Reklama

Przyszłoroczny budżet utrzymuje nadmierne regulacje

W Sejmie rozpoczęły się prace nad przyszłorocznym budżetem. Jego założenia przedstawił wicepremier Mateusz Morawiecki, potem rozpoczęła się debata.

Minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki mówił, że w przyszłorocznym budżecie najważniejsze będzie utrzymanie dyscypliny budżetowej i zapewnienie środków na świadczenia społeczne. Budżet ma też zapewnić bezpieczeństwo finansowe państwa, a jednocześnie rozwój gospodarczy. "Konstruujemy budżet nie dla wskaźników, ale dla ludzi; przedsiębiorców, klientów, rolników, pacjentów" - mówił wicepremier. Minister finansów i rozwoju zapowiedział między innymi wzrost wydatków na rzecz polskich rodzin - to łącznie prawie 40 miliardów złotych, w tym 23,6 miliarda na program Rodzina 500 plus.

Reklama

Reprezentujący PiS szef sejmowej komisji finansów publicznych Jacek Sasin mówił, że jego klub zagłosuje za dalszymi pracami nad przyszłorocznym budżetem. Jak mówił, gwarantuje on dalszą realizację obietnic wyborczych PiS. "Te obietnice Prawo i Sprawiedliwość realizuje i będzie konsekwentnie realizować w roku przyszłym" - zapewniał poseł PiS. Podkreślał, że budżet jest optymistyczny, ale równocześnie "oparty na realiach". Poseł Jacek Sasin mówił, że mimo obaw opozycji, budżet państwa stać na zapowiadane wydatki, w tym program Rodzina 500 Plus:

Innego zdania była opozycja.

Poseł PO, były wiceminister finansów Janusz Cichoń powiedział, że budżet jest zbyt optymistyczny. Zdaniem posła, wzrost gospodarczy i inflacja będą niższe niż zakłada rząd, choć i zapowiadany deficyt jest zbyt duży.

Założenia przyszłorocznego budżetu są - jego zdaniem - nierealne i opierają się na "slajdach i opowieściach z krainy mchów i paproci"

Paulina Hennig-Kloska z Nowoczesnej mówiła, że rząd źle szacuje zakładane wpływy z podatku bankowego i handlowego. Jej zdaniem, tak samo będzie z nową ustawą o VAT, której efekty wpisano w przyszłoroczny budżet, choć jeszcze nie obowiązuje. "Mówiliśmy, że nie dacie radę. Mieliśmy rację" - podsumowała posłanka Nowoczesnej.

Genowefa Tokarska z PSL największe zastrzeżenia miała do wysokości deficytu, który w przyszłorocznym budżecie ma wynieść prawie 60 miliardów złotych. Jej zdaniem, nie ma uzasadnienia, aby aż tak wzrósł on w porównaniu z 2015 rokiem. Stanowi 2,9 procent PKB, jest więc bliski progu nadmiernego deficytu - zwracała uwagę parlamentarzystka ludowców.

Elżbieta Borowska z Kukiz '15 zarzuciła rządowi, że zmarnował swoją szansę, by po raz pierwszy uchwalić budżet obywatelski. "Niestety, ten projekt, który otrzymaliśmy, to jest budżet straconych szans i złamanych obietnic wyborczych, i to jest budżet antyobywatelski" - mówiła.

Według założeń rządu, dochody budżetu mają w przyszłym roku wynieść 326 miliardy złotych, a wydatki zaplanowano na ponad 384 miliardy. Deficyt budżetu wyniesie zatem 59 miliardów 400 milionów złotych.

Prezydent Centrum imienia Adam Smitha Andrzej Sadowski ocenia, że przyszłoroczny budżet utrzymuje nadmierne regulacje dla przedsiębiorstw. Dziś Sejm rozpoczyna prace nad budżetem na 2017 rok. W przyjętym przez rząd projekcie zapisano, że polska gospodarka wzrośnie o 3,6 procent, inflacja o 1,3 procent, a deficyt budżetowy nie przekroczy 60 miliardów złotych.

Andrzej Sadowski uważa, że budżety na kolejne lata, w tym przyszłoroczny, ograniczają możliwości polskich przedsiębiorców. Dodaje, że z tego powodu założony wzrost Produktu Krajowego Brutto wynosi 3,6 procent, a nie więcej. Jednocześnie ekspert podkreśla, że "tylko realna, uwolniona gospodarka polska" umożliwi sfinansowanie planów socjalnych rządu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »