W skrócie
- Prezydent Donald Trump nie chce mieć mocnego dolara. Słaba waluta Amerykanów zwiększa opłacalność eksportu i może przyciągnąć do USA inwestycje.
- Frank szwajcarski szczególnie mocny jest w relacji do dolara. ”Zielony” kosztuje ostatnio nawet niecałe 77 centymów, czyli najmniej od 14 lat.
- W tej chwili główna stopa procentowa w Szwajcarii jest na zerowym poziomie przy inflacji wynoszącej 0,1 proc. Najbliższe posiedzenie SNB odbędzie się 19 marca. Pojawiają się prognozy, że stopy zostaną sprowadzone poniżej zera.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Nie tylko ropa naftowa gwałtownie podrożała, a potem szybko potaniały w pamiętny poniedziałek, 9 marca. Podobny los spotkał dolara. Waluta Amerykanów ruszyła w górę z poziomu 3,67 zł, osiągnęła pułap 3,74 zł i wróciła do punktu wyjścia. W tym samym czasie eurodolar spektakularnie stoczył się z 1,16 do 1,15, a potem odrobił straty.
Spadek ceny ropy i kursu dolara został sprowokowany przez Donalda Trumpa, który ogłosił, że wojna z Iranem jest "w zasadzie zakończona". Powiedział, że amerykańska armia jest "bardzo przed czasem" w stosunku do pierwotnie zakładanego harmonogramu operacji militarnej, która miała trwać 4-5 tygodni. Nie wykluczył też przejęcia przez USA Cieśniny Ormuz aby zapewnić bezpieczny przepływ większej liczby statków.
Interwencja słowa prezydenta Trumpa
Oświadczenie prezydenta USA prawdopodobnie ma luźny związek z rzeczywistością, ale bardzo możliwe, że było rodzajem słownej interwencji rynkowej. Donald Trump nie chce bowiem, by utrzymywały się wysokie ceny paliw. Nie jest też zainteresowany mocnym dolarem.
Pytanie jak długo ropa i dolar pozostaną na niższych poziomach cenowych. Scenariusz deeskalacji konfliktu przedstawiany przez prezydenta USA może nie wytrzymać konfrontacji z faktami. Teheran nonsensem nazwał słowa Trumpa o kończącym się konflikcie i powtórzył, że nadal kontroluje sytuację. Wojna zakończy się, gdy Iran zaakceptuje szybkie zawieszenie broni, a to jest mało prawdopodobne.
Poprawa nastrojów na rynkach w poniedziałek wieczorem mogła być więc wyrazem nadmiernego optymizmu. Wcześniej w nocy z niedzieli na poniedziałek w momencie największego napięcia na Bliskim Wschodzie dolar stał się dla inwestorów "najbardziej bezpieczną przystanią". Światowe kapitały w obliczu niepokojów międzynarodowych niemal zawsze stawiają na walutę Amerykanów i obligacje skarbowe USA. Jednak w chwili, gdy pojawiają się choćby najmniejsze sygnały możliwego odprężenia geopolitycznego, część tych przepływów zaczyna się odwracać.
Dolar "wspaniały", bo tani
Prezydent Trump kilka tygodni temu powiedział wprost, że uznaje spadek wartości dolara za "wspaniały". Nie ulega bowiem wątpliwości, że "America first" potrzebuje słabego dolara, bo tylko taki pomoże obniżyć deficyt handlowy i ma szanse przyczynić się do sprowadzenia produkcji przemysłowej z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Tracący na wartości "zielony" sprawi, że Ameryka będzie mniej kupowała za granicą. Z drugiej strony, słaby dolar zwiększa opłacalność eksportu i może przyciągnąć do USA inwestycje.
Analitycy nie wykluczają, że w konflikcie z Iranem prezydent USA wkrótce podejmie decyzję o przerwaniu ostrzału rakietowego i w swoim stylu wyjaśni, że "osiągnął wszystko, co chciał osiągnąć". Faktyczną jego motywacją będzie jednak chęć uniknięcia groźnych dla USA komplikacji gospodarczych, w tym także walutowych.
Inwestorzy wielokrotnie obserwowali sytuacje, w których Donald Trump najpierw działał bardzo ostro wobec przeciwników, a potem łagodził stanowisko. Już dawno przylgnęło do niego ironiczne określenie "TACO trade". TACO to skrót od: Trump always chickens out (Trump zawsze się wycofuje).
Biały Dom liczy na obniżkę stóp procentowych
Obecne osłabienie dolara może być efektem takiego właśnie myślenia. Inwestorzy zakładają, że jeśli konflikt z Iranem faktycznie zacznie wygasać, rynek powróci do wcześniejszych trendów makroekonomicznych. A te w ostatnich miesiącach nie sprzyjały amerykańskiej walucie.
Specjaliści analizy technicznego są zdania, że dla eurodolara kluczowa jest teraz strefa oporu w okolicy 1,164. Jeśli notowania zdołają wyraźnie przebić ten poziom, rynek może otrzymać silny sygnał do dalszej zwyżki. Wówczas euro dostanie szansę zbliżenia się do 1,18 dolara.
Pod koniec stycznia za wspólną walutę płacono 1,20 dolara. Przed wybuchem wojny w Iranie dolar znajdował się w długoterminowym trendzie spadkowym wobec euro. Jednym z powodów były rosnące oczekiwania dotyczące amerykańskiej polityki monetarnej. Zakładano, że Rezerwa Federalna w kolejnych kwartałach będzie obniżać stopy procentowe.
