Reklama

Gwiazdowski mówi Interii. Odc. 6: Spór o Trybunał Konstytucyjny. Wszyscy są tu winni

- Jeżeli jesteśmy przy sporach o konstytucyjność i praworządność, to pogódźmy się z faktem, że wszyscy są tu winni, tylko że niektórzy popełniają przestępstwa konstytucyjne w sposób bardziej wyrafinowany, bardziej wysublimowany, a niektórzy nie – mówi Robert Gwiazdowski w najnowszym odcinku autorskiego videocastu „Gwiazdowski mówi Interii”.

- Wszystko zaczęło się w roku 2015 od sporu o Trybunał Konstytucyjny, potem była cała reszta - zauważa na początku podcastu Gwiazdowski. I przypomina historię Trybunału Konstytucyjnego (dalej TK), która zaczęła się w 1981 r.

- Skąd on się w Polsce w ogóle wziął? Otóż, wprowadzili go komuniści. W 1981 r., 13 grudnia wprowadzili stan wojenny, a 26 marca 1982 r. uchwalili zmianę konstytucji PRL i pojawił się tam właśnie TK, który miał badać zgodność z konstytucją PRL ustaw uchwalonych przez Sejm PRL. Nie szło to wszystko bardzo sprawnie bo ustawa o TK została uchwalona dopiero po trzech latach, w kwietniu 1985 r., a weszła w życie 1 stycznia 1986 r. Przygotowano 15 projektów i zastanawiano się jak to zrobić, żeby trybunał był ale żeby go tak trochę nie było - mówi.

Reklama

Rozwiązanie było takie, że orzeczenia TK wymagały zgody Sejmu: nie musiały być akceptowane ale - wskazuje Gwiazdowski - mogły być niezaakceptowane. - Sejm mógł stwierdzić, że odrzuca orzeczenie TK. I tak to sobie funkcjonowało. Niemniej jednak, TK jeszcze za czasów komunistycznych starał się wybić na niepodległość. Niektóre jego orzeczenia dotyczące praw obywatelskich były naprawdę bardzo ciekawe, jak również te, które dotyczyły sprawiedliwości społecznej. To dosyć ważne z punktu widzenia treści Art. 2 Konstytucji RP, gdzie jest mowa o sprawiedliwości społecznej właśnie - przypomina Gwiazdowski.

Po 1989 r. trybunał dalej funkcjonował ale w trakcie prac nad konstytucją pojawiły się pewne wątpliwości czy może on nie jest konieczny. - Przecież w USA trybunału nie mają, wszystko spoczywa na Sądzie Najwyższym, który rozstrzyga również o zgodności ustaw z konstytucją. I co ciekawe, to nie jest napisane w amerykańskiej konstytucji - dodaje Gwiazdowski.

Spójrzmy więc na Amerykę, bowiem historia lubi się powtarzać. - W roku 1800 r. wybory prezydenckie w USA wygrał Thomas Jefferson. Wygrał je z Johnem Adamsem. Po porażce wyborczej Adams zrobił taki numer, że powołał nowych sędziów sądów federalnych i nawet Sądu Najwyższego - przypomina Gwiazdowski.

Jak się to skończyło w USA i dlaczego w Polsce zabrakło w 2015 r. Johna Marshalla? - o tym m.in. w najnowszym videocaście "Gwiazdowski mówi Interii". 

Oglądaj wcześniejsze odcinki: 

Gwiazdowski mówi Interii. Kłamstwo bardziej atrakcyjne od prawdy

Gwiazdowski mówi Interii. Konstytuta-prostituta

Gwiazdowski mówi Interii: Trójpodział władzy czy system wodzowski?

Gwiazdowski mówi Interii: Sądownictwo. Oczko w głowie praworządnego państwa

Gwiazdowski mówi Interii: Czy Rząd stara się pozbawić Polaków wolności?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »