Co robi Fed, żeby obronić swoją niezależność? Rada Gubernatorów zatwierdziła 11 z 12 prezesów regionalnych banków Rezerwy Federalnej na kolejne pięcioletnie kadencje. To zwiększa trudność dla prezydenta USA, żeby Fed obsadzić swoimi ludźmi, którzy będą podejmowali decyzje o stopach procentowych zgodnie z jego wolą.
Przypomnijmy - Donald Trump przejawiał apetyt na podporządkowanie sobie banku centralnego już za I kadencji w latach 2016-20. Gdy objął urząd prezydenta po raz drugi w styczniu 2025 roku przystąpił do frontalnego natarcia. Powodem jest to, że jego zdaniem Fed utrzymuje zbyt wysokie stopy procentowe, które nie służą jego polityce gospodarczej. Ponieważ nie ma argumentów merytorycznych, żeby do swojego poglądu przekonać bankierów centralnych, kierujących się wynikającym z prawa mandatem, jakim jest troska o stabilność cen i maksymalne zatrudnienie, chce ich do tego przymusić albo wymienić.
Umacnianie populistycznej dyktatury
Próby rozszerzanie władzy prezydenta poza jej zwyczajowe, czy może nawet konstytucyjne granice, to charakterystyczny rys prezydentury Trumpa, będący zresztą immanentną cechą populistycznej dyktatury. Na przeszkodzie woluntaryzmu stoją fundamentalne dla działania demokratycznego państwa mechanizmy kontroli i równowagi (checks and balances), nie pozwalające na koncentrację nadmiernej władzy w jednych rękach bądź w instytucji. Wniosek - trzeba je zburzyć.
Na Węgrzech się to udało, w Polsce doprowadziło do paraliżu lub fasadowości licznych instytucji, zwłaszcza w wymiarze sprawiedliwości, a w USA? W USA działania Trumpa pokazują krok po kroku jak krucha jest amerykańska demokracja, niepewna konstytucja, nieprecyzyjne ustawodawstwo.
Fakt, że Trump nie żartuje, a Rezerwa Federalna była wzorcem niezależnego banku centralnego przez 100 lat, zmobilizował bankierów centralnych do działania. Przypomnijmy jednak najpierw skomplikowaną strukturę Fed. Bankiem centralnym zarządza siedmioosobowa Rada Gubernatorów, której przewodniczy Jerome Powell. Oprócz tego struktura obejmuje 12 banków regionalnych, które zajmują się stabilnością transmisji polityki monetarnej do gospodarki w swoich okręgach, odpowiadają za nadzór i stabilność komercyjnych banków regionalnych, obsługę płatności i gotówki, rozliczenia między bankami i pomiędzy bankami a Fed, a także działalność badawczą oraz sprawy konsumenckie.
Decyzje o polityce pieniężnej podejmuje Federalny Komitet Operacji Otwartego Rynku (FOMC). W jego skład wchodzi siedmiu gubernatorów Fed oraz 12 prezesów banków regionalnych. W głosowaniach biorą udział gubernatorzy, prezes Fed w Nowym Jorku oraz rotacyjnie czterech z pozostałych 11 prezesów banków regionalnych. W sumie na każdym posiedzeniu ręce podnosi 12 gniewnych bankierów.
11 prezesów banków regionalnych ma nowe kadencje
Członkowie Rady Gubernatorów wybierani są na kadencje 14-letnie, a przewodniczący i jego zastępcy na cztery lata. Kadencja Jerome'a Powella na stanowisku przewodniczącego kończy się w maju tego roku, ale jako gubernatora - dopiero w styczniu 2028 roku. Przewodniczący Rady i gubernatorzy są powoływani przez prezydenta za akceptacją Senatu, ale nie są odwoływalni. Chyba, że popełnią przestępstwo - wtedy odwołuje ich prezydent.
Kadencje prezesów banków regionalnych trwają pięć lat. Ich kandydatury przedstawiają 9-osobowe Rady Dyrektorów działające w danym regionie. Takie rady składają się z przedstawicieli regionalnego sektora finansowego organizacji biznesowych i społecznych. Wskazany przez nie kandydat i jego zastępca są powoływani przez Radę Gubernatorów Fed.
I właśnie w grudniu regionalne rady oceniły pozytywnie dotychczasowych prezesów i wskazały ich na kolejną kadencję. 11 grudnia gubernatorzy powołali na pięć lat jedenastu z 12 dotychczasowych przewodniczących regionalnych banków Rezerwy Federalnej oraz ich zastępców. Wakat pozostaje jedynie na stanowisku prezesa Fed w Atlancie, gdzie Raphael Bostic ma odejść z początkiem 2026 roku na emeryturę. Nominację na wiceprzewodniczącą banku w Atlancie dostała Cheryl Venable.
O ile prezydent może starać się usunąć kogoś z Rady Gubernatorów, nie ma wpływu na odwołanie prezesa banku regionalnego. Może to zrobić Rada Gubernatorów, ale musi podać przyczynę. Żeby dobrać się "od strony" banków regionalnych do składu FOMC, Trump musiałby mieć większość w Radzie Gubernatorów, a i tak nie miałby wpływu na to, kogo nominują w okręgach członkowie rad dyrektorów. To byłoby długotrwałe i żmudne zajęcie, skazane na wiele porażek, a być może także - na kompromitację.
