Akcje Stellantis traciły nawet 30 proc. i szorowały po dnie, spadając do najniższego poziomu od czasu powstania grupy w 2021 roku (w wyniku fuzji Fiata, Chryslera i PSA).
Stellantis ogłosił w piątek, że poniesie koszty w wysokości ponad 22,2 miliarda euro (26,5 miliarda dolarów) w wyniku ograniczenia planów związanych z produkcją aut elektrycznych - poinformował w piątek Reuters.
Zachodni producenci samochodów stoją przed największym wyzwaniem od czasu wynalezienia samochodu ponad sto lat temu: żonglowaniem inwestycjami między modelami elektrycznymi a benzynowymi, jednocześnie zmagając się z szybko rosnącą chińską konkurencją i wyższymi barierami handlowymi - komentuje w piątek Reuters. Agencja dodaje, że Stellantis jest szczególnie narażony, ponieważ w dużej mierze opiera się na sprzedaży wysokomarżowych pickupów Jeep i Ram w Stanach Zjednoczonych, gdzie popyt na pojazdy elektryczne jest wyjątkowo ograniczony.
Stellantis przeszacował tempo ekspansji aut elektrycznych
Stellantis chciał być liderem elektromobilności. Koncern zakładał, że do 2030 roku jego samochody w pełni elektryczne będą stanowiły 100 proc. sprzedaży w Europie i 50 proc. w USA. Tymczasem w całej branży pojazdy w pełni elektryczne stanowiły ponad 19 proc. sprzedaży w Europie w zeszłym roku (wzrost znacznie poniżej oczekiwań) i zaledwie 7,7 proc. sprzedaży nowych samochodów w USA. Porażka w dziedzinie elektromobilności doprowadziła m.in. do odejścia prezesa Carlosa Tavaresa, którego w ub.r. zastąpił Antonio Filosa.
Stellantis, w ramach wycofywania się z agresywnej polityki elektromobilności, zdecydował się sprzedać 49 proc. udziałów w kanadyjskim joint venture zajmującym się akumulatorami południowokoreańskiemu LG Energy Solution.















