W skrócie
- Złoto i inne metale szlachetne drożeją m.in. dlatego, że inwestorzy gromadzą bezpieczne aktywa, spodziewając się wielkiego kryzysu zadłużeniowego. Sygnałem ostrzegawczym są dla nich ogromne problemy finansowe Francji.
- Szacuje się, że Polacy są teraz w okolicy 3-4 miejsca w Unii Europejskiej pod względem inwestowania w złoto fizyczne. Wyprzedziliśmy Brytyjczyków i doganiamy Niemców.
- Na rynku srebra hossa jest ograniczona, gdyż od początku tego roku wszystkie kraje UE muszą stosować 23-procentową stawkę VAT w odniesieniu do sztabek i monet wykonanych z tego metalu.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Najnowszy skok ceny złota ma swoją oczywistą przyczynę - notowania ruszyły w górę, gdy rynki nabrały pewności, że amerykański bank centralny jeszcze w tym roku będzie obniżał stopy procentowe, może nawet w trzech kolejnych ruchach, za każdym razem o 25 punktów bazowych. Co więcej, górę biorą prognozy, że Fed przed końcem przyszłego roku stopę funduszy federalnych sprowadzi w okolice 3 proc. Przypomnijmy, że w tej chwili na prawie tyle wyliczana jest inflacja konsumencka w USA.
Metale szlachetne coraz bardziej pożądane
Przy poważnym poluzowaniu polityki monetarnej nie będzie można dobrze zarobić na inwestycjach opartych o stopę procentową. To będzie szansa dla złota i innych metali szlachetnych, które żadnych procentów swoim właścicielom nie wypłacają. Kruszce wykorzystują także powakacyjne osłabienie dolara i są wyjątkowo atrakcyjnym towarem w okresie dużych napięć geopolitycznych, a takie mamy we Francji, w Strefie Gazy, w relacjach USA - Chiny i z powodu nasilającej się agresji Rosji na Ukrainę.
Cena uncji złota w kontraktach terminowych po raz pierwszy w historii przekroczyła granicę 3 700 dolarów, a to oznacza, że od początku tego roku wzrosła o 40 proc. Nie jest więc wykluczone, że cały 2025 rok na rynku "królewskiego metalu" zakończy się najwyższą roczną stopą zwrotu od 46 lat.
Wielu ekonomistów przywołuje najnowsze kłopoty finansowe Francji, by zwrócić uwagę na problem nadmiernego zadłużenia krajów Zachodu. Być może złoto drożeje dlatego, że inwestorzy gromadzą bezpieczne aktywa, spodziewając się wielkiego kryzysu zadłużeniowego.
Na wyobraźnię uczestników rynku może tu działać wspomnienie tego, co kilkanaście lat temu stało się z Grecją, która jesienią 2009 roku stanęła na krawędzi przepaści finansowej. Radykalnie obniżone oceny ratingowe dla tego kraju wywołały wówczas efekt "kuli śnieżnej" i uczyniły jego obligacje aktywami "śmieciowymi". Warto pamiętać, że grecki kryzys przyczynił się do trwającego dwa lata szybkiego wzrostu cen uncji złota.
Dziś też mamy skok kursu "żółtego metalu" przy jedoczesnym wzroście rentowności 30-letnich obligacji Stanów Zjednoczonych. Jeszcze rok temu była ona na poziomie 4 proc., a na początku września zbliżała się do 5 proc. Inwestorzy podbijają oprocentowanie, widząc, jak bardzo te papiery potrzebne są wielu rządom borykającym się z rosnącymi deficytami budżetowymi.
Donald Trump też postraszył inwestorów
Dla wielu analityków oczywiste jest, że szybki wzrost ceny złota to także efekt wysokich taryf celnych, które co jakiś czas proponuje światu prezydent USA Donald Trump. "Niepewność podsycają turbulencje na rynku fizycznego złota. Chwilowe objęcie szwajcarskich sztabek dodatkowymi taryfami celnymi w USA wywołało chaos w dostawach, choć decyzja została cofnięta. Rośnie jednocześnie rola Azji w kształtowaniu globalnych przepływów złota, co osłabia dominację tradycyjnych ośrodków finansowych Zachodu" - czytamy w analizie Michała Teklińskiego, eksperta firmy Goldsaver.pl.
Ten sam analityk zwraca też uwagę na eskalację ataków Donalda Trumpa na niezależność amerykańskiego banku centralnego. Prezydent USA stale domaga się radykalnych obniżek stóp procentowych, bo chce zmniejszyć koszty obsługi długu USA i osłabić dolara. Przewodniczącego Fed Jerome Powella nazywa osobą rażąco niekompetentną. Polityczne naciski na Rezerwę Federalną zachęcają inwestorów do wybierania "bezpiecznej przystani", jaką są metale szlachetne.
Wyjątkowe drogie złoto w Polsce
Historyczny rekord notowań złota mamy także na rynku polskim. W transakcjach kasowych cena uncji przekroczyła w tych dniach 13 200 złotych. Dla porównania, w październiku zeszłego roku notowano 10 800 złotych. W Polsce kruszec ciągle nie traci waloru dobrej inwestycji długoterminowej. Kurs "królewskiego metalu" wyrażony w złotych ma za sobą sześć lat z rzędu zakończonych na plusie. Na początku 2015 roku uncja złota kosztowała 4 200 zł. To oznacza, że przez dziesięć i pół roku podrożała o ponad 210 proc. W ostatnim 20-leciu mieliśmy tylko cztery takie lata, w których spadała cena kruszcu wyrażona w polskiej walucie.
Nie wolno jednak zapominać, że za 13,2 tysiąca złotych za uncję nikt nam nie sprzeda sztabki lub monety bulionowej. Za fizycznie istniejące złoto trzeba zapłacić więcej. Nabywcy w tym wypadku muszą pokryć koszty wybicia i dostawy monet oraz opłacić marżę dilera. W tej chwili monety o wadze uncji trojańskiej (31,1 g) kosztują około 14 tysięcy złotych.
Baczni obserwatorzy trendów twierdzą, że w Polsce na rynku złota fizycznego mamy trzy bestselery. Najpopularniejsza moneta to jednouncjowy Australijski Kangur. Oprócz tego wielu nabywców znajdują sztabki jednouncjowe i stugramowe. Te drugie wybierają inwestorzy działający z większym rozmachem. Szacuje się, że Polacy są teraz w okolicy 3-4 miejsca w Unii Europejskiej pod względem kupowania złota w formie fizycznej. Wyprzedziliśmy Wielką Brytanię i doganiamy Niemcy.
Rynek srebra słabszy, bo opodatkowany
Notowania srebra na świecie też są teraz bardzo wysokie. Cena uncji osiąga pułap 42 dolarów. Tak drogo było ostatnio 14 lat temu, choć do rekordu wszech czasów, czyli 50 dolarów z 1980 roku, ciągle dużo brakuje. Na polskim rynku uncja osiąga poziom 150 złotych, co poprzednio zdarzyło się w 2011 roku.
Sytuację komplikuje fakt, że od początku tego roku w krajach Unii Europejskiej obowiązuje 23-procentowa stawka VAT na srebro inwestycyjne. Obejmuje ona wszystkie formy kruszcu fizycznego. Tymczasem jeszcze do niedawna łagodniej traktowane były srebrne monety importowane, będące "przedmiotami kolekcjonerskimi". W ich wypadku stosowano stawkę VAT tylko dla marży pobieranej przez dilera.
Rezultat tegorocznej zmiany fiskalnej jest oczywisty - inwestowanie w srebro fizyczne za pośrednictwem sprzedawców z krajów Unii Europejskiej w zasadzie stało się nieopłacalne. Z powodów podatkowych za jednouncjową srebrną monetę bulionową u krajowego sprzedawcy trzeba natomiast zapłacić około 200 złotych.
Jacek Brzeski