Po co Trumpowi głowa Lisy Cook?
Trump musi zatem walczyć o przeprowadzenie zmian personalnych w Radzie Gubernatorów, a tych chronią wieloletnie kadencje. Na razie w siedmioosobowym składzie ma trzy osoby skłonne popierać jego żądania dotyczące polityki monetarnej - Michelle Bowman, Christophera Wallera i Stephena Mirana. Kadencja Mirana jest tzw. "dopełniającą". Dzieje się tak, gdy gubernator rezygnuje przed terminem i na to miejsce powoływany jest następca. Ten jednak kończy kadencję w terminie upływającym dla gubernatora, którego zastąpił. Miran został powołany do końca stycznia i wtedy Trump może zrobić to ponownie, albo też zmienić na kogoś innego z myślą o tym, że w maju zastąpi Jerome'a Powella. Najwyższe notowania jako kandydat na następcę przewodniczącego ma Kevin Hassett, doradca ekonomiczny prezydenta.
Skoro Jerome Powell po zakończeniu kadencji przewodniczącego może pozostać gubernatorem, Trump potrzebuje krwi natychmiast. Stąd jego atak na Lisę Cook, której jego administracja zarzuca rzekome podanie nieprawdy we wniosku o kredyt hipoteczny. To jednocześnie element wojny o Fed, ale też szerszej - o przesunięcie granic uprawnień prezydenta.
Trump podjął w sierpniu decyzję o zwolnieniu Lisy Cook, choć sprawa jej wniosku o kredyt hipoteczny toczy się przed sądem. W październiku sąd orzekł, że Lisa Cook ma pozostać na swoim stanowisku do czasu rozstrzygnięcia sprawy. Kwestia jej zwolnienia trafiła w końcu do Sądu Najwyższego i ten ma się nią zająć 21 stycznia.
Po co Trumpowi głowa Lisy Cook? Jeśli uda się ją wyrzucić z Fed, może mieć przewagę w Radzie Gubernatorów 4:3 nawet jeśli Jerome Powell po zakończeniu kadencji przewodniczącego pozostanie gubernatorem. Ale - i tak nie będzie miał przewagi w decydującym o stopach procentowych FOMC.
…
Politolodzy mówili, jeszcze przed objęciem przez Trumpa urzędu prezydenta po raz drugi, że pierwszą linią obrony amerykańskiej demokracji będzie tzw. głębokie państwo, czyli administracja federalna, a zatem urzędnicy działający w granicach prawa i przestrzegający procedur. Trump był na to przygotowany. Powołał słynny DOGE z Elonem Muskiem na czele i w szeregach administracji dokonał rzezi. Teraz usiłuje odwoływać szefów instytucji publicznych, które nie są bezpośrednio podporządkowane rządowi. Tak jest z Rebeką Slaughter, szefową FTC, czyli amerykańskiego odpowiednika urzędu ochrony konkurencji i konsumentów.
Do tej pory Sąd Najwyższy, do którego Trump powołał jeszcze w poprzedniej kadencji sześciu sędziów będących poplecznikami MAGA w dziewięcioosobowym składzie, wspierał wszystkie jego decyzje w sprawach wyrzucania urzędników, jak również polityki imigracyjnej, cięć w pomocy zagranicznej, ograniczania praw osób transpłciowych, itp. We wrześniu zezwolił na usunięcie ze stanowiska Rebeki Slaughter, choć ta zaskarżyła decyzję prezydenta, gdyż ustawa mówi, że szefowie tego urzędu mogą być odwoływani przez prezydenta wyłącznie za "nieudolność, zaniedbanie obowiązków lub nadużycie władzy".
Tamta decyzja Sądu Najwyższego otworzyła drogę Trumpowi do decydowania kto będzie szefem instytucji publicznych, które tak zostały umocowane w prawie, by nie podlegały prezydenckiemu woluntaryzmowi, a więc zgodnie z zasadą kontroli i równowagi. A do takich instytucji należy Fed.
Mimo to z amerykańskiego Sądu Najwyższego popłynęło dotąd kilka sygnałów, że na kwestię stanowisk w Fed może on patrzeć inaczej. Agencja Reuters odnalazła artykuł sędziego Bretta Kavanaugha, który napisał w nim, że "w niektórych sytuacjach warto odizolować określone agencje od bezpośredniego nadzoru lub kontroli prezydenta - przykładem może być Rada Rezerwy Federalnej".
Niewykluczone, że Fed po decyzji sądu pozostanie jedyną instytucją, na którą władza prezydenta nie zostanie bezpośrednio rozciągnięta. To nie znaczy, że Trump nie będzie próbował dalej. I nie znaczy to także, że USA pozostaną krajem, w którym będzie obowiązywać zasada kontroli i równowagi. Przeciwnie - zostanie ona prawdopodobnie całkowicie pogrzebana.
Jacek Ramotowski















