W skrócie
- Skoro Biały Dom nie wyklucza, że interwencja militarna w Iranie może potrwać 4-5 tygodni i być połączona z inwazją wojsk lądowych, to nic dziwnego, że inwestorzy wybierają strategię risk-off, czyli wycofywania się z bardziej ryzykownych rynków, w tym z polskiego.
- Kurs Orlenu we wtorek w trakcie sesji giełdowej pogłębił spadki do 4,8 proc. po wypowiedzi premiera Donalda Tuska, że koncern ”użyje narzędzi, w tym związanych z marżą, aby wzrosty cen ropy nie odbiły się mocno na cenach paliw w Polsce”.
- W obliczu spadku wartości złotego inwestorzy żądają wyższych odsetek od polskich obligacji. Przed weekendem papiery 10-letnie na rynku wtórnym miały rentowność rzędu 4,9 proc., a teraz jest to około 5,05 proc.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Rynki światowe nerwowo, choć z pewnym opóźnieniem, zareagowały na rozpoczęte w weekend amerykańsko-izraelskie ataki na Iran. W poniedziałek 2 marca główne nowojorskie indeksy giełdowe (S&P500 i Nasdaq) po słabym początku zakończyły notowania nadspodziewanie dobrze - na niedużych plusach. Gorzej było w Europie, gdyż DAX we Frankfurcie i CAC40 w Paryżu traciły po 2 proc., ale nasz WIG20 osunął się tylko o 1 proc.
Atak USA i Izraela na Iran. Lęk przed długotrwałą wojną
W wtorek 3 marca inwestorom puściły nerwy. Najpierw duży regres nastąpił na rynkach azjatyckich. Japoński Nikkei 225 spadł o 3 proc., natomiast południowokoreański KOSPI cofnął się o ponad 7 proc. Na giełdzie w Seulu pękła "półprzewodnikowa bańka spekulacyjna".
Kluczowe wskaźniki giełdowe na Starym Kontynencie spadły o ponad 3 proc., a pesymizm udzielił się także uczestnikom handlu na GPW - WIG20 stracił na wartości aż 4,5 proc. Udany nie był także początek wtorkowych notowań na Wall Street - S&P500 i Nasdaq były przeceniane o ponad 2 proc., potem jednak nieco się poprawiły.
Cena baryłki ropy brent we wtorek wyraźnie przekraczała granicę 84 dolarów, choć 24 godziny wcześniej wydawała się stabilizować na poziomie 77-78 dolarów. Gwałtownie umocnił się dolar, a złoty bardzo dużo stracił na wartości zarówno wobec waluty Amerykanów, jak i euro.
Wiele wskazuje na to, że nastroje na rynkach pogorszyły się z chwilą, gdy zrozumiano, że amerykańska ofensywa w Iranie nie będzie powtórką z czerwca 2025 roku, kiedy konflikt wygasł po kilkudniowej wymianie ciosów rakietowych. Tym razem prezydent USA Donald Trump czas interwencji militarnej rozciągnął na cztery do pięciu tygodni i nie wykluczył inwazji wojsk lądowych. W tej sytuacji nic dziwnego, że inwestorzy wybierają strategię risk-off, czyli wycofywania się z bardziej ryzykownych rynków, w tym z polskiego, a za aktywo wyjątkowo bezpieczne uznają dolara. Prawdopodobnie doszli do wniosku, ze za walutą Amerykanów stoi wielka siła militarna USA.
Świat patrzy na Cieśninę Ormuz
Iran na zbrojny atak Izraela i USA odpowiedział paraliżem kluczowych szlaków energetycznych. Skutki zamknięcia Cieśniny Ormuz najbardziej dotkliwe są dla Europy. Ormuz to wąskie gardło w transporcie ropy i gazu LNG, od którego nasz kontynent jest niemal całkowicie uzależniony jako importer netto energii.
Notowania kontraktów na gaz w holenderskim hubie wzrosły w ciągu kilku dni o ponad 80 proc. Z kolei cena baryłki ropy brent wyraźnie przekraczająca 80 dolarów to być może dopiero początek problemów. Amerykańskie banki inwestycyjne spodziewają się poziomów w granicach 110-120 dolarów. Ten czarny scenariusz będzie mniej prawdopodobny tylko wówczas, gdy dojdzie do deeskalacji konfliktu między koalicją amerykańsko-izraelską a Iranem.
Fatalna sesja na GPW
Na giełdzie w Warszawie WIG20 we wtorek ostatecznie spadł o 4,5 proc. i znalazł się poniżej ważnej strefy oporu na poziomie 3 270 punktów. Specjaliści analizy technicznej są zdania, że w ten sposób otwierają się możliwości groźnego cofnięcia się indeksu do mniej niż 3 tysięcy punktów. We wtorek mocno poszkodowane zostały także inne indeksy polskiej giełdy - WIG spadł o 4,2 proc., a mWIG40 i sWIG80 straciły po około 3,5 proc.
Bardzo mocno przeceniony został KGHM, którego akcje potaniały o 8,3 proc., co było reakcją na spadki cen miedzi i srebra na rynkach globalnych. Tona miedzi przed weekendem kosztowała ponad 13 500 dolarów, ale teraz jest warta mniej niż 13 tysięcy. Uncja srebra w tym samym czasie potaniała z ponad 96 do mniej niż 84 dolarów. Oba metale znajdują zastosowanie w przemyśle, a spadek ich notowań wynika z lęku inwestorów, że wojna na Bliskim Wschodzie przyczyni się do zmniejszenia aktywności gospodarczej na całym świecie.
Kurs Orlenu we wtorek w trakcie sesji pogłębił spadki do 4,8 proc. po wypowiedzi premiera Donalda Tuska, że koncern "użyje narzędzi, w tym związanych z marżą, aby wzrosty cen ropy nie odbiły się mocno na cenach paliw w Polsce". Grupa Azoty została przeceniona o 4 proc, po tym, jak ogłosiła, że "w związku z niepewnością co do cen gazu czasowo wstrzymuje przyjmowanie nowych zamówień na nawozy".
Wojna na Bliskim Wschodzie zaszkodziła też sektorowi energetycznemu. WIG-Energia spadł o 4,5 proc., a akcje PGE potaniały o 4,3 proc. Bardzo słabo wypadły banki, których walory mają wysoką płynność i dlatego z reguły są wyprzedawane jako pierwsze wówczas, gdy inwestorzy działają pod wpływem negatywnych impulsów. WIG-Banki we wtorek stracił na wartości 4,5 proc.
Złoty w głębokiej defensywie
Geopolitycznej presji nie wytrzymuje złoty, a królem rynków walutowych stał się amerykański dolar. Cena eurodolara spada poniżej 1,16, podczas gdy jeszcze pod koniec stycznia przekraczała pułap 1,20. Dolarowi zdarza się teraz osiągać poziom 3,72 zł, co oznacza, że w krótkim czasie poprawił się 12 groszy i wrócił do szczytów z wiosny 2025 roku.
Niestety złoty także w relacji do euro cofnął się do poziomów sprzed niemal roku. Tu mamy wycenę osiągającą nawet 4,30 zł za wspólną walutę i błyskawiczną utratę wartości o 8 groszy. Wyprzedaż złotego jest największa od kwietnia 2025 roku, czyli od momentu, gdy Donald Trump wprowadzał wysokie cła w handlu z całym światem. Okazuje się, że w chwili globalnego kryzysu wielu uczestników rynków finansowych porzuca myśl o inwestowaniu w aktywa złotowe.
Co więcej, w obliczu spadku wartości złotego inwestorzy żądają wyższych odsetek od polskich obligacji. Przed weekendem papiery 10-letnie na rynku wtórnym miały rentowność rzędu 4,9 proc., a teraz jest to około 5,05 proc. Podwyższone odsetki to zawsze zła wiadomość dla kraju, bo ich następstwem są większe problemy z obsługą zadłużenia.
Najwięksi optymiści wśród komentatorów ekonomicznych zakładają, że prezydent Donald Trump będzie dążył do w miarę szybkiego zakończenia konfliktu z Iranem. Prezydent USA troszczy się bowiem o amerykańskich eksporterów i nie chce mieć silnego dolara. Chciałby także uniknąć wysokich cen ropy naftowej.
Ewentualne osłabienie dolara zapewne z radością przywitaliby posiadacze złota. Najważniejszy metal szlachetny w tej chwili dzieli bowiem los metali przemysłowych i tanieje. Uncja złota jeszcze pod koniec stycznia osiągała absolutne szczyty cenowe na poziomie 5 600 dolarów. W końcówce lutego też kosztowała bardzo dużo - ponad 5 400 dolarów. Jednak w wtorek 3 marca cena tej podobno "bezpiecznej przystani" spadała w okolice 5 100 dolarów. W tym wypadku działa jednak stara reguła, że im dolar więcej wart, tym złoto ma mniejsze szanse, by wspinać się na cenowe wyżyny.
Jacek Brzeski














