Spis treści:
- Światowe rynki w fazie turbulencji. Metale tracą blask
- Ryzyko się rozlewa. Cierpi rynek akcji i kryptowalut
- W okresie zawirowań to dolar będzie zwycięzcą?
Jeszcze w środę 28 stycznia notowania złota sięgnęły 5448 dolarów za uncję. Szlachetny metal miał wtedy za sobą miesiąc, w trakcie którego podrożał o ponad 25 proc. (cena za uncję 29 grudnia wynosiła 4350,20 dolarów). Ale zaraz potem rozpoczął się zjazd. 2 lutego złoto kosztowało już 4638,90 dolarów za uncję, co oznacza spadek o ponad 17 proc. w stosunku do szczytu z 28 stycznia. Potem nastało kilka dni "wzlotów i upadków". W piątek 6 lutego, tuż po 12:00 czasu polskiego, uncja złota kosztowała 4895,16 dolarów - o ponad 11 proc. mniej niż w szczycie.
Światowe rynki w fazie turbulencji. Metale tracą blask
Zmienność na srebrze jest jeszcze większa. Ona też obserwowana jest od końca stycznia - w ostatni piątek ubiegłego miesiąca nastąpiła gwałtowna korekta (po wcześniejszych oszałamiających zwyżkach) - z poziomu 115,55 dol. za uncję srebro zjechało do 85,27 dol. za uncję, nurkując o ponad 26 proc. Był to pierwszy krach na białym metalu na przełomie stycznia i lutego (2 lutego osiągnięty został dołek na poziomie 79,27 dol. za uncję). Potem srebro lekko odbiło, zbliżając się do 88 dol. za uncję w środę 4 lutego - ale w nocy z środy na czwartek czasu polskiego miał miejsce drugi krach, w efekcie którego znalazło nowy dołek (74,04 dol. za uncję nad ranem). W piątek wczesnym popołudniem cena uncji srebra oscylowała lekko powyżej 74,6 dolarów.
Niestabilnie zachowywały się w ostatnich dniach ceny palladu (spadek ze szczytu 2100 dolarów za uncję w środę 28 stycznia do 1644,50 dol. 5 lutego, w międzyczasie metal próbował odbicia), a także platyny (tu również pod koniec stycznia doszło do wyraźnego załamania, w efekcie którego z ponad 2700 dolarów za uncję platyna zaliczyła zjazd do 1977,40 dol. za uncję w czwartek 5 lutego).
- Turbulencje na rynkach zaczęły się już w zeszły piątek (30 stycznia - red.) - potwierdza w rozmowie z Interią Biznes Michał Stajniak, CFA, wicedyrektor działu analiz w XTB. - Mieliśmy wówczas bardzo mocne cofnięcie na srebrze, a także na metalach takich jak pallad i platyna. W przypadku złota wygląda to zdecydowanie lepiej.
Ekspert wyjaśnia, że struktura popytu na te metale jest zupełnie inna.
- W przypadku złota główną rolę odgrywa popyt instytucjonalny, chęć zachowania wartości aktywów i lokowania kapitału w bezpiecznej przystani. Złoto kupują banki centralne i banki komercyjne, które przechowują w nim część swoich rezerw kapitałowych. Do tego dochodzi popyt inwestycyjny na złoto fizyczne (sztabki) i papierowe (ETF-y). Czasy, kiedy za ponad 50 proc. popytu na złoto odpowiadał rynek jubilerski, już minęły.
- W przypadku srebra, palladu i platyny wiodące znaczenie ma popyt przemysłowy - tłumaczy Michał Stajniak. - Kiedy ceny dotarły do ekstremalnych poziomów, przede wszystkim, jeśli chodzi o srebro, zaczęło to ciążyć niektórym sektorom, np. sektorowi fotowoltaiki w Chinach. Ten "ból" wywołał kaskadę zamykania pozycji długich na srebrze, na platynie, na rynku kontraktów terminowych, opcji. Na rynku COMEX podnoszono jednocześnie już i tak bardzo wysokie marże dla kontraktów terminowych na te metale w reakcji na zmienność.
Ryzyko się rozlewa. Cierpi rynek akcji i kryptowalut
Przeliczył się ten, kto sądził, że po pierwszym epizodzie turbulencji (z przełomu stycznia i lutego) nastąpi stabilizacja notowań.
- Kiedy na początku tego tygodnia wydawało się, że sytuacja się uspokoiła, ryzyko przelało się na inne rynki, głównie rynek kryptowalut i akcyjny - mówi Michał Stajniak.
Przypomnijmy, że w ostatnich dniach na Wall Street przecena dotknęła akcji takich spółek jak Palantir Technologies czy największa pod względem wartości rynkowej firma na świecie - NVIDIA.
- Spadki na rynku akcji dotykają przede wszystkim spółek technologicznych, które inwestują setki miliardów dolarów w rozwój infrastruktury AI - zwraca uwagę ekspert XTB. - Mamy tutaj do czynienia ze zwiększaniem capexów (nakładów inwestycyjnych - red.) o 50 proc. i więcej rok do roku, ale nie idzie to w parze z równie silnym przyspieszeniem przychodów czy zysków. Inwestorzy zaczynają mieć w tej sytuacji wątpliwości, czy to się będzie spinać.
Na bitcoinie mamy w efekcie bardzo wyraźną wyprzedaż; w istocie brak jest jakichkolwiek pozytywnych sygnałów co do kryptowalut.
