Eksperci ostrzegają. Dzień Wyzwolenia USA może uderzyć w kraj rykoszetem
Jutro Donald Trump ma ogłosić podstawy swojej polityki handlowej. W "Dniu Wyzwolenia Ameryki" - bo tak nazwał go prezydent USA - ujawnione zostaną nowe cła, jakie Waszyngton chce nałożyć na kraje, w tym prawdopodobnie państwa Unii Europejskiej. Eksperci wskazują na możliwe akcje odwetowe i ostrzegają przed giełdowymi skutkami decyzji. Biały Dom zapewnia, że wzrost ceł wzbogaci kasę państwa i doprowadzi do stworzenia milionów miejsc pracy.
"Zgodnie z ogłoszonym przez Trumpa programem taryfowym, średnie cła na partnerów handlowych USA będą wynosić od 10 proc. do 20 proc." - informuje brytyjski dziennik finansowy "Financial Times". Dane te pokrywają się z estymacjami opublikowanymi wczoraj przez bank inwestycyjny Goldman Sachs, w opinii którego średnia wielkość ceł nakładanych przez USA na zagranicznych importerów wyniesie 18 proc.
Dla prezydenta USA cła są kartą przetargową, dzięki której Waszyngton chce uzyskać lepsze warunki handlowe. Doradca handlowy Trumpa, Peter Navarro oszacował, że planowane cła mogłyby przynieść krajowi 600 mld dolarów rocznie - równowartość około jednej piątej wartości całkowitego importu towarów do USA. W oświadczeniu Białego Domu opublikowanym w zeszłym tygodniu zasugerowano, że 10-procentowe cła na import mogłyby stworzyć w Stanach Zjednoczonych nawet trzy miliony miejsc pracy.
W opinii "Financial Times" natychmiastowe lub niemal natychmiastowe cła zostaną ogłoszone dla grupy krajów o największej nierównowadze handlowej ze Stanami Zjednoczonymi. Brytyjski dziennik wymienia kraje UE, Chiny, Meksyk, Wietnam, Tajwan, Japonię, Koreę Południową, Kanadę, Indie, Tajlandię, Szwajcarię i Malezję. "Będą one wdrażane poprzez odwołanie się do pewnej formy przywileju wykonawczego" - twierdzi dziennik.
“Wszystko wskazuje na to, że cła obejmą półprzewodniki, produkty farmaceutyczne, drewno i miedź” - wylicza "Financial Times" powołując się na nieoficjalne dane z Wall Street. Wyraża też opinię, że wprowadzenie taryf sektorowych, oprócz ceł dla sektora motoryzacyjnego, zostanie odroczone do czasu przeprowadzenia dalszych analiz przez Administrację USA.
Wskazując na skutki rynkowe wprowadzenia ceł, brytyjski dziennik zwraca uwagę, że są one negatywne dla akcji - zmniejszają ich zyski i korzystne dla dolara - stanowią zawór bezpieczeństwa chroniący przed dużymi wahaniami cen. “Wielu widzi to także pozytywnie w kontekście cen obligacji” - czytamy w "Financial Times".
Analitycy i ekonomiści zwracają uwagę, że prezydent USA wysyła sprzeczne sygnały dotyczące zakresu spodziewanych jutro ceł. Niespełna tydzień temu podniósł kwestię możliwości uzyskania „przerw” przez wiele krajów. W weekend zmienił zdanie i wydawał się skłaniać ku szeroko zakrojonemu planowi wzrostu ceł. „Zacząć trzeba od wszystkich krajów” – powiedział w niedzielę Trump reporterom na pokładzie Air Force One.
W zależności od treści wygłoszonych jutro przez prezydenta Stanów Zjednoczonych, wiele krajów zapowiedziało akcje odwetowe. Wprowadzenia środków handlowych wymierzonych w Waszyngton nie wyklucza Unia Europejska, Kanada, a nawet Wielka Brytania. Rzecznik premiera Keira Starmera powiedział, że rozmowy na temat umowy gospodarczej między oboma krajami są „konstruktywne”, ale najprawdopodobniej potrwają dłużej niż do środy - informuje BBC.
Przybywa instytucji ostrzegających przed skutkami “Dnia Wyzwolenia”. Pesymistyczny komunikat wysłał wczoraj Goldman Sachs - bank, który do niedawna z dużym optymizmem wypowiadał się o przyszłości Wall Street i kraju.
Powołał się na ekonomistów, zdaniem których średnia stawka celna wyniesie w USA 18 proc. - 15 pp. powyżej średniej stawki z 2024 r. i 5 pp. powyżej poprzedniej prognozy bazowej ekonomistów banku. Nowojorski bank inwestycyjny ostrzegł przed recesją. Wskazał, że rosnące cła uderzają w nowojorską giełdę i doprowadzają do inflacji, a także spadku PKB.
Dzisiaj amerykańskie media przypominają, że od połowy lutego, zanim jeszcze Trump nałożył cła na Chiny, Meksyk i Kanadę, S&P 500 - indeks akcji największych firm - spadł o prawie 10 proc. A jeszcze więcej stracił Nasdaq, indeks 100 największych graczy giełdowych USA. Tak złych wyników nie notowano od 2022 r.
Obawy przed 2 kwietnia można zaobserwować nie tylko na amerykańskim parkiecie, ale też europejskim. Wczoraj, w Wielkiej Brytanii indeks FTSE 100 spadł o prawie 0,9 proc., gdy niemiecki indeks DAX stracił prawie 1,3 proc., a francuski CAC 40 - spadł o około 1,6 proc. W Warszawie główny indeks WIG20 spadł wczoraj o 2,13 proc. Spadki zanotowano też w Japonii, gdzie w poniedziałek indeks giełdowy Nikkei 225 zamknął się na minusie o ponad 4 proc. Spadkiem o 3 proc. zakończył dzień południowokoreański Kospi.
“Trump lubi niepewność, ponieważ daje mu ona siłę negocjacyjną poprzez dezorientowanie przeciwników i skupianie uwagi na sobie” - podkreśla "Financial Times". W jego opinii, w najbliższym czasie sytuacja ta nie ulegnie zmianie. “Jeśli niepewność polityczna osłabnie w środę, będzie to miało jedynie charakter przejściowy” - wyraża obawy brytyjski dziennik ekonomiczny.