W skrócie
- Perspektywy dla polskiej gospodarki w 2026 roku są dobre - dynamika wzrostu PKB ma przyspieszyć, a jej głównym motorem wreszcie mają być inwestycje.
- Pozycja i konkurencyjność Polski w ogromnej mierze zależą jednak od sytuacji u naszych europejskich partnerów - a ta może niepokoić.
- "Czarne łabędzie" już wylądowały - to Ameryka Donalda Trumpa, która coraz bardziej dystansuje się od Europy, i coraz śmielej konkurujące z UE Chiny.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Dynamika wzrostu PKB ma przyspieszyć, a główną siłą napędową będzie ożywienie inwestycji, wyczekiwane od kilku kwartałów. Tym samym 2026 rok ma być realizacją tak pożądanego przez ekonomistów scenariusza - już nie tylko konsumpcja ma nas ciągnąć w górę. Po latach pobudzania wzrostu poprzez kierowanie do konsumenta potężnych impulsów przez kolejne rządy - poczynając od 500 (a później 800) plus, poprzez 13. i 14. emeryturę, a na "babciowym" kończąc - przychodzi czas na intensywne wykorzystywanie strumienia pieniędzy, który płynie do nas z zewnątrz. To środki z Krajowego Planu Odbudowy oraz fundusze unijne z perspektywy finansowej na lata 2021-2027.
- Podstawy wzrostu gospodarczego w 2026 roku będą szersze, bo do dominującej w tej chwili konsumpcji dołączą inwestycje - mówi Interii Biznes Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. - W najbliższych latach czeka nas spory napływ pieniędzy unijnych. W 2026 roku będzie to jakieś 3 procent PKB wobec 2,2 proc. w 2025 r. W efekcie liczymy na poprawę inwestycji i konsumpcji publicznej.
Rząd w lipcowej aktualizacji swoich prognoz makroekonomicznych założył, że PKB Polski urośnie w 2026 r. o 3,5 proc. po wzroście o 3,4 proc. w 2025 r. Na tle rynku to dość skromna prognoza - zestawienie przewidywań najważniejszych instytucji finansowych pokazuje, że znakomita ich większość widzi wzrost gospodarczy Polski w 2026 r. na wyższym poziomie. Autorami tych optymistycznych prognoz są zespoły makroekonomiczne krajowych banków oraz Narodowy Bank Polski, a wzrost niższy lub równy rządowej prognozie zakładają organizacje międzynarodowe: OECD, MFW, Bank Światowy i Komisja Europejska.

W powyższej tabeli uwagę zwraca prognoza mBanku - ekonomiści tej instytucji przewidują, że wzrost PKB w 2026 r. przyspieszy aż do 4,2 proc. i jest to najbardziej optymistyczny pogląd ze wszystkich.
Rok 2026 pod znakiem boomu inwestycyjnego
- W pierwszej kolejności wzrost gospodarczy pobudzać będzie na pewno duży wzrost inwestycji - mówi Interii Biznes ekonomistka mBanku Jakub Rybacki - O ile do tej pory mieliśmy do czynienia z negatywnymi zaskoczeniami, m.in. w budownictwie, to taka sytuacja nie może trwać w nieskończoność. To, co było utracone, zacznie być odrabiane w przyszłym roku (2026 roku - przyp. red.), tym bardziej, że część grantowa KPO (ok. 108 mld zł - przyp. red.) powinna zostać rozdysponowana do końca 2026 r.
- Prognozujemy, że zobaczymy prawie dwucyfrowy wzrost wydatków inwestycyjnych, głównie na projekty budowlane i infrastrukturalne - dodaje. - Na pewno zobaczymy duże wyniki w transporcie - tu sporo będzie się działo wokół kolei. Analogiczna sytuacja dotyczyć będzie koncernów energetycznych. Polska jako kraj ma też sporo różnych pomysłów na digitalizację usług publicznych, na termomodernizację, inwestycje w nowe technologie.
Główna ekonomistka Banku Pocztowego Monika Kurtek, której prognoza wzrostu PKB w 2026 r. (4,1 proc.) jest drugą najwyższą w zestawieniu, mówi wprost: - Czeka nas wręcz boom inwestycyjny, z wysoce prawdopodobnymi dwucyfrowymi dynamikami wzrostu w niektórych kwartałach.
Zdaniem Piotra Araka, głównego ekonomisty VeloBanku, wzrost gospodarczy w 2026 r. wyniesie ok. 3,7 proc. - Będzie w największym stopniu napędzany przez inwestycje, które przyspieszą do 9,5 proc. r/r, głównie dzięki projektom infrastrukturalnym i funduszom unijnym - zaznacza. Dodajmy, że rząd prognozuje dynamikę inwestycji w 2026 r. na poziomie 8 proc.
- Jeśli chodzi o eksport, to my jesteśmy bardziej optymistyczni niż konsensus co do prognoz dla strefy euro - zauważa Jakub Rybacki z mBanku. - Do tej pory saldo handlu zagranicznego raczej nam odejmowało od PKB; 2026 rok powinien z tym skończyć, a wyniki powinny być neutralne lub pozytywne. Wzrost eksportu będzie związany też z poprawą sytuacji w Niemczech, gdzie dynamika PKB w ostatnich latach szorowała po dnie. W przyszłym roku (2026 roku - przyp. red.) spodziewamy się, że ulegnie ona poprawie o ok. 1,5 pkt. proc., a to uwidoczni się w statystykach eksportowych Polski. Zarazem wszystkie inwestycje będą też przyciągały import, więc o ile poprawią się agregaty import-eksport, to saldo bilansowe polepszy się jedynie nieznacznie.
- Eksport także powinien się coraz wyraźniej odradzać i tym samym pozytywnie wpływać na tempo wzrostu gospodarczego, jednakże rosnący w tym samym czasie dość szybko import będzie ten pozytywny wpływ niwelował - zgadza się Monika Kurtek. Na to, że wkład eksportu do PKB będzie częściowo neutralizowany przez szybszy wzrost importu, wskazuje także Piotr Arak, który przewiduje, że eksport zwiększy się w 2026 r. o ok. 6 proc. w porównaniu z 2025 r. Podobne tempo, tj. 5-6 proc., obstawia Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego.
Spodziewany rozruch silników inwestycji i eksportu sprawia, że po raz pierwszy od wielu kwartałów nie mówimy o konsumpcji jako o głównym motorze wzrostu PKB. Rząd prognozuje wręcz, że dynamika spożycia prywatnego nieco wyhamuje - do 3,3 proc. W 2026 r. z 3,4 proc. zakładanych na ten rok.
Jakub Rybacki z mBanku widzi tę kwestię nieco bardziej optymistycznie. - Wzrost konsumpcji nadal będzie oscylować wokół 3,5-3,6 proc. - mówi. - Tempo wzrostu wynagrodzeń wprawdzie spowalnia, ale razem z nim - może nawet bardziej - hamuje inflacja. Dochody gospodarstw domowych po uwzględnieniu inflacji rosną dalej w tempie 4-4,5 proc. Gospodarstwa domowe odbudowywały też w ostatnich czasach oszczędności, które wcześniej uszczupliła inflacja - ich stopa jest dziś historycznie rekordowa. Ten wzrost zamożności przełoży się na wydatki konsumenckie.
Zdaniem Piotra Araka, konsumpcja prywatna pozostanie "stabilnym, choć umiarkowanym filarem wzrostu" (główny ekonomista VeloBanku prognozuje jej wzrost o 3,2 proc. r/r), który wspierać będzie wzrost realnych dochodów i niższa inflacja. Rafał Benecki z ING Banku Śląskiego wskazuje zaś, że konsumenci musieliby poluzować reżim oszczędnościowy, jeśli dynamiki miałyby być wyższe.
- Jeśli chodzi o konsumpcję prywatną, to jest tu spory znak zapytania. Rosła ona bardzo dynamicznie w 2025 r. przy bardzo wysokiej realnej dynamice dochodów do dyspozycji wynoszącej 5,3 proc. W 2026 r. tempo to spadnie do 2 proc. Zatem do kontynuacji wysokiego wzrostu konsumpcji potrzebny jest spadek stopy oszczędzania, która w 2025 r. - według naszych wyliczeń - wyniosła 8 proc., bardzo wysoko jak na polskie warunki - zauważa.
Optykę tę podzielają ekonomiści Santander Banku Polska, którzy uważają, że przy historycznie wysokich poziomach stopy oszczędzania obserwowanych w ostatnich miesiącach polski konsument ma z czego "schodzić". Jeśli sięgnie do odłożonych środków - wzrost konsumpcji może ich zdaniem utrzymać się na poziomie ok. 3 procent. Niewykluczone, iż chęć do "chomikowania" pieniędzy będzie hamowana przez spadek stóp procentowych (który wpłynie chociażby na zmniejszenie się dochodów z lokat) - te w 2025 roku spadły o 175 punktów bazowych, a biorąc pod uwagę sygnały płynące z RPP, w 2026 r. mogą spaść jeszcze co najmniej o kolejne 25 pkt. bazowych.
Polska w nietypowym cyklu gospodarczym
Zmiana trendów idzie szerszą falą. - Mamy do czynienia z nietypowym jak na Polskę cyklem gospodarczym - wskazuje Rafał Benecki z ING BSK.
- Zwykle motorem był przemysł, który rósł dużo szybciej niż PKB - przemysł zazwyczaj pracochłonny, ze wzrostem zatrudnienia. Tymczasem pod koniec 2025 r., po dwóch latach ponad 3-procentowego wzrostu, zatrudnienie jest w trendzie spadkowym. Przemysł rośnie wolniej od PKB, a motorem wzrostu są nowoczesne usługi, również te mało pracochłonne. Część sektorów, które były naszymi "lokomotywami", zaczyna niedomagać. Co ciekawe, pod koniec 2025 roku minimalnie lepiej wygląda produkcja sektora samochodowego w Polsce - ale, jak wiemy, dla niego kluczowa jest kondycja analogicznego sektora w Niemczech, a tam po III kwartale miał miejsce dramatyczny spadek wyniku o około 70 proc. Zarówno niemiecki przemysł, jak i polski, mają problemy z konkurencyjnością.
Tymczasem na Zachodzie, u głównego partnera handlowego Polski, "bez zmian" - po dwóch latach recesji z rzędu (spadek PKB w okresie 2023-2024 odpowiednio o 0,3 proc. i o 0,2 proc.) prognozy są ostrożne. MFW uważa, że niemiecka gospodarka urosła zaledwie o 0,2 proc. w 2025 r., a prognoza na 2026 r. oscyluje wokół 0,9-1,0 proc.
- Ożywienie w Niemczech się opóźnia, produkcja niemiecka rośnie bardzo nierówno - wiele sektorów przemysłu, które były motorami gospodarki, w tym sektor motoryzacyjny, ma problemy - a konkurencja chińska jest coraz większa - wskazuje Rafał Benecki. - Eksport z Chin do USA spadł o 30 proc., ale wzrósł do Europy - Chiny bardzo mocno walczą o inne rynki. Impuls fiskalny poprawi stan niemieckiej gospodarki, ale wiele strukturalnych długoterminowych problemów pozostaje nierozwiązanych. Na szczęście Polska tym się odróżnia od regionu, że motorem wzrostu są też usługi, i to nowoczesne. Nasza gospodarka jest bardzo zdywersyfikowana i zrównoważona i tu bijemy na głowę Rumunię i Węgry (Czesi radzą sobie trochę lepiej), które mają problem z odbiciem się od zera.
Rozmówca Interii Biznes zwraca uwagę na przemiany, którym podlegają obecnie fundamenty globalnych gospodarek. - Następuje naturalna transformacja gospodarki z przemysłu do usług, aczkolwiek Polska jeszcze nie jest tak zaawansowanym krajem jak Ameryka, która bardzo mocno przeżywa to przesunięcie akcentów. Środkowa Europa i Niemcy to region wybitnie przemysłowy - dobrze, że u nas te usługi "zaskoczyły", choć do modelu wzrostu opartego na usługach, jak Estonia, w tak szybkim czasie nie dojdziemy. Za dużo mamy przemysłu, a nasze duże firmy to w wciąż małe i średnie podmioty w skali międzynarodowej. Zarazem nasz przemysł nie wykorzystuje wciąż wielu możliwości, takich jak wciąż dużo niższe koszty pracy. Jednocześnie jest mało innowacyjny i nie wychodzi na rynki zagraniczne. Polska to kraj małych i lokalnych firm, które nie chcą się "lewarować" i restrukturyzować swoich struktur, aby wyjść na rynki międzynarodowe - mówi Benecki.
Pytany o to, czy politycy są świadomi wyzwań związanych z zachodzącymi w gospodarce przemianami, wskazuje, że "rząd wykonuje pewne kroki". - Między innymi podejmuje próby pierwszych reform strony podażowej gospodarki, choć na razie ich skala jest mała. Mam tu na myśli np. aktywizację sektora Venture Capital i Private Equity, który "wychowuje" małe firmy i przygotowuje je do debiutów na giełdzie.
W elitarnym klubie. Co Polsce da G20?
W narracji rządu dominuje ostatnio temat przesunięcia się Polski w światowym peletonie gospodarczym. Jak prognozuje MFW, wartość naszego PKB przed końcem tego roku ma osiągnąć 1,04 bln dol. To da nam tytuł 20. gospodarki świata. Co jednak zyska na tym statystyczny Polak? W rankingu World Economic Outlook z października 2025 r. ten sam MFW umieszcza Polskę na 41. miejscu (na 191 badanych krajów) pod względem PKB na mieszkańca w cenach bieżących, wyrażonym w parytecie siły nabywczej.
- Polska odczuje pozytywne skutki awansu do G20, chociaż nie natychmiast
- przekonuje Rafał Benecki. - Uważam, że polski głos tak w sferach biznesowych i finansowych, jak i polityce międzynarodowej jest wciąż za mało słyszalny. W globalnej polityce i gospodarce trwają ogromne przetasowania, starzy liderzy szybko słabną, a nowi zyskują na znaczeniu. Tymczasem Polska jest krajem dynamicznego wzrostu gospodarczego i ma ogromny potencjał do dalszego rozwoju, ale w świadomości wielu osób za granicą pokutują stereotypy. Sami też za mało zabiegamy o słyszalność. Jeśli organizowana jest konferencja o Europie Środkowo-Wschodniej, to odbywa się ona w Wiedniu - i przemawiają na niej ludzie z tamtego obszaru kulturowego, a to przecież najmniejsze gospodarki w regionie. Polska tymczasem permanentnie zaskakuje i zawstydza wszystkich swoim performance'em gospodarczym. Wciąż jesteśmy postrzegani zbyt mocno przez pryzmat niechlubnej polityki konfliktu politycznego.
Otwartym pozostaje przy tym pytanie, czy polska klasa polityczna jest gotowa do tego, by wspólnie stanąć nie pod partyjną, a krajową flagą.
- Polska potrzebuje dziś promocji i zmiany postrzegania, a to jest praca na dziesiątki lat - mówi główny ekonomista ING BSK. - Historycy przyjaźnie nastawieni do naszego kraju podkreślają, że wciąż pokutuje dużo stereotypów na nasz temat, bo przez dziesięciolecia byliśmy swoistą "białą plamą" na mapie. G20 będzie bardzo użytecznym forum w kontekście zmiany tego wizerunku, ale, co ważne, nie może to być kolejny front wojny polsko-polskiej, bo będzie to ogromna utrata możliwości promocji kraju i zupełnie niepotrzebne przeniesienia konfliktu wewnętrznego w polskiej polityce na kolejną arenę międzynarodową. Równolegle do takich szczytów politycznych, polski biznes może też spotykać się z biznesem zagranicznym, a politycy mogą walczyć o równe traktowanie polskich firm na rynkach zewnętrznych i ograniczenie barier pozacelnych. Teoria efektu kreacji handlu pokazuje przecież, że kraje, które otwierają się na siebie, zyskują - i często jest to układ win-win.
Przy dobrych uwarunkowaniach zewnętrznych i wspólnej pracy krajowej klasy rządzącej Polska może wykorzystać 2026 rok do budowy swojej pozycji w gronie 20 największych gospodarek świata - pod warunkiem jednak, że na horyzoncie nie pojawią się osławione "czarne łabędzie", czyli nieprzewidziane zdarzenia o doniosłych skutkach dla sytuacji ekonomicznej. Mogą one zachwiać nie tylko ambitnymi planami powiększania kapitału, którym już dysponujemy, ale też zagrozić realizacji prognoz wzrostu na 2026 rok.
- Sporo dzieje się w samej Europie i na wschodzie – różne fazy konfliktu w Ukrainie mogą mieć przełożenie na reaktywność i sytuację w Polsce i nasz deficyt budżetowy
- zwraca uwagę Jakub Rybacki z mBanku. - Ewentualny przełom w rozmowach pokojowych będzie oczywiście globalnie bardzo dobrą wiadomością, ale sam w sobie nie pomoże Polsce gospodarczo. O ile dojdzie do odbudowy Ukrainy na wielką skalę, to nasza rola będzie głównie tranzytowa: nie mamy przestrzeni na poprawę mocy wytwórczych, borykamy się z niedoborami ludzi w budownictwie; trudno w tej sytuacji, byśmy obsługiwali dodatkowe kontrakty.
- Kraje konkurujące o kontrakty w odbudowie Ukrainy wnoszą kapitał, technologię i projekt, a Polska sama potrzebuje kapitału i to nam utrudnia rywalizację - dodaje Rafał Benecki.
Ryzyka tworzy też utrzymująca się trudna sytuacja w finansach publicznych. Rządowi nie udało się zredukować deficytu sektora finansów publicznych w 2025 roku, choć zobowiązywał się do tego przed Komisją Europejską - w tym roku według resortu finansów ma on wynieść 6,9 proc. PKB wobec 6,5 proc. w 2024 r. - Przy takich rozmiarach deficytu nie ma siły, żeby dług nie rósł, nawet przy solidnym wzroście PKB - mówi Jakub Rybacki. - Duża część tego deficytu to oczywiście wydatki na zakupy zbrojeniowe - jeśli potrzeby w tym zakresie będą maleć, to będzie to działo się bez szkody dla wzrostu PKB, bo mówimy tu o imporcie spoza naszej gospodarki. Polityka fiskalna będzie raczej restrykcyjna, a to na pewno nie będzie czynnikiem dodatkowo wspierającym wzrost.
"America first" i przeobrażenie Chin największymi wyzwaniami dla Polski i Europy
Rafał Benecki wskazuje z kolei na punkt zwrotny, który już minęliśmy, a który może ukształtować przyszłość nie tylko Polski, ale i Europy.
- Największym czarnym łabędziem jest hasło "America first", które objawiło się w strategii polityki zagranicznej USA - mówi ekonomista. - Europejczycy jeszcze nie przyjęli do wiadomości tego, że tak właśnie działa Donald Trump. Ten czarny łabędź, który nadleciał, to nowa rola Ameryki w świecie jako partnera Rosji i konkurenta dla Chin oraz Europy, dla której USA przestają być gwarantem pokoju, wymiany handlowej, słowem - partnerem. Rola Europy na świecie spada, jest ona coraz mocniej marginalizowana przez Trumpa, ale też Chiny "skopiowały" model biznesowy Niemiec i coraz odważniej wypierają europejskie firmy z dotychczasowych rynków.
Jednocześnie, dodaje Benecki, Stary Kontynent skupia się na partykularyzmach ze szkodą dla swojej siły jako wspólnoty i dla budowania potencjału na przyszłość. Diagnozę tę postawił w swoim słynnym już raporcie z 2024 r. Mario Draghi, były szef Europejskiego Banku Centralnego, z którego wyłania się obraz Europy niegotowej na wyzwania przyszłości, niekonkurencyjnej i nienadążającej za dynamicznie zmieniającym się globalnym układem sił. Chociaż odbił się on szerokim echem, to implementacja zawartych w nim zaleceń - w tym porzucenia regulacji i barier na rzecz większej współpracy w zakresie strategii przemysłowej i gospodarczej - póki co idzie jak po grudzie.
- Europa wciąż nie potrafi utworzyć w pełni wspólnego rynku handlu i usług - mówi główny ekonomista ING BSK. - Jest skłócona wewnętrznie - na czym korzystają Amerykanie i Chińczycy. UE ma jeden z największych wewnętrznych rynków towarów i usług, daje on ogromne możliwości skalowania europejskich firm, ale integracja tych rynków zatrzymała się, istnieje wiele barier pozacelnych. Nie wykorzystujemy tych możliwości. Europejska konkurencyjność słabnie, co widać po spadku konkurencyjności europejskich firm i całych sektorów (jak niemiecka branża moto). Tymczasem Chińczycy nie odpuszczą - skopiowali niemiecki model gospodarki i nie chcą już być tylko podwykonawcami. Mają zdolności, możliwości, potencjał i technologie, by stać się naszym poważnym konkurentem w produkcji wyrobów gotowych.
Katarzyna Dybińska












