Jak pisaliśmy w Interii Biznes, zgodnie z ustaleniami z lutego 2025 r. zaprzęgi konne miały kursować wyłącznie na najłatwiejszym, płaskim odcinku trasy do Morskiego Oka - od Palenicy Białczańskiej do Wodogrzmotów Mickiewicza. Na tym etapie podróży turyści mieli przesiadać się do elektrycznych busów, które dowoziłyby ich dalej do Włosienicy.
Zmiany nie weszły jednak w życie. "Dopóki nie zostaną zrealizowane wszystkie elementy porozumienia, w tym uruchomienie w pełnym zakresie alternatywnego transportu, Tatrzański Park Narodowy nie może jednostronnie skrócić trasy zaprzęgów konnych"- tłumaczył w styczniu dyrektor parku Szymon Ziobrowski.
Górale oburzeni. "Ministerstwo i park chcą nas oszukać"
Nowe prawo, forsowane przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska z Pauliną Hennig-Kloską na czele, pod koniec swojej kadencji podpisał prezydent Andrzej Duda. Aby zminimalizować obawy o utratę dochodów przez woźniców, ministerstwo oraz dyrekcja Tatrzańskiego Parku Narodowego zapowiedziały wówczas wprowadzenie mechanizmu rekompensat. Park miał przekazywać góralom część wpływów ze sprzedaży biletów na autobusy elektryczne.
"Ministerstwo i park chcą nas oszukać" - mówią jednak górale, cytowani przez Onet. "Pewnie znów zmienią zasady w ostatniej chwili. Dziś na trasie jeszcze jeździmy saniami, bo jest tam tyle śniegu, że autobusy sobie nie radzą na białej drodze. Ale od wiosny wszystkich nas czeka bezrobocie" - dodają.
"Rozmowy cały czas trwają" - potwierdza szef stowarzyszenia założonego przez górali dowożących turystów do Morskiego Oka.
Dyrektor TPN o transporcie do Morskiego Oka. "Zależy nam, by górale nie stracili pracy"
W rozmowie z Onetem nastroje studzi dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego Szymon Ziobrowski. Jak podkreśla, rozmowy dotyczące docelowego modelu transportu na drodze do Morskiego Oka wciąż trwają. Park regularnie spotyka się z przedstawicielami wozaków, by doprecyzować szczegóły planowanych zmian. W najbliższym czasie fiakrzy mają zaprezentować prototyp mniejszego wozu, którym chcieliby wozić turystów.
Dyrektor zaznacza również, że park wystąpił o środki na zakup kilkunastu dodatkowych autobusów elektrycznych. Miałyby one dołączyć do pięciu pojazdów już znajdujących się w dyspozycji TPN i w przyszłości stworzyć flotę obsługującą trasę. Jak przypomina, od początku zakładano etapowe wprowadzanie zmian, uzależnione od uruchomienia sprawnie funkcjonującej alternatywy dla transportu konnego.
"Mówimy o modelu wzajemnie powiązanych działań. Skrócenie trasy dla zaprzęgów może nastąpić dopiero wtedy, gdy transport elektryczny będzie gotowy pod względem technicznym i organizacyjnym" - podkreśla.
Ziobrowski zapewnia jednocześnie, że głównym celem pozostaje zmiana formuły transportu przy zachowaniu źródeł utrzymania lokalnej społeczności. Park chce umożliwić fiakrom obsługę autobusów elektrycznych, a część z nich miałaby nadal wozić turystów mniejszymi wozami na krótszym odcinku trasy.
"Zależy nam, by górale nie stracili pracy. Jeśli ktoś sugeruje, że autobusy zostaną wydzierżawione firmie spoza Podhala, to nie ma takich planów. Trzymamy się ubiegłorocznego porozumienia, którego celem jest poprawa dobrostanu koni, ochrona dziedzictwa kulturowego i zabezpieczenie dochodów mieszkańców" - zaznacza dyrektor TPN.












