Kwestia rewizji założeń europejskiego systemu handlu emisjami (ETS) dzieli Unię Europejską. Spośród 27 krajów członkowskich 10, w tym Polska, zabiega o kluczowe zmiany. W szczególności rządowi zależy m.in. na "dobrowolności ETS2 do 2030 r., zwiększeniu liczby bezpłatnych uprawnień dla przemysłu, a także osłon dla sektorów wsparcia dla ciepłownictwa i mechanizmów antyspekulacyjnych".
Europa podzielona ws. ETS
Do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen trafił list, w którym sygnatariusze wskazują również na "złagodzenie procesu wycofywania bezpłatnych uprawnień od 2028 r., aby uniknąć nadmiernego obciążenia przemysłu w tym okresie przejściowym". Przywódcy: Włoch, Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Czech, Grecji, Węgier, Słowacji, Rumunii oraz Polski przekonywali, że KE powinna przedstawić zmiany najpóźniej pod koniec maja.
Może być to jednak utrudnione. Przed rozpoczęciem unijnego szczytu w Brukseli w czwartek kilku przywódców unijnych zabrało w tej sprawie głos. Daleko tu do jednomyślności, choć wśród krytyków ETS nie znalazła się wypowiedź zbieżna z poglądami Karola Nawrockiego. Jeszcze przed wylotem premiera Donalda Tuska do Brukseli przekazał mu, że oczekuje wyjścia Polski z ETS.
Czechy ostrzegają przed brakiem zmian w ETS
Stanowisko polskiego rządu jest łagodniejsze. Jednym z sojuszników są Czechy, gdzie w styczniu tego roku odbył się protest przedstawicieli przemysłu, którzy sprzeciwiali się wejściu w życie ETS2. Znaleźli się tam także polscy związkowcy.
- Jeśli Rada Europejska będzie potrzebowała kolejnych lat, żeby zrozumieć, że trzeba natychmiast zmienić ETS i robić wyjątek dla energochłonnego przemysłu, to ktoś pewnie obudzi się za 7, 10 lat, ale wtedy będzie za późno - ocenił w Brukseli czeski premier Andrej Babiš.
Zwrócił uwagę, że sytuacja na Bliskim Wschodzie zagraża cenom paliw w Europie.
Francja wspiera ETS, ale widzi potrzebę zmian
Kto zatem jest większym zwolennikiem ETS? W naturalny sposób są to kraje, które stawiają na niskoemisyjne źródła energii. Cały mechanizm opiera się bowiem na handlu pozwoleń do emisji zanieczyszczeń - kto generuje ich więcej (np. Polska, oparta na węglu), musi kupować uprawnienia od tych, którzy emitują mniej szkodliwych gazów.
Ostrożność przy deklaracji co do zmian wyraża Francja, gdzie około 95 proc. energii wytwarzane jest przez elektrownie jądrowe i źródła odnawialne.
- Uważam, że mechanizm ETS, a konkretnie ETS 1, jest dobrym mechanizmem, ponieważ pozwala nam na transformację przy jednoczesnym zachowaniu konkurencyjności. Zatem godzi on naszą konkurencyjność z celami klimatycznymi. Dlatego musimy go zachować. Jednak w obecnym kontekście musimy znaleźć elastyczność, która pozwoli nam, w znanym nam środowisku międzynarodowym, reagować na kryzys - ocenił prezydent Emmanuel Macron.
Podkreślił jednocześnie, że kraje UE nie powinny "tracić z oczu tego, co jest również ważne dla Europejczyków".
Hiszpania woli wzmacniać politykę klimatyczną
Zwolennikiem ETS jest także Hiszpania. Jej premier, Pedro Sánchez, zwrócił w Brukseli uwagę, że wskutek ataku na Iran ceny energii elektrycznej w wielu innych krajach europejskich gwałtownie wzrosły w wyniku wzrostu cen gazu, ale nie w przypadku Hiszpanii. Dlaczego?
- Ponieważ jedna na pięć godzin zużycia energii elektrycznej jest związana ze zmianami cen gazu, pozostałe cztery - ze zmianami cen energii odnawialnej. Dlatego zaangażowanie w politykę klimatyczną i kontynuowanie działań na rzecz promowania odnawialnych źródeł energii leży w interesie nie tylko klimatu, ale także portfeli obywateli - wyjaśniał.
Ocenił, że ETS jest jednym z głównych filarów polityki klimatycznej w Europie i na świecie.
- Dlatego możemy być otwarci na stworzenie pewnych możliwości reform, aby dostosować się do sytuacji podobnej do tej, której doświadczają obecnie niektóre państwa członkowskie naszego wspólnego projektu, Europy, ale z pewnością nie na jego demontaż, nie na osłabianie, a wręcz przeciwnie, na jego wzmocnienie - powiedział.
Holandia mówi "nie" dla wyjścia z ETS
Podobnie widzi to premier Holandii Rob Jetten.
- Nie zamierzamy wycofywać polityk, które ostatecznie mają kluczowe znaczenie dla zapewnienia, że ten kontynent będzie bardziej zielony i silniejszy w dłuższej perspektywie - wskazał.
Unijny szczyt potrwa do piątku. Jak wskazują w nieformalnych rozmowach dyplomaci w Brukseli trudno będzie wypracować krótkoterminowe rozwiązania, które zadowoliłyby każdą ze stron.














