W skrócie
- Rząd pracuje nad kolejną wersją projektu ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, czyli reformą uzgodnioną z Komisją Europejską po wycofaniu się z pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych.
- Nowy projekt ustawy jest w fazie uzgodnień międzyresortowych i spływają liczne uwagi, także co do zasadniczych punktów.
- Według prof. Pawła Wojciechowskiego prawdziwym problemem jest architektura bodźców na rynku pracy, a nie same uprawnienia PIP. Bez zmian w systemie podatkowo-składkowym reforma inspekcji nie przyniesie oczekiwanych efektów.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Trwają prace nad kolejną wersją projektu autorstwa Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej, po tym, jak premier Tusk skasował poprzednią na ostatniej prostej. W środę po południu minister funduszy Katarzyna Pełczyńska i wiceminister Jan Szyszko ogłosili, że reforma PIP w nowej wersji została zaakceptowana przez Komisję Europejską.
Obecny rząd renegocjował z Komisją Europejską kamień milowy dotyczący reformy rynku pracy i w zamian za wycofanie się z pełnego oskładkowania umów cywilnoprawnych (wpisanego jeszcze za rządów PiS), zaproponował właśnie reformę PIP polegającą m.in. na nadaniu inspektorom pracy uprawnień do administracyjnego przekształcania pozornych umów cywilnoprawnych w umowy o pracę.
Drugie podejście do ustawy o PIP. Projekt wciąż sporny
Już w trakcie pierwszych prac nad projektem okazało się, że w rządzie są rozbieżne stanowiska co do jego kluczowych zapisów. Teraz mamy drugie podejście, a rząd uzgadnia nową, zmienioną wersję, która między innymi wprowadza nowe rozwiązanie - możliwość wnioskowania przez pracodawcę do Głównego Inspektora Pracy o wydanie interpretacji indywidualnej: czy konkretna umowa zlecenie lub B2B faktycznie jest umową o pracę.
Nowa wersja projektu ustawy jest w fazie uzgodnień międzyresortowych. Spływają kolejne uwagi i na razie trudno wyciągnąć wniosek, że jest już zgoda co do jego ostatecznego wyglądu.
Przykładowo Ministerstwo Obrony Narodowej, w opinii opublikowanej 2 lutego, ponownie proponuje odstąpienie od rozwiązania, które przyznaje organom Państwowej Inspekcji Pracy kompetencję do stwierdzenia istnienia stosunku pracy. Z kolei MRiT i MF przekazują długą listę uwag, przy czym w opinii podpisanej przez Hannę Majszczyk, wiceminister resortu finansów, ministerstwo podkreśla, że czas wyznaczony na zgłoszenie uwag jest zbyt krótki i nie pozwala na rzetelną i pogłębioną analizę projektu, w szczególności mając na uwadze wagę i złożoność skutków, jakie może on wywoływać.
Jeśli rządowi uda się dogadać, przyjąć projekt i wysłać do parlamentu, będzie to ważne z punktu widzenia spełnienia obietnic wobec Komisji Europejskiej, ale rynku pracy nie uzdrowi. Chodzi o problem zastępowania umów o pracę przez pseudo B2B i nadużywania umów zlecenie czy o dzieło. Zjawisko pogłębia się przy zamrożonych progach podatkowych na skali, bo przy działalności gospodarczej można wybrać inne formy opodatkowania, np. ryczałt z relatywnie niskim stawkami i niższymi składkami społecznymi oraz zdrowotną.
Ekspert: "Państwo finansuje arbitraż i walkę z jego skutkami"
- Skoro problem "uszczelniania" nieustannie wraca w debacie publicznej, warto zacząć od zidentyfikowania źródeł rozszczelnienia oraz kosztów, jakie niesie za sobą segmentacja rynku pracy. Bez tej diagnozy każda kolejna próba interwencji sprowadza się do reagowania na objawy, a nie na przyczyny. W mojej ocenie kluczowy problem nie dotyczy samej Państwowej Inspekcji Pracy, lecz architektury bodźców, jakie państwo tworzy na rynku pracy. Z jednej strony silnie promowana jest działalność gospodarcza - poprzez ryczałt, relatywnie niskie składki i dużą elastyczność - z drugiej zaś administracyjnie próbuje się ograniczać skutki tej polityki, wzmacniając rolę inspekcji i rozszerzając jej uznaniowość w kwalifikowaniu relacji pracy - ocenia prof. Paweł Wojciechowski, prezes Instytutu Finansów Publicznych i autor koncepcji jednolitej daniny, w rozmowie z Interią Biznes.
Pierwszym krokiem powinna być likwidacja bodźców do zawierania umów pozornych, czyli usunięcie arbitrażu cenowego między etatem a samozatrudnieniem
- Jeżeli celem jest realne ograniczenie patologii, pierwszym krokiem powinna być likwidacja bodźców do zawierania umów pozornych, czyli usunięcie arbitrażu cenowego między etatem a samozatrudnieniem. Dopiero w takim otoczeniu sensowne staje się wzmacnianie funkcji uszczelniających PIP. W przeciwnym razie państwo jednocześnie finansuje arbitraż i walkę z jego skutkami, co prowadzi do niskiej skuteczności regulacji i marnotrawstwa środków publicznych - podkreśla Wojciechowski.
Dlatego, jego zdaniem, zasadnicze pytanie nie brzmi dziś "jak wzmocnić PIP", lecz czy chcemy redefiniować granicę między pracą a działalnością gospodarczą, czy raczej uprościć i ucywilizować formy pośrednie, zamiast próbować egzekwować ten porządek wyłącznie poprzez kontrolę.
- Nieprzypadkowo reforma jednolitej daniny, przygotowywana około dekady temu, miała właśnie taki cel: uprościć system, jasno określić rodzaje kontraktów pracy oraz ustanowić przejrzysty i ograniczony "bonus" dla działalności gospodarczej. Z tej perspektywy rola PIP powinna polegać przede wszystkim na egzekwowaniu jasnych, przewidywalnych standardów i minimum ochrony pracownika, a nie na przejmowaniu funkcji quasi-sądowych. Bez równoległej korekty systemu podatkowo-składkowego inspekcja dostaje zadanie, którego strukturalnie nie jest w stanie skutecznie wykonać - podsumowuje prezes IFP.
O tym, że ryczałt na jednoosobowej działalności gospodarczej, dzięki preferencyjnym składkom i możliwości płacenia niskich podatków zyskuje na popularności i w jakich zawodach, pisaliśmy w Interii Biznes kilka tygodni temu.
Monika Krześniak-Sajewicz













