W skrócie
- Premier Donald Tusk nakazał wycofać projekt reformy Państwowej Inspekcji Pracy i zlecił jego poprawę minister rodziny, pracy i polityki społecznej - informują media.
- Projekt miał wzmocnić kompetencje inspektorów PIP, zwłaszcza w zakresie walki z nadużywaniem umów cywilnoprawnych.
- Główne kontrowersje dotyczyły uprawnień inspektorów do wydawania decyzji o zamianie takich umów na umowy o pracę, pod rygorem natychmiastowej wykonalności.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Projekt reformy PIP ma w założeniu znacząco wzmocnić kompetencje inspektorów w walce z fikcyjnym samozatrudnieniem i umowami zlecenia. Chociaż został zatwierdzony przez Stały Komitet Rady Ministrów na początku grudnia, to podczas posiedzenia rządu w ostatni wtorek 2025 roku premier Donald Tusk zakwestionował projekt - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Emocje na posiedzeniu rządu. Donald Tusk wzburzony projektem reformy PIP
Według informatora "GW", premier zapowiedział, że obecny projekt jest nie do zaakceptowania i "postawił sprawę na ostrzu noża".
Donald Tusk nakazał wycofać projekt z rządu i odesłać go do resortu pracy. Kierująca MRPiPS Agnieszka Dziemianowicz-Bąk ma go poprawić.
Jak podawał TVN24, atmosfera na posiedzeniu rządu 30 grudnia 2025 r. była bardzo gorąca - premier Tusk i przewodniczący Komitetu Stałego Rady Ministrów Maciej Berek mieli stwierdzić, że minister Dziemianowicz-Bąk chciała ukradkiem przemycić do projektu ustawy swoje poglądy, włączając do dokumentu przepisy, na które rząd nie wyraził zgody. "Do tablicy" wywołana została również minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (zmiany w PIP zostały zgłoszone jako jeden z kamieni milowych do Krajowego Planu Odbudowy).
Spór o reformę PIP. Przekształcanie umów cywilnoprawnych w etat kością niezgody
Spór dotyczy przede wszystkim zapisów, które dawałyby inspektorom PIP prawo wydawania decyzji administracyjnych o przekształceniu umów B2B lub zleceń w umowy o pracę, pod rygorem natychmiastowej wykonalności. Premier chce, by ostateczne rozstrzygnięcia nadal należały do sądów, a nie do inspektorów - informuje gazeta.
Projekt reformy PIP od początku wzbudzał wiele kontrowersji w rządzie i generował różnice zdań. Sprzeciw wobec projektu bywał wyrażany otwarcie, jak to miało miejsce w przypadku wicepremiera i szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza, który podczas konferencji podsumowującej dwa lata swojej działalności w rządzie Donalda Tuska mówił: "Nigdy się nie zgodzimy na niszczenie polskich firm po to, żeby rozrastała się machina urzędnicza Państwowej Inspekcji Pracy. (...) Nie pozwolimy na upadek tysięcy firm przez wzmacnianie biurokracji, kontroli i autorytarnych rządów Państwowej Inspekcji Pracy, tu stoimy po jasnej stronie mocy".
Reformę PIP - zakładającą m.in. nadanie uprawnień inspektorom pracy do wydawania decyzji administracyjnej o przekształceniu nieprawidłowo zawartych umów zlecenie i umów B2B w umowy o pracę - wpisano do rewizji KPO. Zastąpiła ona planowane wcześniej pełne ozusowanie umów cywilnoprawnych. Zmianę tę rząd wynegocjował z Komisją Europejską w ramach rewizji KPO, zobowiązując się do wzmocnienia PIP.