To już było w pierwszej kadencji Trumpa
Donald Trump powiedział niedawno, że stopy w USA powinny być "najniższe na świecie". Administracja waszyngtońska potrzebuje niskich stóp chociażby po to, by zmniejszać koszty obsługi ogromnego amerykańskiego długu publicznego. Teraz wiemy, że jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie się przedłużał, a ceny ropy naftowej pójdą w górę, to rosnąca inflacja w USA może uniemożliwić redukcję stóp i wzmocnić dolara, wbrew oczekiwaniom Białego Domu.
Ekonomiści przypominają, że polityka gospodarcza Donalda Trumpa także w czasie jego pierwszej kadencji przyczyniła się do osłabienia waluty Amerykanów. W samym tylko 2017 roku indeks dolara spadł o 10,2 proc. Wówczas Stany Zjednoczone prowadziły wojny handlowe z Chinami, a "zielony" był mocniejszy w chwili gdy Trump wprowadzał się do Białego Domu niż cztery lata później.
Pod koniec 2016 roku za euro płacono tylko 1,05 dolara. Kilkanaście miesięcy później - w lutym 2018 roku - eurodolar kosztował 1,24, a w styczniu 2021 roku niewiele mniej, bo 1,20. Na naszym rynku walutowym od grudnia 2016 roku do grudnia 2020 roku dolar potaniał z 4,21 do 3,69 zł.
Silny frank źle widziany
Mocny dolar nie może liczyć na przychylność Białego Domu, a inna walutowa "bezpieczna przystań", czyli frank szwajcarski w swoim marszu w górę jest powstrzymywany przez bank centralny Helwetów. Na polskim rynku za franka w szczycie notowań w poniedziałek 9 marca płacono 4,79 zł, czyli najwięcej od września 2023 roku. Potem frank potaniał o kilka groszy. Waluta Helwetów szczególnie mocna jest w relacji do dolara. "Zielony" kosztuje ostatnio nawet niecałe 77 centymów, najmniej od 14 lat. To problem dla Szwajcarskiego Banku Narodowego (SNB), bo utrudnia mu politykę pieniężną.
Karsten Junius, ekonomista banku J. Safra Sarasin, jest zdania, że SNB prawdopodobnie rozpoczął interwencję na rynku walutowym, by osłabić franka. Junius przypomina, że frank jest jedną z niewielu walut uznawanych za ostoję systemu finansowego. Dodaje, że pozycja dolara i amerykańskich obligacji została osłabiona przez posunięcia administracji Donalda Trumpa, natomiast jena przez politykę fiskalną premier Japonii Sanae Takaichi.
Frank zawsze był pieniądzem globalnej awersji do ryzyka. Ma tendencję do umacniania się w okresach globalnej niepewności gospodarczej lub politycznej. Druga strona medalu jest taka, że mocna waluta Helwetów uderza w konkurencyjność szwajcarskiego eksportu, który stanowi 25 proc. PKB kraju. Branże takie jak przemysł maszynowy, farmaceutyczny czy zegarmistrzostwo odczuwają rosnącą presję kosztową. Paradoksalnie, status franka jako "bezpiecznej przystani", który przeważnie jest atutem, w dzisiejszej sytuacji staje się obciążeniem dla realnej gospodarki.
Stopy zerowe, a nawet niższe
W 2025 roku frank umocnił się do dolara o 12,7 proc. W tym roku waluta Helwetów powiększyła tę przewagę. Frank zyskuje na wartości z powodu nieprzewidywalnej polityki handlowej USA, wątpliwości co do niezależności Rezerwy Federalnej oraz działań Białego Domu na Bliskim Wschodzie, w Ameryce Łacińskiej i wobec Grenlandii.
Frank jest "uporczywie" mocny w relacji do wielu walut, choć Szwajcarzy od dawna są liderami rozluźniania polityki monetarnej. Innymi słowy, liczni inwestorzy doszli do wniosku, że dobrze jest lokować kapitały w kraju, w którym inflacja jest niewysoka i niegroźna dla oszczędności ludzi. Mało komu przeszkadza fakt, że Szwajcarzy systematycznie obniżają stopy procentowe. W tej chwili główna stopa jest na zerowym poziomie przy inflacji wynoszącej 0,1 proc. Kraj balansuje na granicy dezinflacji i ujemnych stóp procentowych.
Najbliższe posiedzenie SNB odbędzie się 19 marca. Karsten Junius nie wyklucza, że w skrajnym scenariuszu bank centralny mógłby obniżyć stopy poniżej zera. Ekonomista banku J. Safra Sarasin jest zdania, że jeśli zapadnie taka decyzja, to cięcie powinno być duże i wynieść 50 punktów bazowych.
W latach 2014-22 SNB stosowała minusowe stopy procentowe. Te działania okazały się skuteczne w pożądanym wówczas osłabianiu franka i we wspieraniu eksportu, choć wiązały się z kosztami dla sektora bankowego i oszczędzających. Teraz też - przy zerowych stopach SNB - oprocentowanie lokat spadło do minimum, co zmusza instytucje finansowe do poszukiwania alternatywnych źródeł dochodów.
Jacek Brzeski
















