywy ETS2 o kolejne dwa lata, czyli na 2030 rok" - wyjaśniła.
"Pamiętajmy, że system ETS2 jest nierozerwalnie powiązany z ogromnymi środkami finansowymi dla rodzin, które dziś są dotknięte ubóstwem energetycznym. Mówimy o kwocie rzędu 153 mld zł na lata 2028-2033, z czego ok. 64 mld zł to zupełnie nowy mechanizm wsparcia rodzin najuboższych, Społeczny Fundusz Klimatyczny. Sumarycznie to więc 26 mld zł nowych środków finansowych w budżecie państwa rocznie" - zaznaczyła.
Jak dodała, pieniądze mają trafić bezpośrednio do gospodarstw domowych na docieplenie budynków, modernizację domów oraz transportu, co ma pomóc w ograniczaniu ubóstwa energetycznego.











