Sieć Społem zmniejsza skalę działalności. Obecnie działa nieco ponad 2 tys. sklepów wobec ok. 11 tys. w czasach PRL. W ostatnich latach zamknięto kilkadziesiąt placówek, a przedstawiciele sieci mówią wprost o "bolesnym procesie" dostosowywania się do silnej konkurencji ze strony większych dyskontów.
Społem znika z Polski. Sieć mierzy się z poważnymi problemami
Jak podkreśla w rozmowie z Business Insider Polska Ryszard Jaśkowski, prezes Krajowego Związku Rewizyjnego Spółdzielni Spożywców "Społem", sieć nie prowadzi jednej, scentralizowanej statystyki zamknięć, ponieważ tworzą ją niezależne spółdzielnie. Przyznaje jednak, że w ostatnich latach zamknięto "kilkadziesiąt, nawet w granicach stu sklepów w skali całego kraju".
"To proces bolesny, ale niestety wpisany w realia rynku" - mówi.
Głośna była likwidacja PSS "Społem" w Łodzi, gdzie działało dziesięć sklepów. Do zamknięć doszło też m.in. w Szczecinie, Warszawie (Wola) i Pruszkowie. Od 2019 r. zlikwidowano około 50 placówek, choć część spółdzielni równolegle otwiera nowe punkty i modernizuje istniejące.
Zdaniem władz sieci kluczową przyczyną problemów jest silna koncentracja rynku. "Przez ostatnie 30 lat polski handel rozwijał się w warunkach praktycznie nieograniczonego napływu zagranicznych sieci. Trzeba jasno powiedzieć: otwarcie rynku na potężnych, międzynarodowych graczy bez jednoczesnego stworzenia realnych mechanizmów ochrony i wsparcia dla rodzimych marek handlowych sprawiło, że dla wielu lokalnych sklepów skutki w dłuższej perspektywie były nieuniknione" - ocenia Jaśkowski.
Rynek zdominowały m.in. Biedronka, Lidl, Dino i Żabka, które dzięki skali działalności mogą negocjować niższe ceny u dostawców i intensywnie inwestować w marketing.
Sieć szuka innej drogi. "Autentyczność, lokalność, wsparcie dla polskich producentów"
Problemem Społem jest także rozdrobniona struktura - to ponad 300 autonomicznych spółdzielni. "Była jedna Łódzka Spółdzielnia Spożywców, to podzielili ją na 14 mniejszych. To wręcz niesamowity błąd, bo przy takiej konkurencji, jaka weszła w późniejszych latach, nie byliśmy w stanie konkurować z dużymi sklepami. Gdybyśmy pozostali jednym Społem, to kupując od dostawców, otrzymalibyśmy lepsze ceny" - mówiła w "Gazecie Wyborczej" Wiesława Kołek.
Sieć próbuje jednak szukać własnej drogi. Rozwija markę własną (ponad 200 produktów), program lojalnościowy i aplikację mobilną. "Autentyczność, lokalność, wsparcie dla polskich producentów, realne zaangażowanie społeczne, a także znajomość potrzeb naszych klientów" - wylicza Jaśkowski, wskazując, że Społem nie chce kopiować modelu dyskontowego, lecz oferować alternatywę zakorzenioną w lokalnych społecznościach.












