Reklama

Wzrost cen i płac wróży także wzrost podatków

Wysoka inflacja to w dużej mierze cena za wyjście gospodarki światowej z kryzysu wywołanego pandemią i wojną w Ukrainie. Nawet w najbardziej rozwiniętych krajach świata wzrost cen zbliża się już do 10 proc. w skali rocznej. Kosztem jest także wzrost długów, a inną realną konsekwencją - wzrost podatków.

Pandemia koronawirusa w świecie obecnie przygasa, ale jej negatywne skutki dla globalnej gospodarki i finansów publicznych odczuwane będą jeszcze przez wiele lat, a być może w ogóle nie da się ich przezwyciężyć. Walcząc z pandemią rządy doraźnie zarządzały przymusowe społeczne izolacje i wprowadzały gospodarcze lockdowny. Priorytetem była jednak nie tylko walka z samą epidemią, ale także ochrona przedsiębiorstw, miejsc pracy i budżetów rodzinnych.

Wzrasta ciężar długów


Nie ma jednak nic za darmo. Aby ratować przed pandemią i nie dopuścić do zapaści przedsiębiorstw, wzrostu bezrobocia i krachu budżetów domowych rządy wydały i wydadzą w najbliższych trzech latach - jak to podawał w swoich szacunkach na początku 2022 r. Międzynarodowy Fundusz Walutowy - 12,5 bilionów (tysięcy miliardów) dolarów. Rezerw takich budżety państw nie mają, co oznacza, że koszty te zwiększają ciężar długów publicznych.

Reklama

Trudniej o to krajom biedniejszym. Według danych MFW zewnętrzne długi rządowe krajów zaliczanych do grona średnio i słabo rozwiniętych wzrosły pomiędzy 2019 a 2020 rokiem o ok. 5,6 proc. Na znacznie hojniejsze finansowanie wydatków poprzez zwiększanie długu publicznego mogły sobie pozwolić najbogatsze kraje świata. W USA dług rządowy w relacji do PKB wzrósł ze 108,5 proc. w 2019 r. do 133,9 proc. w 2020 r. Jeszcze silniej swój dług publiczny powiększyła w tym czasie Kanada (z 86,8 do 117,5 proc. PKB). W większości krajów należących do Unii Europejskiej (do wyjątków należą Irlandia i Luksemburg) dług sektora rządowego w relacji do PKB wzrósł w tym czasie o 10 i więcej procent. W Polsce, dług mierzony według metodologii Eurostatu, wzrósł pomiędzy rokiem 2019 a 2020 z 45,6 do 57,5 proc. produktu krajowego brutto.

Odbiorcy nie mają wyboru

Wychodzenie z kryzysu też ma wysoką cenę w postaci globalnego wzrostu inflacji. Jej przyczyna po części tkwi w tym, że ponowne nawiązywanie zerwanych w czasie pandemii więzi kooperacyjnych wymaga akceptowania przez finalnych producentów wzrostu cen brakujących wciąż komponentów. Klasycznym jest tu już przykład niedostatku półprzewodników.

Konsumenci nie mają wyboru - muszą płacić więcej. Dotyczy to także paliw, energii i żywności, co jest konsekwencją m.in. zbrojnej napaści Rosji na Ukrainę oraz sankcji wprowadzonych przez cywilizowany świat wobec rosyjskiej gospodarki. Po najeździe Rosji na Ukrainę cena energii wzrosła w krajach europejskich o ponad 40 proc. i niewielkie są szanse na to aby znacząco się obniżyła. Podobnie jest z żywnością. Cena pszenicy na globalnych rynkach po najeździe Rosji na Ukrainę wzrosła o 40 proc.

Wzrost długów publicznych i inflacji, a co za tym idzie kosztów finansowania zadłużenia to mieszanka okoliczności trudnych do uniesienia przez budżety zwłaszcza biedniejszych krajów. Również bogatsze kraje będą boleśniej odczuwać ciężar spłat zaciągniętego w związku z pandemią i doraźną obroną przed skutkami zadłużenia. Jakie mogą być drogi wyjścia?

