Spis treści:
- "To moim zdaniem największe oszustwo". Jak Trump zmienia podejście USA do polityki klimatycznej?
- "Drill baby drill". Trump stawia na węgiel, ale wydobycie i tak spada
- LNG z USA do Europy. "Chcą uzależnić nas od swoich surowców"
"To moim zdaniem największe oszustwo". Jak Trump zmienia podejście USA do polityki klimatycznej?
Stany Zjednoczone są drugim co do wielkości rocznym emitentem gazów cieplarnianych na świecie i historycznie największym współsprawcą globalnego ocieplenia. Mimo to, przez rok swoich rządów, Donald Trump uparcie krytykuje boom na odnawialne źródła energii, promując dalsze wydobycie węgla i ropy. "To moim zdaniem największe oszustwo, jakie kiedykolwiek popełniono na świecie" - mówił podczas słynnego przemówienia na forum ONZ, krytykując unijne rozporządzania klimatyczne.
Działania podejmowane wokół hasła "drill, baby, drill" to jednak nie wszystko. W 2025 roku prezydent USA doprowadził również do usunięcia wzmianki o paliwach kopalnych ze strony internetowej Agencji Ochrony Środowiska. Strona ta, jako przyczyny zmian klimatu wymienia teraz zmiany w orbicie Ziemi, aktywność Słońca, wulkany oraz naturalne wahania stężenia dwutlenku węgla.
Trump podjął również działania mające na celu wypisanie USA z 66 organizacji międzynarodowych, wśród których znajdują się również te odpowiedziane za ochronę przyrody i przeciwdziałanie zmianom klimatycznym. Według przedstawiciela Republikanów współpraca międzynarodowa została zdominowana przez progresywizm i "klimatyczną ortodoksję".
- W ciągu dwunastu miesięcy podjęto prawie 300 czynności administracyjnych, godzących na różne sposoby w cele klimatyczne. Uchylono między innymi normy emisji gazów cieplarnianych dla elektrowni, zamrożono miliardy dolarów z funduszy na energię odnawialną - mówi Interii Biznes Anna Meres, koordynatorka kampanii klimatycznych w Greenpeace Polska.
Jak zauważają eksperci, decyzje te mają ogromne, globalne konsekwencje. - Wycofywanie się Stanów Zjednoczonych z ambicji klimatycznych podkopuje globalne zaufanie i osłabia mobilizację innych państw do działania - bardzo szybko pojawia się argument: skoro USA się cofają, dlaczego my mielibyśmy przyspieszać? Te skutki rozciągają się w czasie i wpływają na dynamikę międzynarodowych negocjacji długo po zmianie administracji - mówi Zofia Wetmańska z Instytutu Reform.
- Najbardziej dotkliwie skutki decyzji Stanów Zjednoczonych odczuwają kraje rozwijające się, dla których brak długofalowej przewidywalności i stabilnego finansowania oznaczają realne opóźnia w transformacji - dodaje ekspertka, tłumacząc, że działania podejmowane na poziomie stanów, miast i firm w USA mogą częściowo łagodzić skutki federalnego odwrotu, ale nie są w stanie zastąpić roli rządu federalnego w dyplomacji klimatycznej, finansach i wyznaczaniu globalnych standardów.
"Drill baby drill". Trump stawia na węgiel, ale wydobycie i tak spada
W ubiegłym roku administracja Donalda Trumpa zawiesiła dzierżawy dla wszystkich morskich projektów wiatrowych w USA, uzasadniając decyzję względami bezpieczeństwa narodowego. Wstrzymanie objęło inwestycje Revolution Wind i Sunrise Wind realizowane przez Ørsted, a także projekty firm Equinor oraz Dominion Energy - przypomina portal euronews.pl.
