W tym roku waloryzacja emerytur (w marcu) zwiększy świadczenia od niecałych 100 zł do grubo ponad 500 zł (brutto) - wynika z pierwszych przeliczeń, jakie można było wykonać po opublikowaniu przez GUS wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w ub.r. (wpływa na wysokość wskaźnika waloryzacji). Przewidywany w ustawie budżetowej wskaźnik waloryzacji emerytur na poziomie 4,88 proc. okazał się więc ostatecznie wyższy (5,3 proc.), ale ZUS nie zbankrutuje, choć najpewniej będzie potrzeba większej dotacji z budżetu na sfinansowanie dodatkowych świadczeń (13. i 14. emerytura).
ZUS poradzi sobie z wyższym wskaźnikiem waloryzacji emerytur
"Koszt waloryzacji wyniesie ok. 24,8 mld zł, o 2 mld zł więcej niż zakładano. Biorąc pod uwagę, że FUS w ostatnich latach miał zakładki rzędu ~15 mld zł, nie implikuje to realnie konieczności zwiększenia planowanej dotacji z budżetu państwa" - skomentował w serwisie X Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich i członek Rady Nadzorczej ZUS. Zaraz dodał, że kolejne ok. 2 mld zł trzeba będzie jednak dołożyć z budżetu na sfinansowanie wyższych 13. i 14. emerytur.
Łukasz Kozłowski dołączył też tabelę obrazującą przewidywane skutki marcowej waloryzacji emerytur. Realne wzrosty świadczeń brutto sięgają od niespełna 100 zł w przypadku najniższych emerytur, do ponad 500 zł (podkreślmy: brutto) dla świadczeń wysokich.

Z jednej strony inflacja, z drugiej wzrost wynagrodzeń. Jedno i drugie jest ważne dla emerytów
Warto wyjaśnić, w jaki sposób waloryzowane są emerytury. Decydują o tym inflacja i realny wzrost wynagrodzeń w roku poprzedzającym waloryzację. To nie wszystko - udział inflacji i wzrostu wynagrodzeń w wyliczaniu wskaźnika waloryzacji nie jest równy. Inflacja decyduje o wskaźniku waloryzacji w 80 proc., a wspomniany wzrost wynagrodzeń w 20 proc.
Jakby tych zawiłości było mało, sama inflacja uwzględniana dla potrzeb waloryzacji może być nieco zaskakująca, bo brany jest pod uwagę przeciętny wskaźnik wzrostu cen towarów i usług, ale także specjalnie wyliczana "inflacja emerycka", oparta na innym koszyku dóbr - wszak seniorzy mają nieco inną strukturę wydatków. Do wyliczenia wskaźnika waloryzacji bierze się tę inflację (spośród "zwykłej" i "emeryckiej"), która jest wyższa.
Średnia inflacja w ub.r. sięgnęła 3,6 proc., a ta "emerycka" 4,2 proc. (okazała się wyższa). Czekaliśmy jeszcze na dane GUS dotyczące wzrostu wynagrodzeń, a te właśnie się pojawiły. Główny Urząd Statystyczny podał w tym tygodniu, że realny wzrost wynagrodzeń wyniósł w 2025 r. 5,5 proc. To zburzyło pierwotne wyliczenia resortu finansów. MF się spodziewało, że realny wzrost płac sięgnie 4,4 proc. Ostatecznie będziemy mieć waloryzację emerytur na poziomie 5,3 proc., a więc wyższą niż wcześniej wyliczono (i wpisano do budżetowych planów) w resorcie kierowanym przez Andrzeja Domańskiego.
Waloryzacja wyższa niż planowano, ale i tak najniższa od lat
Wyższy niż zaplanowano wskaźnik waloryzacji może cieszyć emerytów, ale trzeba pamiętać, że marcowe podwyżki i tak będą najniższe od 2021 roku. Po waloryzacji najniższa emerytura wzrośnie z 1878,91 zł do 1978,49 zł brutto. Czy to dużo, czy mało, muszą sobie odpowiedzieć sami emeryci. Dodajmy tylko dla porządku, że przy "grubej" emeryturze w wysokości 10 tys. zł (brutto) podwyżka przekroczy 500 zł (również brutto).
Warto też zauważyć, że ostatecznie 13. emerytura w 2026 roku przekroczy 1978 zł brutto (taka kwota będzie też wyjściowa dla 14. emerytury - spada w miarę wzrostu podstawowego świadczenia).