Jak zasypywane są budżetowe dziury

Historyczne doświadczenia podpowiadają, że rządom najłatwiej jest zmniejszać nominalny ciężar zadłużenia i poprawiać stan budżetów po prostu poprzez tolerowanie przez najbliższe lata podwyższonej inflacji. Długi relatywnie wówczas maleją, a trudna sytuacja najbiedniejszych rodzin poprawiana jest instrumentami polityki społecznej. Najgorzej na tym wychodzi tzw. klasa średnia. Odczuwa inflację, ale na finansowe wsparcie nie ma co liczyć, bo inni są jeszcze biedniejsi.

Rządy mogą także, chociaż to też nie będzie popularne, próbować reperować budżety poprzez zmiany opodatkowania dochodów. W końcu maja OECD opublikowała obszerny raport (Taxing Wages 2022 Impact of Covid-19 on the Tax Wedge in OECD CountriesOtwiera się w nowym oknie) wskazujący, że w większości najbardziej rozwiniętych krajach świata to całkiem realna perspektywa.

Śledzenie zmian obciążeń podatkowych w poszczególnych krajach jest bardzo utrudnione ze względu na skomplikowane konstrukcje stosowanych rozwiązań, mnogość dodatkowych ciężarów i liczne wyjątki w ich stosowaniu. Nie tylko w naszym kraju systemy danin publicznych nie ograniczają się do funkcji fiskalnych, ale szeroko wykorzystywane są także do kreowania polityki społecznej. A ta zależy od sytuacji demograficznej, rozkładu dochodów i od siły przetargowej rodzimych grup nacisku na polityków. Różne są także modele ubezpieczeń społecznych, od quasi-podatkowych jak w naszym kraju, po ubezpieczenia zdrowotne i emerytalne finansowane z prywatnych dochodów.

Dlatego dla porównań lepiej, i tak to czyni OECD, stosować miarę pełnych obciążeń dochodu (Total Tax Wedge), na które składa się nie tylko podatek dochodowy, ale także dodatkowe składki społeczne opłacane przez pracodawców, a także przez samych pracowników. Odejmowane są otrzymywane przez podatników socjalne świadczenia. Dla uproszczenia obrazu, który w rzeczywistości jest jeszcze bardziej skomplikowany, wybieranych jest kilka typowych sytuacji rodzinnych. Porównuje się ze sobą przypadki osób samotnych, rodzin bezdzietnych, z dwójką dzieci, z jedną lub dwiema osobami pracującymi oraz różne poziomy osiąganych dochodów. OECD ma w sumie 8 takich grup porównawczych.

Podatkowy punkt zwrotny

Biorąc pod uwagę wszystkie te zastrzeżenia eksperci OECD wskazują, że w ostatnich dwóch dekadach (lata 2000-2021) aż w 19 krajach należących do tej organizacji (czyli w większości) łączny ciężar opodatkowania przynajmniej jednego z typowych gospodarstw domowych obniżył się więcej niż o 5 pkt proc. W gronie tym silną pozycję ma m.in. Polska, co dotyczy zwłaszcza rodzin z dwójką dzieci. Krajami, w których zanotowano w poprzednich dwudziestu latach podobne spadki obciążeń są także Chile, Litwa i Niderlandy. Systemy podatkowe w wielu krajach stały się w tym czasie też mniej progresywne, co z kolei poprawiło sytuację osiągających nieco wyższe dochody.

W 2020 r., po wybuchu pandemii koronawirusa, rządy niemal wszystkich krajów (zwłaszcza rozwiniętych) chcąc pomóc materialnie rodzinom najbardziej narażonym na utratę dochodów z pracy zastosowały różne systemy bonusów, dodatków. Udzielano ich bezpośrednio lub pośrednio poprzez np. pomoc przedsiębiorcom pod warunkiem przekazywania jej dalej - pracownikom. Z danych zgromadzonych przez OECD wynika, że łączne ciężary podatkowe w 2020 r. zasadniczo malały.

W przykładowym przypadku rodziny z dwójką rodziców pracujących (dochody na średnim poziomie krajowym) i dwójką dzieci łączny ciężar podatkowy najbardziej obniżył się w 2020 r. w USA - o 4 pkt proc. W Polsce obciążenia w tej grupie zmalały o 2,6 pkt proc., w Czechach - o 1,9 pkt proc., w Litwie - o 1,6 pkt proc., w Grecji i we Włoszech - o 1,4 pkt proc. Spadki w przypadku takich typów rodzin zanotowane zostały w tym czasie w 23 krajach należących do OECD.

W przypadku osób samotnych i pracujących - jak podaje raport - w większości krajów OECD obciążenia fiskalne w 2020 r. wzrastały, ale były też liczne przypadki znacznego ich spadku. W Czechach łączne przeciętne ciężary tej grupy osób zmalały o 4 pkt proc. W Grecji zmalały one w tym czasie o 3,7 proc., w Łotwie o 1,9 proc. W przypadku małżeństw z jedną osobą pracującą największe korzyści ze spadku obciążeń fiskalnych odnieśli w 2020 r. mieszkańcy Słowenii, gdzie obniżyły się one w tej grupie o 3,7 proc.

Po spadku wzrost obciążeń

Z powodu ogromnego skomplikowania systemów podatkowych trudno o jednoznaczne wnioski, ale eksperci OECD zauważają, że po korzystnym dla podatników pierwszym roku pandemii, w 2021 r. dało się zauważyć zmianę trendu. W przypadku osób samotnych wzrost obciążeń nastąpił w 24 najbardziej rozwiniętych krajach świata (wobec dalszego spadku w 12 krajach).

W Belgii, gdzie obciążenia fiskalne osób samotnych są obecnie najwyższe w krajach należących do OECD (52,6 proc. w 2021 r.), wzrosły one w minionym roku o dalsze 0,38 pkt proc. Łączne ciężary fiskalne pracujących "singli" najsilniej zwiększyły się w minionym roku w Finlandii (o 1,33 pkt proc.) i w USA (o 1,2 pkt proc.). W Polsce powiększyły się one, ale tylko o 0,08 pkt proc.

W 2021 r. były kraje należące do OECD, w których fiskalne obciążenia nadal zmniejszały się (np. Czechy, gdzie spadły one o 5 pkt proc.), ale w zdecydowanej ich większości także rodziny z dwójką dzieci i tylko jedną osobą pracującą ponosiły większe ciężary. Z zebranych danych wynika, że rodziny takie najsilniej obciążone były we Francji (39,0 proc.) i w Finlandii (38,6 proc.). W obu tych krajach obciążenia fiskalne powiększyły się w minionym roku o - odpowiednio - 1,3 oraz 1,5 pkt proc. Najsilniejszy wzrost w przypadku takich rodzin (o 1,7 pkt proc.) nastąpił w Kanadzie.  W Polsce nastąpił w tym czasie wzrost obciążeń w tej grupie o 1,22 pkt proc.

Podobnie było w minionym roku w przypadku rodzin też z dwójką dzieci, ale w których dwie osoby osiągają dochody, jedna na poziomie średniej krajowej, a druga na poziomie dwóch trzecich jej wysokości. W takim przypadku średnie obciążenia fiskalne wzrosły w aż 25 krajach należących do OECD. Najsilniej w Finlandii - o 1,49 pkt proc. W Polsce powiększyły się one o 0,72 pkt proc.

Eksperci OECD dalecy są od kategorycznych uogólnień, ale w swoich konkluzjach zwracają uwagę na dwa czynniki, które mogą w tym roku i w kolejnych latach wpływać na wzrost obciążeń dochodów. Z jednej strony maleć będą nominalne dochody z powodu wygaszania programów pomocy finansowej związanych z walką z pandemią. Z drugiej strony nastąpił silny wzrost inflacji, wynikający z odbudowy gospodarek po pandemii oraz z zawirowań na rynkach zwłaszcza energii oraz żywności po inwazji Rosji na Ukrainę.

Maleć będą w związku z tym dochody realne, a być może także nominalne. Wynagrodzenia pracownicze wprawdzie także nominalnie wzrastają, ale na ogół wolniej niż wynosi wzrost cen. Wyższe nominalnie zarobki przesuwają ponadto część pracowników do wyższych grup dochodowych, wyżej opodatkowanych w progresywnych systemach podatkowych.

W obu przypadkach będzie to z punktu widzenia przeciętnego podatnika dodatkowy koszt wynikający z rozlicznych finansowych konsekwencji pandemii. Czy to wystarczy dla zahamowania wzrostu długu publicznego - to już inna sprawa.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »