W skrócie
- Uwolnienie Rejestru Cen Nieruchomości czyli zlikwidowanie odpłatności umożliwiło dostęp do danych o cenach transakcyjnych mieszkań w wybranych lokalizacjach.
- Serwisy internetowe dynamicznie udostępniają kolejne partie danych z różnych powiatów, choć proces wdrażania różni się w zależności od miasta i powiatu.
- Brakuje pełnych danych ze wszystkich powiatów, a niektóre samorządy wymagają dodatkowych procedur zamiast bezpośredniego udostępnienia informacji.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Już teraz można sprawdzić ceny transakcyjne w konkretnych lokalizacjach, szukając po adresach lub nawigując po mapie. Przypomnijmy, że pomysł uwolnienia, czyli de facto zniesienia opłat za te dane, pojawił się wiosną ubiegłego roku przy okazji upublicznienia cen deweloperskich, a inicjatorem był prof. Waldemar Izdebski, były geodeta kraju, który w kwietniu ubiegłego roku w Interii tłumaczył, jak łatwo można to zrobić.
Pomysł podchwyciła Polska 2050, złożyła poselski projekt ustawy, który został uchwalony i 13 lutego wszedł w życie.
W efekcie za pobranie danych nie trzeba płacić, są ogólnodostępne i są już przeglądarki, które pozwalają sprawdzać, po jakiej cenie transakcyjnej były sprzedawane mieszkania w konkretnych lokalizacjach. Jeszcze nie wszędzie, ale serwisy błyskawicznie zapełniają się danymi z miast i powiatów.
O kolejnych paczkach danych informuje m.in. brylujący w mediach społecznościowych portal Deweloperuch, jednocześnie naciskając na miasta, żeby poprawiły jakość i sposób przekazywania danych.
Pełna jawność. Przełomowe dane: sprawdzisz cenę na dowolnej ulicy
"Aktualnie mamy młyn z danymi, tj. napływają kolejne powiaty. Po przetworzeniu będziemy się przyglądać konkretnym przypadkom i budynkom. Zdarza się, że brakuje adresu i lokalizacji, a dane są niepełne. Ciągle uaktualniamy nasze parsery" - relacjonuje na bieżąco Deweloperuch.com, który zaczął udostępniać te dane jeszcze przed wejściem w życie ustawy, dzięki uruchomionej zrzutce.
O to, jak to wygląda w praktyce, zapytaliśmy m.in. prof. Waldemara Izdebskiego, który był inicjatorem uwolnienia RCN i uruchomił cały proces.
- Idzie to trochę opornie, ale dosyć systematycznie, o czym informuję na bieżąco w mediach społecznościowych. Wysłałem wnioski do wszystkich powiatów i sukcesywnie importuję i udostępniam dane w serwisie mojgeoportal.pl. Jednak już na pierwszy rzut oka widać, że administracja nie dorosła do zmiany przepisów. Powiaty miały trzy miesiące na przygotowanie się do udostępnienia danych, ale tego nie zrobiły. Wiele samorządów zamiast opublikować dane np. na BIP, nadal wymaga wniosków. GUGiK teoretycznie opublikował coś na geoportalu, ale źródłowych danych, które pozyskał z powiatów, nie udostępnił, a z danych udostępnionych w geoportal.gov.pl jest dosyć trudno skorzystać. Z drugiej strony zainteresowanie danymi jest ogromne, co widać po statystykach odwiedzin, które przynajmniej w serwisie mojgeoportal.pl "poszły w kosmos". Od piątku 13. mam już 90 tys. rozpoczętych nowych sesji i blisko 300 tys. kliknięć - mówi Interii prof. Waldemar Izdebski. Jak informuje, do 19 lutego 2026 r. otrzymał lub wyszukał dane z 54 powiatów i miast.
W czwartek doszły dane z kolejnych ośmiu, w tym z Krakowa, Łomży i Konina. Wciąż jednak jest to mały procent całości, bo około 15 proc. powiatów.
- Dla mnie tempo jest zbyt wolne, bo uważam, że powiaty i GUGiK powinny się przygotować do zmian i udostępnić dane 13 lutego, czyli już pierwszego dnia po wejściu w życie przepisów - podkreśla prof. Izdebski.
Pełna jawność transakcji: można sprawdzić faktyczne ceny w każdej okolicy
Z dużych miast dane opublikowały lub udostępniły: Warszawa (udostępniła nawet specjalną przeglądarkę), Gdynia, Toruń, Słupsk, Koszalin, Zamość, ale także Świnoujście, Chełm, a w czwartek także Kraków.
- Urząd Warszawy najlepiej podszedł do udostępnienia danych RCN. Zwyczajnie wystawił plik źródłowy do pobrania na swojej stronie internetowej. Bez wniosków, bez procedur, bez czekania. Gdyby każdy powiat zrobił tak samo, byłoby dużo prościej - mówi Interii Marcin Wolnik z serwisu zametr.pl.
Dane dają obraz cen transakcyjnych i każdy może sprawdzić, po ile kupiono mieszkanie czy dom w ostatnich kilku latach w danej okolicy czy konkretnej ulicy. Taka wiedza dla ucywilizowania reguł na rynku nieruchomości jest bezcenna, choć z jakością danych jest różnie i trzeba zwrócić uwagę na kilka kwestii.
- W danych RCN brakuje roku budowy nieruchomości. Trzeba też pamiętać, że w rejestrach widnieje data przeniesienia własności, a nie data zakupu. Na rynku wtórnym różnica jest niewielka, ale na pierwotnym od umowy deweloperskiej do przeniesienia własności mija zwykle rok lub dwa. Dlatego cena zapisana w rejestrze może dotyczyć innego momentu rynkowego niż ten, w którym kupujący faktycznie podejmował decyzję. Na szczęście każda transakcja zawiera informację, na jakim rynku została zawarta, więc przy analizowaniu danych można wziąć na to poprawkę - tłumaczy Marcin Wolnik.
Jak dodaje, w przyszłości dobrze byłoby, gdyby notariusze przesyłali dane do RCN na bieżąco, zaraz po podpisaniu aktu. - Przydałoby się też uwzględnienie umów deweloperskich, czyli zakupów tzw. dziury w ziemi. Pomimo wad uwolnienie danych z RCN jest świetną wiadomością dla kupujących. A dla naszego portalu oznacza nowe możliwości w analizie rynku nieruchomości. Ten rok przyniesie dużo nowych rozwiązań dla zwykłego Kowalskiego - dodaje Marcin Wolnik.
Monika Krześniak-Sajewicz











