Reklama

Polski Ład przenosi nas o lata świetlne w kierunku podatków bardziej sprawiedliwych

Wybór mamy tu dość prosty. Albo uważasz, że polskie podatki są niesprawiedliwe i trzeba je zmienić. Albo ma zostać tak, jak było i lepiej zarabiających trzeba dalej obsypywać przywilejami i utrzymywać im nad Wisłą fiskalne raje.

Polski Ład taki właśnie wybór przynosi. I można to ignorować albo na wszelkie strony zagadywać. W niczym nie zmieni to jednak faktu, że propozycje zawarte w Polskim Ładzie to pierwsza od roku 1989 zmiana polskich podatków w kierunku większej progresji i bardziej równościowego oraz sprawiedliwego systemu. Ja sam napisałem o tym cztery książki (i dziesiątki tekstów) krytykujące polski model neoliberalnej transformacji. Pisałem o tym w "Dziecięcej chorobie liberalizmu" z roku 2014 i w "Zimnej trzydziestoletniej. Nieautoryzowanej biografii polskiego kapitalizmu" pięć lat później. Pisali też inni. Coraz liczniejsi. 

Reklama

Nasz argument polegał na tym, że Polska uzyskała już pewną dojrzałość w kapitalizmie. I że proste (prostackie) rozwiązania liberalne już nie działają. Nie da się chodzić przez całe dorosłe życie w krótkich spodenkach z dzieciństwa. Tak samo my, jako kraj (już teraz) wysokiego dochodu, potrzebujemy nowego lepszego i bardziej sprawiedliwego systemu podatków dochodowych. To znaczy takiego, w którym ci, którym się lepiej wiedzie dorzucają do wspólnej kasy większą część swoich dochodów. Głównie dlatego, że mogą sobie na to pozwolić. Ale również po to, by społeczeństwo nie rozjeżdżało się tak mocno pod względem dochodowym. A Polska odzyskała trochę cennej społecznej spójności, którą przez ostatnie trzy dekady w szybkim tempie traciła. 

Było wielką szkodą polskiej demokracji i gospodarki, że Leszek Miller wprowadził w 2003 r. liniowy PIT. Zrealizował w ten sposób w praktyce niezrealizowane zamiary swojego (wydawałoby się) politycznego przeciwnika Leszka Balcerowicza. Ale to był także dramat polskiej polityki - przez całe lata nikt nie potrafił zbudować argumentu propodatkowego. Nie umiał pokazać, że podatki to rodzaj ceny za dobre państwo. Ale też budowanie związku podatkowego z krajem. Progresywne podatki to jednak nie tylko efekt fiskalny. Lecz także (a może przede wszystkim) sposób na wyrównanie dochodowych nierówności. Przystopowanie tych na górze. Podniesienie tych na dole. 

Dla mnie to oczywiste, że taki kierunek jest słuszny. Z krytykami Polskiego Ładu się po prostu nie zgadzam. Liberałów jeszcze rozumiem. Oni przynajmniej grają w otwarte karty. Nie chcą równości i obchodzi ich tylko utrzymanie przywilejów najsilniejszych. Społeczeństwo ma się dopasować. Jego problem. 

Nie rozumiem zaś tych wszystkich, którzy mówią, że są za równością i leją łzy na niesprawiedliwość III RP. Ale teraz udają, że nie wiedzą o co chodzi. I szukają pretekstów, byle tylko powiedzieć że Polski Ład jest be. Robią tak oczywiście, "bo wprowadza go PiS". Podobnie robili z 500 plus albo z trzynastą emeryturą. Ta nienawiść do PiS-u jako główny motywator działań politycznych odbiera im wiarygodność. Bo w publicystyce i polityce warto bić się "o coś", a nie "z kimś" . 

A w tym wypadku sprawa jest dość oczywista. Polski Ład przenosi nas o lata świetlne w kierunku podatków bardziej sprawiedliwych. Dlatego jest to propozycja po prostu dobra. Pewnie nie idealna, ale dobra. A jeśli ktoś jej nie popiera, to cóż - takie jego prawo. Tyle że trudno będzie im potem przekonywać, że są "za sprawiedliwością społeczną". 

Rafał Woś 

Autor felietonu wyraża własne opinie.

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »