Reklama

Banki - dobre, bo znowu polskie

Repolonizacja sektora bankowego stała się faktem. To dobrze czy źle? Odpowiedź nie może być prosta: to zależy, co dalej...

W Polsce wyłoniła się największa grupa finansowa w Europie Środkowo-Wschodniej - Grupa PZU. Po przejęciu przez nią, wspólnie z Polskim Funduszem Rozwoju, udziałów w Pekao SA (drugim w naszym kraju - po PKO BP - największym banku detalicznym) państwo kontroluje już połowę sektora bankowego.

Reklama

Kilka ogniw z łańcucha faktów. Wynegocjowana w grudniu ub.r. cena zakupu za 32,8 proc. akcji od UniCredit (był właścicielem Pekao od 1999 r.) opiewa na niewiele ponad 10 mld zł. W lipcu ub.r. Alior Bank odkupił od Włochów 10 proc. akcji Pekao za 3,3, mld zł (wcześniej w kwietniu ub.r. zakupił część BPH). Jak wiadomo, udziały w Alior Banku w maju 2015 r. od Carlo Tassary nabyło PZU - okazyjnie, za 1,6 mld zł, przejmując 25 proc. udziałów. Tym samym przejęcie Pekao dało PZU możliwość stworzenia polskiej grupy finansowej z docelowymi łącznymi aktywami w wysokości 140 mld zł.

- Cena stanowi 1,3 wartości księgowej banku (...) to dobra okazja ze względu na dyskonto do 6-miesięcznej średniej ceny banku, a także fakt, iż bank notował historycznie niskie ceny w ciągu ostatnich paru miesięcy - tłumaczył po ogłoszeniu transakcji Michał Krupiński, szef PZU.

W ostatnich latach z rynku zniknęło kilka marek. Tylko w 2015 roku właściciela zmieniły: Nordea Bank - przejęta przez PKO BP; Meritum Bank - przejęty przez Aliora; to wchłonięte "dziedzictwo" jest w rękach państwa.

Dla dobra gospodarki

Pytanie: po co nam taka repolonizacyjna gra? Polska była ewenementem na skalę europejską, bo w kulminacyjnych momentach udział kapitału zagranicznego w bankach sięgał 75 proc.

Po prywatyzacji sektora tu i ówdzie słychać było, że banki sprzedano za tanio. W czasie ostatniego kryzysu padały zaś zarzuty, że centrale banków poza naszymi granicami ograniczały finansowanie, że przykręcały kurek z kredytami, gdy u nas ich biznes kręcił się dobrze, a sektor bankowy wyszedł z kryzysu właściwie bez szwanku.

Istotą i celem repolonizacji i udomowienia ma być - w zamyśle obecnego rządu - pozostawienie centrum decyzyjnego w kraju. Ale tak zwykle jest również, gdy bank pozostaje w rękach krajowego, ale prywatnego biznesu.

- Udomowienie czy repolonizacja nie jest niczym złym. Nacjonalizacja grozi podejmowaniem decyzji stricte politycznych, które mogą być i często bywają sprzeczne z interesem ekonomicznym - uważa Wiesław Rozłucki, były szef GPW i jej założyciel.

Nie wydaje się żadną miarą, by była to tzw. nacjonalizacja przejściowa - jak w niektórych krajach zachodnich, gdzie bank w wielkich kłopotach przejmowało (ratowało) państwo z zamiarem sprzedaży inwestorom prywatnym tak szybko, jak to możliwe.

- Na tę różnicę warto zwrócić uwagę. Ten fakt zmienia samą naturę procesu - podkreśla Rozłucki.

Kilka historii

Spektakularnym przykładem z początku lat 90. XX w. był francuski bank państwowy Crédit Lyonnais (prawie zbankrutował w 1993 r., sprywatyzowany w 1999 r., zakupiony przez Crédit Agricole w 2003 r.). Kiedyś był jednym z największych, francuskich banków, lecz upadł, bo udzielał kredytów na żądanie polityków.

Podobnie było z hiszpańskimi kasami regionalnymi pozostającymi pod silnym wpływem polityków, którzy chcieli finansować korzystne dla siebie projekty. Upadały, a w tym czasie prywatny bank Santander wprowadził politykę akwizycyjną (m.in. kupił BZ WBK).

Teraz przypadek czeski. Na początku lat 90. sektor bankowy, podobnie jak w Polsce, przeżywał kryzys. Banki dokapitalizowano i częściowo sprywatyzowano, ale państwo zachowało nad nimi kontrolę poprzez różnego rodzaju zależne agendy i fundusze. Już pod koniec lat 90. okazało się, że złe kredyty pojawiły się ponownie - i stanowią ponad 30 proc. portfeli kredytowych banków! Banki znów trzeba było dokapitalizować ze środków budżetowych... Zdecydowano wówczas, że trzeba dokończyć prywatyzację i 85 proc. sektora bankowego sprzedano inwestorom zagranicznym.

Trudno przesądzać, działalność państwowych, polskich banków w najbliższych latach zdominują - zamiast rutynowej działalności bankowej, gdzie zysk jest na pierwszym miejscu - racje polityczne, co z reguły rodzi poważne kłopoty. Ale takie niebezpieczeństwo czy pokusa zawsze w tym przypadku się czai.

- Ekipy rządowe z jednej strony regulowały, nadzorowały i ustalały polityki kredytowe i restrukturyzacyjne, ale z drugiej strony zbyt wiele funkcji skoncentrowano w jednym ręku, a to doprowadziło do kłopotów systemu bankowego. Dlatego myślę, że w Polsce niezwykle ważne są regulacje i nadzór mocno związany z niezależnym bankiem centralnym, którego konstytucyjną rolą jest stabilizowanie, ochrona wartości pieniądza i odpowiedzialność za stabilność makroekonomiczną kraju - powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Co z tego wyniknie?

- Powrót polskiego kapitału do struktury akcjonariatu banku Pekao z pewnością przyczyni się do wzmocnienia stabilności sektora bankowego, a co za tym idzie - polskiej gospodarki - zapewnia wicepremier Mateusz Morawiecki.

Otwarte tylko pozostaje pytanie, czy w przypadku zmiany koniunktury na rynku, nadejściu kolejnego kryzysu bądź jakichkolwiek zawirowań, Polska jest przygotowana na ratowanie banków...

Polonizacja sektora bankowego ma wielu zwolenników. Trudno nawet znaleźć zdecydowanego, jednoznacznie zdeklarowanego przeciwnika. Zwolennicy udomowienia podkreślają, że istotą tego procesu powinno być "profesjonalne zarządzanie" (są wzorce w Niemczech czy Francji) i to rynek plus koniunktura pokażą, czy podjęte decyzje były trafne. Zwróćmy przy tym jeszcze na wszelki wypadek uwagę, że pojęcia "udomawianie" i "przyrost własności państwa" to nie synonimy.

Czy przejęcie Pekao przez PZU i PFR to zatem krok w złym kierunku? - zapytaliśmy Stefana Kawalca (byłego wiceministra finansów w rządzie Waldemara Pawlaka, a dziś prezesa Capital Strategy), który był prekursorem określenia "udomowienie banków".

- Mówiąc o tzw. udomowieniu banków, miałem na myśli to, by banki miały faktyczne centra decyzyjne w Polsce - uściśla Kawalec. Przestrzegał i przestrzega przed zwiększaniem udziału w sektorze bankowym banków kontrolowanych bezpośrednio lub pośrednio przez Skarb Państwa. Możliwość wpływu polityków na to, komu banki udzielają kredytów, rodzi jego zdaniem poważne ryzyko, na którym sparzyło się wiele krajów.

- Mogłoby to być krokiem w dobrym kierunku, gdyby transakcja miała charakter pomostowy. Wiadomo, że UniCredit szukał kupca na polskie aktywa, a nie było o to łatwo, bo krajowego kapitału o takiej skali jest stosunkowo niewiele, a zagraniczni inwestorzy raczej się wstrzymują od inwestycji w polskie banki ze względu na ryzyko regulacyjne - rozważa Kawalec. - Zakup pakietu akcji Pekao mógłby być korzystny dla przyszłości sektora bankowego pod warunkiem, że istniałby scenariusz, iż za pewien czas przejęte przez PZU i PFR akcje trafią poprzez giełdę do drobnych akcjonariuszy, po uprzednim wprowadzeniu statutowego ograniczenia prawa głosu dla jednego akcjonariusza. Wątpię jednak, czy taki scenariusz istnieje, a tym bardziej: czy byłby realizowany.

Wiesław Rozłucki uważa natomiast, że "repolonizacja czy też nie" to tylko część układanki.

- Najważniejsze, by bank był zarządzany profesjonalnie. Każdy z nich zobowiązany jest do ochrony depozytorów, dlatego musi prowadzić ostrożną politykę kredytową. Ostrożną i profesjonalną! - radzi Rozłucki. Bo jeśli centrum decyzyjne znajduje się w Polsce, można powiedzieć, że bardziej "czuje puls polskiej gospodarki". Jeśli jednak jest podatne na wpływy polityków, to ta zaleta przestaje istnieć.

- Wtedy jakaś część kredytów jest udzielana bez należytej ostrożności, a jedynie z motywów politycznych. I to nie jest cecha polskich banków państwowych, ale banków narodowych w każdym kraju. Dlatego nie można powiedzieć, że repolonizacja to samo dobro lub samo zło. Wszystko zależy od tego, jaką politykę będzie prowadził zarząd banku - zwraca uwagę Rozłucki.

Na szczęście - podkreślają nasi rozmówcy - jest Komisja Nadzoru Finansowego. Oby działała jak dotychczas, czyli wymagała od banków w Polsce ostrożnego, rozważnego prowadzenia interesów - bez względu na formę własnościową. Jeśli tak się stanie, efekt przejęcia Pekao może być według Rozłuckiego pozytywny.

- W dobrze pojętym polskim interesie jest to, by przynajmniej połowa kapitału w sektorze bankowym była tworzona przez polskie firmy - uważa Krzysztof Pietraszkiewicz. Wtedy kraj może się rozwijać stabilnie i jest mniej podatny na "szok z zewnątrz". Ale szef ZBP zastrzega, że wszystko zależy od tego, jaki charakter ma ten kapitał: czy jest rozproszony, należący do wielu podmiotów, które pilnują, wspólnie z nadzorem, by dana instytucja finansowa była bezpieczna i zarządzana efektywne.

- Przejęcie Pekao przez PZU generalnie oceniam jako ruch w dobrym kierunku. Ważne, by zapewnić stabilny i bezpieczny sposób zarządzania. Myślę, że uda nam się to przeprowadzić - sumuje Pietraszkiewicz.

Polski sektor bankowy pozostaje dziś dobrze dokapitalizowany, płynny i rentowny. Ale piętrzą się oczekiwania finansowe względem banków, pojawiają się zagrożenia o charakterze rynkowym i regulacyjnym. Nawet Komisja Europejska wymienia kilka z nich (np. obciążenia z tytułu podatku bankowego, potencjalne koszty przewalutowania kredytów frankowych oraz wpłaty na rzecz Bankowego Funduszu Gwarancyjnego).

Niezależnie od obciążeń, zysk netto sektora bankowego między styczniem a listopadem 2016 r. wyniósł 13 mld 035 mln zł, co oznacza wzrost o 20,5 proc. rok do roku. Banki mają się zatem nieźle. Tak trzymać - bez wyjątku i bez względu na rodzaj własności.

Autor: Katarzyna Walterska

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Dowiedz się więcej na temat: bank | lokaty | kredyt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »