Monika Krześniak-Sajewicz, Interia: Na 12 lutego zaplanowane orzeczenie TSUE w sprawie umów kredytowych opartych o WIBOR. Czy to może być przełomowe orzeczenie, które wyznaczy kierunek dla ewentualnych sporów o zapisy w umowach WIBOR-owych? Czego konkretnie będzie dotyczyło to orzeczenie?
Damian Nartowski, radca prawny, partner w kancelarii WN Legal Wątrobiński Nartowski: - To może być ważne orzeczenie, bo ono może wytyczyć pewien kierunek i albo utrudni, albo ułatwi kredytobiorcom dochodzenie roszczeń w sporach dotyczących umów ze zmiennym oprocentowaniem zbudowanym z uwzględnieniem WIBOR. Natomiast nie zakładam, że to będzie coś, co już jednoznacznie zamknie tę kwestię. Zwłaszcza, że są zadane kolejne pytania do TSUE, które kładą nacisk trochę na inne aspekty niż te, które będą rozstrzygane 12 lutego. Ostrożnie podchodzę do kwestii tego orzeczenia, bez dużych oczekiwań i ze świadomością, że możemy zastanawiać się nad poszczególnymi słowami sentencji czy poszczególnymi punktami uzasadnienia.
- Jednak może to być istotny wskaźnik do tego, co wydarzy się po 12 lutego i jak będą orzekać sądy. Natomiast to nie jest tak, że to orzeczenie wyznaczy konkretny kierunek - czy to na korzyść konsumentów, czy na korzyść banków. Tym bardziej, że jeśli to orzeczenie byłoby uznane za niekorzystne dla konsumentów i poszło w takim kierunku, że ciężko jest kwestionować w umowach postanowienia dotyczące zmiennego oprocentowania zbudowanego z uwzględnieniem WIBOR, to potencjalnych wad i zarzutów nie ograniczałbym tego tylko do kwestii wskaźnika WIBOR - jest on jednym z elementów czegoś większego, czyli klauzuli zmiennego oprocentowania w umowach, które to postanowienia w praktyce decydują o wysokości spłacanych rat.
- Oczywiście wszyscy z niecierpliwością czekają na rozstrzygnięcie, choć może być tak, że będziemy się zastanawiać, co z niego właściwie wynika. Nie wykluczam, że każda strona będzie interpretowała je w odmienny sposób i każde zdanie tego wyroku będzie analizowane i rozbierane na czynniki pierwsze - po to, żeby spróbować wydedukować, co Trybunał miał na myśli. Zwłaszcza, że TSUE, wydając orzeczenia, nie bierze pod uwagę wyłącznie kwestii polskiej - musi wydać orzeczenie, z którego będzie korzystać cała Unia Europejska.
- Jak spojrzymy na opinię Rzeczniczki Generalnej, to ona została podana w sposób bardzo wyważony - żadna ze stron nie mogła ogłosić, że jest jednoznacznie korzystna lub niekorzystna.
A czy to orzeczenie będzie ważne tylko dla kredytów hipotecznych? Czy dla szerszego obrotu gospodarczego, bo przecież na WIBOR są oparte inne kredyty, ale także np. obligacje skarbowe.
- W pierwszym rzędzie będzie to miało kluczowe znaczenie dla kredytobiorców, u których jednym z elementów zmiennego oprocentowania jest WIBOR. Natomiast może też mieć przełożenie na przykład na umowy leasingu, które również są oprocentowane z odwołaniem do WIBOR-u. Przykładowo, jednym z prawomocnych wyroków z ostatniego czasu, w których stwierdzono nieważność umowy, jest orzeczenie ze zmiennym oprocentowaniem właśnie na tle umowy pożyczki i to w sprawie gospodarczej - wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie z 14.03.2025 r., XXIII Ga 763/24.
