Spis treści:
- Donald Trump coraz bardziej gra na nerwach UE. "Wyraźny sygnał ostrzegawczy"
- Amerykanie są obecnie filarem gazowego bezpieczeństwa Europy
- UE szuka nowych źródeł dostaw LNG. Jakie ma opcje?
- UE zaostrza retorykę. Ale czy stać ją na kolejny szok cenowy?
"To bardzo niespokojne czasy" - takimi słowami zwrócił się pod koniec stycznia do dziennikarzy w Brukseli Dan Jørgensen, unijny komisarz ds. energii. Z jego wypowiedzi przebijał ton, że Europa nie może już spać spokojnie. "Tym, co sprawiło, że sytuacja stała się bardziej poważna i złożona, są napięte stosunku ze Stanami Zjednoczonymi i fakt, że mamy do czynienia z amerykańskim prezydentem, który nie wyklucza użycia siły przeciwko Grenlandii" - powiedział Jørgensen.
Donald Trump coraz bardziej gra na nerwach UE. "Wyraźny sygnał ostrzegawczy"
Prezydent Donald Trump od początku swojej drugiej kadencji nie jest łatwym partnerem dla Unii Europejskiej, ale jego ostatnie poczynania związane z Grenlandią - wywieranie presji na Danię i innych sojuszników z NATO oraz otwarte rzucanie gróźb przejęcia wyspy siłą - położyły się większym niż dotychczas cieniem na transatlantyckich relacjach. Dan Jørgensen nazwał te wydarzenia "wyraźnym sygnałem ostrzegawczym". W tym kontekście zapowiedział, że Unia Europejska zintensyfikuje działania mające na celu dywersyfikację źródeł dostaw energii, tak, by jej zależność od amerykańskiego skroplonego gazu ziemnego - który płynie na Stary Kontynent coraz szerszą falą - nie była aż tak wielka.
Ale wykonanie tego rodzaju wolty nie będzie łatwe, tym bardziej, że to właśnie USA - po inwazji Rosji na Ukrainę i radykalnej zmianie nastawienia Europy do czerpania z rosyjskich zasobów naturalnych - stały się jednym z głównych dostarczycielem gazu dla krajów UE.
Amerykanie są obecnie filarem gazowego bezpieczeństwa Europy
Według najnowszego kwartalnego raportu na temat stanu europejskich rynków gazu dostępnego na stronach Komisji Europejskiej (zawiera dane na koniec II kwartału 2025 r.), w okresie od kwietnia do czerwca 2025 r. wolumen importu gazu do UE wzrósł o 9 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem i o 8 proc. w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, do 75 mld m sześc. Wzrost ten nastąpił w głównej mierze dzięki rekordowej zwyżce importu skroplonego gazu ziemnego (LNG) - w II kw. 2025 r. Europa sprowadziła 35 mld m sześc. tego surowca, o 11 proc. więcej w porównaniu z I kw. 2025 r. i aż o 37 proc. w porównaniu z II kw. 2024 r. Dane te odzwierciedlają ciągły ruch w kierunku zastąpienia gazu transportowanego gazociągami z Rosji przez gaz płynny - LNG stanowił w omawianym okresie 46 proc. całkowitego importu gazu do UE.
Największy udział w imporcie LNG do UE w II kw. ub. r. miały Stany Zjednoczone (58 proc., wolumenowo 20,3 mld m sześc.), na drugim miejscu znalazła się Rosja (14 proc.,4,9 mld m sześc.) - należy pamiętać, że UE, zgodnie z porozumieniem z końca stycznia, wstrzyma import rosyjskiego skroplonego gazu ziemnego do końca 2026 roku - a na trzecim Katar (8 proc., 2,7 mld m sześc.).
Z kolei według danych Eurostatu w III kw. 2025 r. udział USA w imporcie LNG do Europy wyniósł 59,9 proc. i był oczywiście największy, drugie miejsce pod tym względem przypadło Rosji (12,7 proc.), trzecie Algierii (7,7 proc.), a czwarte Katarowi (6 proc.).
Donald Trump uczynił dążenia do maksymalizacji eksportu amerykańskiego gazu jednym z motywów przewodnich swojej polityki gospodarczej i swoistych "transakcji wiązanych", które zawiera z partnerami - takich, jak porozumienie UE-USA ws. ceł z lipca 2025 r., w ramach którego Europa zobowiązała się do zakupu energii ze Stanów Zjednoczonych o łącznej wartości 750 mld euro. Szefowa KE Ursula von der Leyen precyzowała wówczas, że UE będzie kupować rocznie LNG za 250 mld dolarów przez trzy kolejne lata prezydentury Donalda Trumpa.
UE szuka nowych źródeł dostaw LNG. Jakie ma opcje?
Tymczasem Dan Jørgensen, dopytywany o to, jakimi kierunkami importowymi UE mogłaby zastąpić Stany Zjednoczone, odparł: "Z pewnością Kanada, Katar, kraje Afryki Północnej". Czy to w ogóle realne?
Kanada pojawia się w tym zestawieniu nie bez powodu - w sierpniu ub. r. kanclerz Niemiec Friedrich Merz gościł w Berlinie kanadyjskiego premiera Marka Carneya. Owocem tego spotkania było podpisanie umowy o partnerstwie w sprawie minerałów krytycznych. Carney ogłosił też, że jego kraj zwiększy potencjał eksportu LNG do Niemiec i innych europejskich państw - jednak nie stanie się to z dnia na dzień. Konieczne będą potężne inwestycje w infrastrukturę portową i przesyłową. Kanadyjski minister energii Tim Hodgson poinformował w tym kontekście, że na ukończenie tych inwestycji potrzeba od 5 do 7 lat, tak więc przesył kanadyjskiego LNG do Niemiec może ruszyć na większą skalę w 2030-2032 r.
Podobnie rzecz ma się z Afryką Północną. Nadzieje Europy związane z importem gazu (nie tylko skroplonego) z tej części świata są duże i są pielęgnowane od dawna. Odżyły na nowo, kiedy we wrześniu 2025 r. Libia i Nigeria podjęły przerwane niegdyś rozmowy o budowie gazociągu, który miałby połączyć Afrykę z Europą (miałby on biec z Nigerii do Libii). Ale tutaj też piętrzą się przeszkody - nie tylko natury logistycznej, ale też politycznej: rurociąg musiałby biec przez Niger, gdzie po zamachu stanu z 2023 r. sytuacja jest skrajnie niestabilna i utrzymuje się wysokie zagrożenie terrorystyczne. Więcej informacji o możliwościach sprowadzania gazu z Afryki do Europy można znaleźć na stronach Interii Biznes.
Zarazem warto pamiętać, że Afryka Północna nie kończy się przecież na Libii - ambicje dostarczania gazowego paliwa do Europy ma też Egipt. Egipski portal Al Manassa informował na początku stycznia, że tamtejsze Ministerstwo Ropy i Zasobów Mineralnych ma plany, by wyeksportować do krajów europejskich oraz Libanu około 22 mld m stóp sześc. LNG (ok. 623 mln m sześc.) w pierwszych dwóch miesiącach bieżącego roku. Algieria, która według cytowanych wyżej danych Eurostatu w III kw. ub. r. była trzecim największym dostarczycielem LNG do UE, już teraz jest czołowym dostawcą skroplonego gazu ziemnego do Włoch. W porównaniu z obecnym udziałem Amerykanów w dostawach LNG do Europy kontrybucja krajów afrykańskich jest jednak znikoma.
- Moim zdaniem słowa komisarza Jørgensena zostały wypowiedziane raczej jako argument w polityce zagranicznej niż jako realne wskazanie nowych kierunków, z których Europa chciałaby skorzystać w kontekście dostaw LNG - mówi Interii Biznes Jakub Szkopek, analityk Erste Securities. - Pamiętajmy też, że inwestycje w infrastrukturę do skraplania gazu i eksportu LNG to procesy, które ciągną się latami - przykładem USA, które w ostatnich latach bardzo mocno inwestowały w tym obszarze i będzie to widoczne w latach kolejnych.
UE zaostrza retorykę. Ale czy stać ją na kolejny szok cenowy?
Rozmówca Interii Biznes uważa, że odwrót od robienia gazowych interesów z USA byłby dla Europy ryzykowny.
- W obecnej sytuacji raczej nie ma miejsca, by obrażać się na Stany Zjednoczone. Dane z 30 stycznia pokazują, że zapasy w magazynach gazu w Europie spadły do 44 proc., to najniższy poziom od 2022 r., jeśli chodzi o ten okres roku (średnia 10-letnia to 58 proc.). Z powodu styczniowych mrozów (i zapowiadanych niskich temperatur na początek lutego) gazu ubywa i będzie ubywać szybciej niż w latach poprzednich. Żeby odbudować te zapasy, trzeba by szybko sprowadzić 60 mld m sześc. LNG. Wkrótce więc rzeczywistość powie "sprawdzam" deklaracjom polityków.
Z kierunków importowych LNG wymienionych przez komisarza Jørgensena pozostaje jeszcze Katar. Ale nie dalej jak w listopadzie ub. r. ten jeden z największych producentów gazu skroplonego na świecie zagroził wstrzymaniem dostaw surowca do UE, jeśli Wspólnota nie złagodzi przepisów dotyczących odpowiedzialności w łańcuchach dostaw. Mowa o dyrektywie CSDDD, która ma skłonić firmy z całego świata handlujące z UE, by przestrzegały zasad zrównoważonego rozwoju i praw człowieka na każdym etapie produkcji; w razie naruszeń tej dyrektywy państwa członkowskie będą mogły nakładać na te firmy kary sięgające 5 proc. ich globalnego obrotu. Przepisy dotyczą przedsiębiorstw osiągających na unijnym rynku przychody powyżej 450 mln euro rocznie - objęłyby więc katarski państwowy koncern naftowo-gazowy QatarEnergy. Sytuacja na tej linii jest więc napięta.
- Europa oczywiście może spoglądać w kierunku Kataru - przez cieśninę Ormuz przepływa obecnie 20-30 proc. światowych dostaw gazu - zauważa Jakub Szkopek. - Ale konflikt z 2022 r. i zaprzestanie dostarczania gazu przez Rosję na światowe rynki pokazuje, że wszelkie przetasowania tego typu to ogromne koszty, które w ostatecznym rozrachunku ponoszą konsumenci i przemysł, a co za tym idzie - także budżety państw. Pamiętajmy, że jeszcze niedawno rządy europejskie wprowadzały rekompensaty dla konsumentów z uwagi na wysokie rachunki za gaz, jak również dotowały energochłonne zakłady przemysłowe, które w 2022 r. zawieszały działalność w obliczu rosnących kosztów produkcji. Pytanie, czy Europę w obecnej sytuacji stać na kolejny szok cenowy.
Komisarz Jørgensen powiedział, że nie rozmawiał jeszcze ze swoim amerykańskim odpowiednikiem (sekretarzem energii USA Chrisem Wrightem) od czasu, kiedy Donald Trump zaostrzył swoją retorykę na temat Grenlandii - i podkreślił, że UE nie ustaliła żadnego formalnego progu importu amerykańskiego LNG, który byłby uważany za zbyt duży. Dodał, że na razie amerykański gaz pozostaje "niezbędny" do zastąpienia rosyjskich dostaw gazu do Europy.
Katarzyna Dybińska