Równocześnie Trump obiecuje renesans paliw kopanych. W kwietniu 2025 roku podpisał rozporządzenie wykonawcze mające na celu wsparcie amerykańskiego przemysłu węglowego, które zobowiązuje amerykańską administrację federalną do uznania węgla za minerał krytyczny, nakazuje ograniczenie regulacji środowiskowych i zwolnienie elektrowni węglowych z federalnych wymogów dotyczących redukcji emisji gazów cieplarnianych.
W lipcu 2025 r. padł również nowy rekord wydobycia ropy - 13,64 mln b/d (baryłek dziennie). Jest to aż o 3,3 proc. więcej niż w lipcu 2024 roku. - Praktycznie natychmiast po przejęciu władzy zniesiono wszystkie moratoria na nowe wydobycie na terenach federalnych, a amerykańska produkcja ropy naftowej osiągnęła w 2025 roku rekordowy poziom 13,6 milionów baryłek dziennie - mówi Anna Meres.
Jednak, jak dodaje ekspertka, nadpodaż paliw kopalnych, do której realnie doprowadziła polityka obecnej administracji, niekoniecznie jest zgodna z interesem amerykańskich producentów, obniża bowiem ich rentowność. - Nacisk Trumpa na "dominację energetyczną" spotyka przynajmniej jakiś opór ze strony rynku - dodaje.
Również zdaniem ekspertki z Instytutu Reform, kluczowa w kwestii polityki energetycznej pozostaje rola prawa stanowego, decyzje miast oraz wspomnianego sektora prywatnego, co stanowi prawny "hamulec" dla działań Trumpa. - Coraz więcej firm rozumie, że utrzymywanie modelu business as usual nie da się pogodzić ani z długofalowym wzrostem gospodarczym, ani z budowaniem odporności na wstrząsy systemowe, ani z utrzymaniem konkurencyjności na globalnych rynkach - tłumaczy Zofia Wetmańska.
Dane mówią same za siebie - mimo działań Trumpa wydobycie węgla kamiennego już podczas pierwszej kadencji spadło o 27 proc., a pracę stracił co czwarty górnik. Jak pisze wysokienapiecie.pl., powodem spadku rentowności węgla są przede wszystkim problemy z dostępnością zasobów oraz tańsza konkurencja w postaci gazu.
LNG z USA do Europy. "Chcą uzależnić nas od swoich surowców"
21 sierpnia 2025 roku Stany Zjednoczone i Unia Europejska osiągnęły porozumienie w sprawie ram umowy o wzajemnym, uczciwym i zrównoważonym handlu. Porozumienie to zobowiązuje Unię do długoterminowych zakupów amerykańskiego LNG i ropy. Jeżeli zapis ten dojdzie do skutku, Europa będzie musiała potroić skale rocznego importu paliw kopalnych w USA z 80 do 250 miliardów dolarów rocznie, co w praktyce może oznaczać spowolnienie transformacji energetycznej - pisze green-news.pl.
Jak zauważa Diana Maciąga z Polskiej Zielonej Sieci i ekspertka Koalicji Klimatycznej, w 2025 roku Stany Zjednoczone odpowiadały już za ponad połowę importu LNG do Unii Europejskiej, a w przypadku realizacji wszystkich podpisanych kontraktów udział ten mógłby wzrosnąć nawet do 80 procent.
Ekspertka zwraca uwagę, że administracja Donalda Trumpa coraz wyraźniej próbuje przenosić własną politykę energetyczno-klimatyczną na poziom globalny. Jak podkreśla, doktryna energetycznej dominacji USA zakłada wprost uzależnienie Europy od amerykańskich surowców. - Eksperci z IEEFA szacują, że w związku ze spadającą konsumpcją gazu do 2030 zapotrzebowanie na importowany LNG spadnie o 20 proc. Tymczasem kontrakty na import podpisuje się na ponad 20 lat. Amerykański LNG jest też bardzo drogi. Asertywna postawa Unii Europejskiej jest więc kluczowa, alternatywą jest energetyczna wasalizacja Europy - podsumowuje ekspertka.
Emilia Chlipała-Faltyn












