W skrócie
- W 2035 roku polskie lotniska mają obsłużyć 100 mln pasażerów, a tempo wzrostu rynku lotniczego w Polsce jest ponad trzykrotnie wyższe niż średnia europejska.
- Wojna na Bliskim Wschodzie może wpłynąć na polskie lotnictwo, ale prezes PPL i Lotniska Chopina ocenia, że skutki będą ograniczone, jeśli konflikt nie potrwa długo.
- Lotnisko Chopina jest przygotowane infrastrukturalnie do obsługi zwiększonego ruchu i może przejąć część połączeń na trasach Europa–Azja.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Zgodnie z prognozami w 2035 r. polskie lotniska obsłużą 100 mln pasażerów. W ubiegłym roku obsłużonych zostało 66,254 mln pasażerów, co oznacza, że ich liczba podwoiła się w ciągu ostatniego dziesięciolecia. Zgodnie z danymi Airports Council International (ACI - światowej organizacji zrzeszającej lotniska) wzrost ruchu w 2025 roku w porównaniu z 2024 r. wyniósł w Polsce 14,4 proc., podczas gdy średnia dla Europy to 4,4 proc. Oznacza to, że nasz kraj rozwija się dziś w tempie ponad trzykrotnie szybszym niż reszta Europy.
Porty lotnicze w Polsce biją rekordy, ale sytuację może skomplikować wojna na Bliskim Wschodzie
Wybuch wojny USA i Izraela z Iranem wzbudził uzasadnione niepokoje na rynkach lotniczych, które doskonale pamiętają blokady z czasów pandemii. Jak zauważa jednak w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Łukasz Chaberski, prezes PPL i Lotniska Chopina, obecnie ciężko mówić o jakimkolwiek czarnym scenariuszu dla polskiego lotnictwa. - Pandemia Covid-19 także była ogromnym zagrożeniem, a lotnictwo miało już nigdy nie wrócić do dawnej kondycji. Tymczasem w Polsce odbudowaliśmy się i bijemy rekordy. Oczywiście obecna sytuacja jest niepokojąca ze względu na operacje lotnicze oraz pasażerów, którzy podróżują na Bliski Wschód, bądź przesiadają się w tamtejszych portach - mówił.
Jak podkreśla Chaberski, w oczywisty sposób niepokoją również zawirowania na rynku ropy naftowej. Według jego oceny, "jeśli jednak ten efekt nie będzie długotrwały, obecna sytuacja nie będzie miała znaczącego wpływu na branżę globalnie".
Prezes PPL i Lotniska Chopina ocenił również, że negatywny wpływ na wyniki finansowe światowej branży lotniczej może być bardzo ograniczony. - Wielu przewoźników korzysta z zabezpieczeń przed wzrostem cen paliwa i to na okres od trzech do nawet dwunastu miesięcy. W ten sposób mają zagwarantowane ceny na ustalonym poziomie zapisanym w budżetach - uważa Chaberski. Podsumowując - "tak długo, jak ten konflikt nie zmieni się w długotrwałą wojnę, po ponownym udostępnieniu przestrzeni powietrznej, lotnictwo szybko wróci do normalnego stanu".
Lotniska w Polsce przejmą część ruchu?
"Rzeczpospolita" przypomina, że dla Lotniska Chopina loty na kierunki bliskowschodnie stanowią 8-9 proc. całego ruchu. Prezes PPL zaznaczył, że ruch na trasach Europa-Azja wciąż się odbywa, a jeśli tracą go lotniska przesiadkowe w tamtym regionie, inne zyskują. Stambuł awansował tą drogą do czołówki największych portów lotniczych na świecie i obecnie przeżywa prawdziwe oblężenie.
- Oczekuję także, że linie lotnicze dostosują ofertę do obecnej sytuacji. Ale dla Lotniska Chopina, jako europejskiego lotniska regionalnego, to szansa, abyśmy i my obsługiwali część tych połączeń - powiedział Chaberski. Mowa tu m.in. o połączeniach z Indii przez Warszawę i dalej do Stanów Zjednoczonych oraz Kanady. Samoloty LOT-u na omawianych trasach mają teraz wypełniać się szybciej niż przed atakiem USA i Izraela na Iran.
- Naturalnie jesteśmy gotowi do interweniowania, gdyby ta sytuacja miała znacząco wpłynąć na naszą działalność. Ale jesteśmy również infrastrukturalnie przygotowani, żeby ten ruch przejąć. Mamy swoje ograniczenia, jeśli chodzi o przepustowość lotniska, ale każdy zwolniony slot zostanie wykorzystany - zapewnił prezes Lotniska Chopina.