W czwartek wieczorem bitcoinowi "groził" spadek poniżej 60 tys. dolarów - przypomnijmy, że najsłynniejsza kryptowaluta osiągnęła w październiku 2025 r. historyczny szczyt na poziomie 126 tys. dolarów.
Notowania bitcoina często skorelowane są z aktywami uznawanymi za ryzykowne, takimi właśnie jak spółki technologiczne - i kiedy ich notowania spadają, traci również bitcoin.
CNBC podaje, że do spadku wartości rynku kryptowalut przyczyniła się lawina wymuszonych likwidacji (czyli automatyczne zamykanie pozycji tradera po osiągnięciu przez bitcoina określonej ceny). Cytuje dane platformy analitycznej Coinglass, według której w czwartek 5 lutego zlikwidowano długie i krótkie pozycje na kryptowalutach o wartości ponad 2 miliardów dolarów. W piątek kwota ta wynosiła prawie 800 milionów dolarów.
W okresie zawirowań to dolar będzie zwycięzcą?
A co dalej z notowaniami metali szlachetnych i przemysłowych?
- Rynek obecnie bardzo mocno szuka płynności - zwraca uwagę Michał Stajniak. - Ponieważ rynek metali był ekstremalnie przegrzany, myślę, że obecna niepewność jeszcze się nie uspokoiła. Dopóki istnieje ryzyko dalszego pogłębienia spadków na bitcoinie i rynku akcji amerykańskich, w tle pozostaje perspektywa dalszej korekty na rynku srebra, platyny i palladu. W przypadku złota wygląda to nieco lepiej, ono jest jednak bardziej stabilne - tutaj ewentualne spadki mogłyby zatrzymać się na poziomie 4000-4200 dolarów za uncję. Na Wall Street musiałoby dojść do wyprzedaży powyżej 20 proc. od szczytu, żeby to się zmieniło. Wtedy mogłoby dojść do powtórki z 2020 roku, kiedy zniżkowały wszystkie klasy aktywów, a "trzymał się" jedynie dolar.
Dolar rzeczywiście jawi się jako "zwycięzca" ostatnich dni - po burzliwym przełomie stycznia i lutego amerykańska waluta wypływa na spokojne wody.
- Teraz też obserwujemy umocnienie dolara i spadek rentowności amerykańskich obligacji - mówi Michał Stajniak. - Widać, że kapitał rotuje wyraźnie w kierunku gotówki. Pewną rolę odegrała w tym nominacja Kevina Warsha na nowego szefa Fed, co wyeliminowało jeden z czynników ryzyka dla dolara. Pamiętajmy, że metale były wykupywane także w związku z niepewnością, kto stanie na czele Fed, czy osoba ta nie doprowadzi do destrukcji zaufania do dolara. Donald Trump wskazał jednak osobę mocno poważaną na rynku, która już zasiadała w Radzie Gubernatorów.
- Trudno powiedzieć, czy Warsh będzie nadal przejawiał tak jastrzębie nastawienie, jak jeszcze kilkanaście lat temu - w ostatnich miesiącach pojawiły się pewne sygnały, że to się mogło zmienić: krytykował Fed, że za bardzo skupia się na historycznych danych, a nie na tym, jak polityka monetarna mogłaby wpłynąć na gospodarkę USA; wskazywał, że stopy procentowe są za wysokie. Odbicie na dolarze i krach na rynku metali nie jest jednak jedynie efektem uspokojenia rynku po tej nominacji - oczywiście, część inwestorów mogła zrealizować zyski po tej informacji, ale najistotniejsze jest tutaj wcześniejsze przegrzanie rynku. Pewną rolę mogło też odegrać bilansowanie na koniec miesiąca.
Tomasz Niewiński, ekspert w Biurze Strategii Rynkowych PKO BP, nie ma wątpliwości, jaka była sekwencja zdarzeń.
- Głównym powodem załamania trendów wzrostowych na rynkach metali jest dolar i wskazanie Kevina Warsha jako nowego szefa Fed przez Donalda Trumpa - mówi Interii Biznes. - Warsh nie jest tak do końca typowym "gołębiem", podobno jest też za ograniczeniem bilansu Fed. To przemawia za silniejszym dolarem niż oczekiwano. Ponieważ na rynkach zarówno metali szlachetnych jak i przemysłowych - także miedzi - było ostatnio sporo kapitału spekulacyjnego, tego typu informacja - jak to często bywa - gwałtownie odmieniła nastroje inwestycyjne, niczym kamyk poruszający lawinę. W takich sytuacjach bywają uruchamiane zlecenia sprzedaży i stop lossy (czyli stałe zlecenia automatycznej sprzedaży w momencie, gdy cena aktywa osiągnie określoną niską wartość - red.). Do tego giełda CME podniosła wymagania depozytowe, co często powoduje zamykanie pozycji. Jeśli mamy byczy trend, działa to w odwrotną stronę: inwestorzy nie są w stanie utrzymać pozycji przy wyższych wymaganiach i muszą je likwidować.
Niewykluczone jednak, że złoto nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa.
- Patrząc na indeks dolara, ewidentnie od przełomu stycznia widać umocnienie - zauważa Tomasz Niewiński. - Oczywiście, aprecjacja dolara nie jest przesądzona, poza tym rynek złota mogą wspierać czynniki takie jak: zakupy tego kruszcu przez banki centralne (wciąż najprawdopodobniej będą one podwyższone), dedolaryzacja, różne formy napięć geopolitycznych, presja na Fed w kierunku obniżania stóp procentowych czy pytania o bilans Rezerwy Federalnej.
Katarzyna Dybińska












