Administracja Trumpa oskarża Nicolasa Maduro kierowanie międzynarodową siatką handlu narkotykami - Cartel de los Soles (Kartelem Słońc). W wydanym w listopadzie komunikacie, Departament Stanu USA poinformował o uznaniu kartelu za Zagraniczną Organizację Terrorystyczną (FTO). "Cartel de los Soles, mający siedzibę w Wenezueli, jest kierowany przez Nicolasa Maduro i innych wysoko postawionych członków nielegalnego reżimu, którzy skorumpowali wenezuelskie wojsko, wywiad, legislaturę i sądownictwo. Ani Maduro, ani jego poplecznicy nie reprezentują legalnego rządu Wenezueli" - czytamy w komunikacie.
Flota USA na Karaibach. Zbyt duża na pojedyncze akcje
Od września siły zbrojne USA zniszczyły na Karaibach i Pacyfiku ponad 20 statków rzekomo przewożących narkotyki i zabiły ponad 80 członków załogi. Grupy praw człowieka potępiły te akcje jako nielegalne zabójstwa cywilów. Niektórzy, łącznie z amerykańskimi wojskowymi, wyrazili obawy, że Waszyngton może naruszać prawo międzynarodowe.
Zdaniem ekspertów, flota stacjonująca w pobliżu Wenezueli dalece wykracza poza potrzeby działań przeciwko przemytnikom narkotyków. W jej skład wchodzi co najmniej siedem okrętów wojennych, okręt podwodny o napędzie jądrowym i samoloty F-35. W połowie listopada dołączył do nich Gerald R. Ford - największy lotniskowiec marynarki wojennej USA. Dlatego istnieją podejrzenia, że tego typu działaniami Waszyngton próbuje doprowadzić do zmiany reżimu w Caracas. W sierpniu wyznaczył za aresztowanie Maduro nagrodę wynoszącą 50 mln dolarów.
Według innego scenariusza, rzeczywistym powodem presji jest osiągnięcie przez USA dostępu do wenezuelskiej ropy naftowej. Kraj na Karaibach, który od lat boryka się z problemami finansowymi i gdzie średnia miesięczna pensja wynosi równowartość 26 dolarów (93,6 zł), posiada największe na świecie potwierdzone rezerwy ropy. Ich objętość jest szacowana na 304 miliardy baryłek, prawie 18 proc. globalnych zasobów. Dla porównania Arabia Saudyjska ma złoża sięgające 267 mld baryłek.
Akcje USA w Wenezueli. Narkotyki, a może nie tylko
Potwierdzeniem tej hipotezy mają być wydarzenia sprzed kilku dni - przechwycenie przez Stany Zjednoczone u wybrzeży Wenezueli płynącego do Chin tankowca. O interwencji osobiście poinformował prezydent USA Donald Trump. "Właśnie zajęliśmy tankowiec u wybrzeży Wenezueli, duży tankowiec, naprawdę duży, największy, jaki kiedykolwiek zajęto" - oświadczył prezydent podczas dyskusji z liderami biznesu w Białym Domu.
Według Bloomberga, przejęta jednostka - "Skipper" - należała do floty cieni, nielegalnej sieci transportu surowców i od lat była objęta sankcjami USA. Rzeczniczka Białego Domu, Caroline Leavitt poinformowała, że statek zostanie zaholowany do amerykańskiego portu. "Statek wpłynie do portu w USA, a Stany Zjednoczone zamierzają przejąć ropę" - powiedziała. Wkrótce potem Waszyngton nałożył ograniczenia na sześć innych tankowców i powiązane z nimi firmy żeglugowe. Cztery z nich pływają pod banderą Panamy, a pozostałe pod banderą Wysp Cooka i Hongkongu.
Agencja Reuters, powołując się na anonimowe źródła podała, że Stany Zjednoczone przygotowują się do przejęcia kolejnych tankowców u wybrzeży Wenezueli. "Nie będziemy biernie przyglądać się, jak objęte sankcjami statki pływają po morzach z ropą pochodzącą z czarnego rynku, której dochody będą napędzać narkoterroryzm zbójeckich i nielegalnych reżimów na całym świecie" - powiedziała Leavitt.
Napięcia Waszyngton - Caracas. USA szykują się do skoku
Nie można wykluczyć bezpośredniej ingerencji. W piątek Biały Dom poinformował, że Stany Zjednoczone rozpoczną operacje lądowe przeciwko wenezuelskiemu handlowi narkotykami. Określił je jako "nieuchronne działania". Prezydent stwierdził, że dzięki przeprowadzonym już akcjom przemyt morski zmniejszył się o 92 proc. i że "teraz konieczne jest podjęcie działań również na lądzie".
Wydarzeniom w Wenezueli przyglądają się kraje Ameryki Południowej. W opinii Kolumbii, odejście Maduro mogłoby pomóc Caracas w utorowaniu drogi do zakończenia kryzysu. W wywiadzie radiowym tamtejsza szefowa dyplomacji, Rosa Villavicencio zasugerowała, że jej rząd byłby skłonny zaoferować Maduro "miejsce do życia lub ochronę, jeśli zajdzie taka potrzeba". Po stronie USA opowiedział się prezydent Argentyny Javier Milei. Według oficjalnych źródeł miał zapewnić, że "niezachwianie" poprze każdą decyzję Trumpa dotyczącą Wenezueli, w tym ewentualną akcję militarną.












