Reklama

Mateusz Szczurek: Pogorszy się sytuacja dobrze zarabiających zleceniobiorców

Szef resortu finansów Mateusz Szczurek przekonuje, że dla większości osób zatrudnionych na umowę o pracę, zmiany podatkowe proponowane w kampanii wyborczej przez PO będą korzystne. Stracić mogą dobrze zarabiający zleceniobiorcy.

- Dla ogromnej większości Polaków zmiany podatkowe zaproponowane przez PO będą korzystne - powiedział PAP minister finansów Mateusz Szczurek. Zaznaczył, że jeśli chodzi np. o osoby prowadzące działalność gospodarczą, nic się nie zmieni.

- Jeden podatek to możliwość znaczącego obniżenia składek, podatków dzisiejszych, obciążenia pracy dla osób najmniej zarabiających, szczególnie tych najmniej zarabiających z dziećmi. Jeden podatek to znacznie mniejsze obciążenie administracyjne dla pracodawców, którzy tym samym chętniej, łatwiej mogą zatrudniać więcej pracowników. Nie ma innej drogi, aby znacząco ograniczyć obciążenia pracy dla osób wchodzących na rynek pracy, w tych zagrożonych najbardziej ubóstwem, tych gdzie ryzyko szarej strefy jest najwyższe - powiedział minister.

Reklama

Pytany, kto straci, a kto zyska na zmianach, Szczurek wyjaśnił, że największe obniżenie podatków dotyczyć będzie osób najmniej zarabiających i tych, którzy mają więcej osób w rodzinie, ponieważ podstawą wyliczenia stopy podatku będzie dochód na osobę w rodzinie.

- I tam te korzyści są największe. Częścią propozycji podatkowej jest zrównanie traktowania podatkowo-składkowego umów zleceń i umowy o pracę. Tym samym dobrze zarabiający zleceniobiorcy, ci będą na normalnych warunkach - tych samych, które dotyczą umowy o pracę - i tym samym ich sytuacja podatkowa może się nieco pogorszyć. Wróci do normalności niejako - powiedział minister.

- Dla ogromnej większości tych, którzy dziś pracują na umowie o pracę, te zmiany podatkowe będą zdecydowanie korzystne, a co ważne - ta zmiana pozwoli na większe zatrudnienie i łatwiejsze zdobycie pracy legalnej przez wszystkich Polaków - zaznaczył.

- Nie zmieniamy nic, jeśli chodzi o działalność gospodarczą, nie zmieniamy nic, jeśli chodzi o umowy o dzieło. Tą drogą zachowujemy preferencyjny system podatkowo-składkowy, który ma dziś miejsce w działalności gospodarczej (...). Argument za tym jest taki, że ryzyko podejmowanej działalności gospodarczej jest premiowane nieco bardziej, bo ryzyko strat czy braku dochodów jest większe - wyjaśnił.

Premier Ewa Kopacz zapowiedziała podczas konwencji swojej partii w Poznaniu, że jeśli PO zwycięży w jesiennych wyborach, wprowadzi zmiany w systemie podatkowym - PIT miałby wynieść od 10 proc. do 39,5 proc., zlikwidowane zostałyby składki na NFZ i ZUS. Podatek miałby zawierać w sobie dotychczasowe składki ZUS i NFZ, należne wpłaty do ZUS będą finansowane bezpośrednio z budżetu państwa. Zmiany miałyby obowiązywać od 2017 lub 2018 r. i według resortu finansów kosztowałyby budżet 10,2 mld zł.

Nowy, jednolity podatek ma być obliczany od dochodu na głowę w rodzinie. Najniższa stawka tego podatku - 10 proc. - będzie obowiązywać dla osób najgorzej zarabiających i płynnie rosnąć do 39,5 proc. dla najlepiej zarabiających. Zniesione zostałyby progi podatkowe, kwota wolna od podatku, ulgi podatkowe i koszty uzyskania przychodu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »