Jak podaje serwis t-online.de niemieckie przedsiębiorstwo Heinrich Abelmann GmbH, do którego należy sieć sklepów Abelmann Fischfeinkost z rybami i owocami morza, złożyło wniosek o upadłość. Firma bankrutuje, chociaż nie ona ponosi winę za to, że śledzie w galarecie były skażone listerią, a norweski producent - podkreśla portal.
Bakteria w śledziach w galarecie. Sprzedaż sieci spadła o 35 proc.
Kiedy sprawa wyszła na jaw, Abelmann ostrzegał klientów przed niebezpieczeństwem i wycofał wadliwą partię. Jak podawał dziennik "Weser Kurier" obecnie produkcja śledzi jest tymczasowo wstrzymana, co odbiło się na dochodach sieci. Sprzedaż spadła o 35 proc.
Jak wyjaśnił syndyk masy upadłościowej Berend Böhme z Bremy - śledzie w galarecie były szczególnie popularne wśród starszych klientów delikatesów Abelmann. Ich produkcja ruszy ponownie, dopiero gdy w pobieranych codziennie próbek nie będzie groźnego patogenu.
Abelmann bankrutuje przez bakterie. Syndyk czegoś takiego sobie nie przypomina
Berend Böhme powiedział "Weser Kurier", że w swojej karierze nie przypomina sobie przypadku, w którym bakterie wywarły tak poważny wpływ na działalność firmy spożywczej i doprowadziły do jej niewypłacalności.
Böhme przekazał, że firma ubezpieczyła się na wypadek skażenia produktów listerią, ale nie wiadomo, czy ubezpieczyciel pokryje szkody w ramach odszkodowania. Te wynoszą 1,4 mln euro. Przedsiębiorstwo wnioskowało o pożyczkę, ale bank jej nie przyznał.
Serwis t-online.de podaje, że w całej sprawie "poszkodowanych zostało 106 pracowników". "Ale są oni objęci ubezpieczeniem z tytułu niewypłacalności" - dodał portal. Oznacza to, że będą otrzymywać wynagrodzenie mimo problemów finansowych firmy. W artykule nie sprecyzowano jednak, czy zostali zwolnieni.