- Natomiast moim zdaniem Trybunał nie powie, czy WIBOR jako wskaźnik jest dobry czy zły, legalny czy nielegalny i czy mógł być stosowany czy nie. Trybunał raczej obwaruje swoje rozstrzygnięcie pewnymi kwestiami, o których trzeba konsumenta poinformować, żeby można było stosować zmienne oprocentowanie zbudowane z uwzględnieniem odesłania do WIBOR. I będziemy się zastanawiali, czy w tej konkretnej sprawie i przy tej konkretnej umowie wytyczne Trybunału zostały zrealizowane, czy nie.
- Jeśli spojrzymy na umowy z różnych okresów, to wyrok może mieć inne znaczenie dla umów sprzed 1 lipca 2017 r., kiedy administratorem wskaźnika stała się spółka GPW Benchmark S.A., sprzed 16 grudnia 2020 r., kiedy GPW Benchmark S.A. stała się - jako administrator wskaźnika - podmiotem nadzorowanym przez KNF, a inne dla późniejszych umów. To pytanie prejudycjalne, które zostanie rozstrzygnięte, dotyczy umowy z sierpnia 2019 roku. Natomiast im dalej będziemy się cofać w latach, sięgać do umów wcześniejszych, tym te klauzule mogą być łatwiejsze do zakwestionowania.
- Zwracam uwagę, że spór, który się toczy, nie jest zagadnieniem nowym. Klauzule zmiennego oprocentowania były poddawane ocenie od wielu lat, już od początku lat 90. To w istocie nie jest spór o WIBOR, a o to, czy klauzula zmiennego oprocentowania, np. w powiązaniu z ratami równymi, w której jednym z czynników lub jedynym czynnikiem zmiany oprocentowania jest WIBOR, pozostaje transparentna, jednoznaczna, konkretna - a nie blankietowa. Czy bank, leasingodawca, pożyczkodawca spełnił obowiązek informacyjny?
Czyli tu nie chodzi o moment "certyfikacji WIBOR-u" i spełnia unijne wymogi jeśli chodzi o sposób jego ustalania?
- Certyfikacja WIBOR-u to jedno, ale tu chodzi o sposób formułowania klauzul w umowach oraz o to, w jaki sposób realizowane były obowiązki informacyjne przy zawieraniu danej umowy. Przykładowo, w niektórych umowach w ogóle nie precyzowano, kto ten WIBOR ustala (ciekawie zwraca na to uwagę Rzeczniczka Generalna w swojej opinii w sprawie C-472/24), czym on jest, gdzie ten WIBOR będzie publikowany, albo są bardzo otwarte i w istocie prowadziły do tego, że bank miał dużą dowolność w kwestii zmiany oprocentowania. Albo takie, w których WIBOR jest tylko jednym z czynników branych pod uwagę i nawet jeżeli WIBOR się zmieniał, np. spadał, to inne czynniki, które mogły być brane pod uwagę, powodowały, że oprocentowanie nie spadało.
- To jest szerszy wątek do omówienia niż sama kwestia nadzoru nad wskaźnikiem, jego certyfikacji czy sformalizowania zasad ustalania. Cóż z tego, że można dotrzeć do regulaminu ustalania WIBOR-u, jeżeli dokument ten jest skomplikowany i wymaga specjalistycznej wiedzy, a ja jako konsument nie mogę zweryfikować, czy rzeczywiście mój kontrahent postępuje zgodnie z zasadami, plus jako kredytobiorca nie otrzymuję tego dokumentu przy zawarciu umowy, nie pisząc o informacji o ryzyku czy konkretnej, przejrzystej informacji o jego funkcjonowaniu.
Czyli - jak rozumiem - raczej trudno zakładać, że będziemy mieć powtórkę sytuacji jak z kredytami frankowymi, przynajmniej po najbliższym orzeczeniu TSUE?
- Są pewne analogie w kontekście tego, o czym należało poinformować konsumenta, żeby skutecznie to zmienne oprocentowanie, nawet jeżeli jest ono powiązane wyłącznie z WIBOR-em, wprowadzić.
- Poza tym, ten balon oczekiwań co do wagi tego rozstrzygnięcia jest napompowany. Dużo sądów i wielu sędziów ma podejście: dopóki TSUE się nie wypowie, uważamy, że te umowy są prawidłowe, więc w tym kontekście ten wyrok będzie miał wpływ dla biegu spraw, zwłaszcza jeżeli pozwoli przełamać to nastawienie, które może wynikać z chęci - jak wynika z kuluarowych rozmów - ograniczenia "zalania" sądów tego typu sprawami.
- Natomiast pamiętajmy, że jeśli ten wyrok nie będzie kluczowy dla oceny sądów, to są kolejne pytania prejudycjalne, które kładą nacisk na inne kwestie, które też mogą doprowadzić do wyeliminowania zmiennego oprocentowania z umowy, a tym samym nawet do stwierdzenia jej nieważności.
- Proszę zobaczyć, co się działo po Covidzie, kiedy WIBOR zaczął rosnąć, oprocentowanie poszło mocno w górę, a przy możliwym aneksowaniu umów i przejściu na stałą stopę była możliwość jej zamrożenia - ale nie było możliwości powrotu do stopy zmiennej, kiedy WIBOR zaczął spadać. Ludzie "zamrażali" oprocentowanie na wysokim poziomie, a potem stopy zaczęły spadać, ich oprocentowanie nie malało. Myślę, że spokojnie można było zawierać bezpieczniki: umawiamy się na stałą stopę, ale jeżeli oprocentowanie zacznie spadać wobec sytuacji na rynkach, to możemy wrócić do zmiennego oprocentowania i obniżać koszty dla konsumentów. A tak pozostało wrażenie ponownego wykorzystania konsumentów.
Taka jest specyfika kredytów o stałej stopie, choć - na marginesie - przez lukę w ustawie o kredycie hipotecznym dosyć łatwo jest takie kredyty refinansować w innym banku. Ale wracając do tematu: rozumiem, że pana zdaniem analogie do kwestii kredytów frankowych istnieją?
- Oczywiście, natomiast pytanie, ile osób wie i chce to zrobić oraz jak mają się koszty np. przygotowawcze nowego refinansowania. Długi temat.
- Wracając do pytania, tak, uważam, że analogie występują, obowiązki informacyjne są bardzo podobne. Przy kredytach frankowych bank powinien był powiedzieć: "nie wiem, o ile może się zmienić kurs, może się zmienić w sposób nieograniczony - czy bierze pan/pani na siebie takie ryzyko?". Przy zmiennym oprocentowaniu bank powinien powiedzieć: "nie wiem, ile może wynosić WIBOR i jak bardzo może się zmieniać, a może się zmienić w sposób nieograniczony - co spowoduje wzrost rat (twoich kosztów kredytobiorco) - czy akceptuje pan/pani takie ryzyko?".
- Ani przy kredytach frankowych, ani przy oprocentowaniu zmiennym takich informacji zasadniczo w umowach nie było.
Ale od wielu lat jest wynikający z rekomendacji KNF obowiązek dołączania symulacji pokazującej na konkretnych kwotach dla danego kredytu, jak zmienią się raty w przypadku wzrostu stóp w kilku wariantach. To przecież istotna informacja dla kredytobiorcy pokazująca, jak bardzo może wzrosnąć rata. Czy to będzie miało znaczenie dla oceny zapisów z punktu widzenia poinformowania o ryzyku zmiany stóp i wzrostu rat?
- Kluczowe jest to, czy klient otrzymuje informację, że WIBOR może zmienić się w sposób nieograniczony - coś, co wykracza poza symulację. Symulacja dotyczy pewnego zakresu wartości. Symulacja to jedno, ale informowanie o ryzyku nieograniczonej zmienności i tym samym potencjalnym koszcie finansowania, wzrastającym w sposób nieograniczony - to drugie. Doświadczenie pokazuje, że symulacja to jedno, a realna sytuacja, która występuje, może daleko odbiegać od symulacji.
Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz















