Reklama

Inflacja znowu się rozpędza. Takiego skoku nie doświadczyliśmy od kwietnia

Choć wielu ekonomistów spodziewało się w październiku inflacji rocznej 18 plus, ta podskoczyła do 17,9 proc. Ale dwójkę z przodu jeszcze zobaczymy, najpewniej na początku 2023 roku. Ceny konsumpcyjne wzrosły miesiąc do miesiąca o 1,8 proc. Takiego skoku nie doświadczyliśmy od kwietnia. Drożeje wszystko. Inflacja znowu się rozpędza.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Dlaczego - pomimo miesięcznego skoku - ceny w skali roku wzrosły "tylko" do 17,9 proc.? Odpowiedzią jest tzw. efekt bazy. W ubiegłym roku w październiku inflacja nabierała szaleńczego tempa. W ciągu miesiąca ceny wzrosły o 1,1 proc. w porównaniu z wrześniem, gdy we wrześniu - o 0,7 proc., a w sierpniu - o 0,3 proc. To pchnęło roczną inflację w październiku do 6,8 proc. Teraz ceny rosną jeszcze szybciej, ale jeśli porównać roczne tempo, w zeszłym roku i w tym, to w tym jest nieco mniejsze. Ponieważ ceny rosły bardzo szybko i w listopadzie i w grudniu, to jest szansa, że w tym roku nie zobaczymy jeszcze dwójki z przodu.

Reklama

Tempo wzrostu cen nie przypomina "płaskowyżu"

Ale tempo wzrostu cen w niczym nie przypomina "plateau" profesora Adama Glapińskiego, prezesa NBP. Po ogłoszeniu przez NBP poprzedniej projekcji inflacji i PKB zapowiadał on, najszybszy wzrost cen na miesiące letnie, a potem - "płaskowyż".

- Nie tylko nie zmaterializował się scenariusz szczytu inflacyjnego latem 2022, ale coraz trudniej obronić także tezę o inflacyjnym płaskowyżu. Lokalny szczyt inflacji wciąż jest przed nami - napisał w komentarzu analityk ING Banku Śląskiego Adam Antoniak.

GUS ogłosił jedynie szacunek wstępny inflacji. Dokładne dane poznamy w połowie listopada. Ale już wiadomo, że na październikową inflację najmocniej wpłynęły ceny żywności oraz paliw. Te ostatnie zdrożały w ciągu roku o 19,5 proc., a w ciągu miesiąca o 4,1 proc. Powodem takiego wzrostu cen była decyzja kartelu OPEC Plus o cięciu produkcji o 2 mln baryłek na początku października. Wcześniej, od czerwca do września, ceny ropy spadły aż o 25 proc. co w niewielkim stopniu przełożyło się na płacone rachunki na stacjach benzynowych. Decyzja kartelu stała się znowu okazją do październikowych spektakularnych podwyżek przy dystrybutorach.

Żywność będzie jeszcze drożeć

Wiadomo, że ceny paliw będą się wahać i niewiele na to poradzimy, choć efekty dałaby pewnie zmiana monopolistycznej struktury rynku w Polsce. Inaczej jest z cenami żywności. Te wzrosły w październiku aż o 2,7 proc., a w ciągu roku o 21,9 proc. Czy jest szansa, że się zatrzymają?

Pragnący zachować anonimowość przedstawiciel wielkiego polskiego koncerny przetwórstwa rolno-spożywczego mówi, że jego firma kupuje mleko od rolników po 2,8 zł za litr. Dodaje, że koszty produkcji litra mleka dla rolników wynoszą obecnie ok. 2,4 zł. Teoretycznie jest więc przestrzeń do spadku nawet o kilkanaście procent. Ale rolnicy stawiają przetwórców pod ścianą i z ceny nie chcą zejść. Na konkurencyjnym rynku spożywczym jego firma na razie bierze znaczną część wzrostu kosztów zakupu mleka na siebie. Co będzie dalej?

- Może trzeba będzie się przerzucić na produkty seropodobne - mówi rozmówca Interii.

Zgodnie z tym, o czym pisaliśmy już kilka razy w Interii, potencjał do wzrostu cen żywności jeszcze się nie wyczerpał. W Polsce w okresach silnej inflacji wzrost cen żywności przygasał jedynie w miesiącach letnich. Dane GUS ze skupu we wrześniu pokazują podwyżki cen zbóż przekraczające w skali roku 50 proc., ziemniaków - 60 proc., trzody chlewnej - 75 proc., drobiu - 60 proc. To wszystko nie znalazło jeszcze odzwierciedlenia w cenach na sklepowych półkach.      

- Niestety, silne wzrosty cen żywności będą dalej napędzać inflację w najbliższych miesiącach - napisali analitycy banku Pekao.

GUS podał, że ceny nośników energii wzrosły w skali roku o 41,7 proc. W październiku nieco przyhamowały, bo miesięczny wzrost wyniósł 2,0 proc. Zdaniem analityków Pekao presję na wzrost cen energii osłabiła wyjątkowo ciepła pogoda. Wiadomo jednak, że nadchodzi listopad, a potem przyjdzie grudzień. Rynkowe ceny prądu i gazu mogą się mocno wahać i powodować inflacyjne niespodzianki.

A co, jeśli zima będzie mroźna?

W styczniu czeka nas także podwyżka taryf za energię elektryczną i gaz, a jeszcze wcześniej prawdopodobnie wzrost cen ogrzewania dla użytkowników ciepła systemowego i ciepłej wody. Zasada dotycząca cen prądu ma być taka, że opłaty wzrosną po przekroczeniu określonych progów zużycia. Pomimo urzędowych ograniczeń wzrostu cen i tak dołożą one kilka punktów do ogólnego wskaźnika inflacji, jeśli zima będzie ciepła. Jeśli będzie mroźna, to szacunki mówią, że w elektrociepłowniach i gospodarstwach domowych może zabraknąć węgla. Wtedy w ogóle nie będzie sensu mówić o cenach.

Analitycy typują, że szczyt inflacji nastąpi w lutym - z oczywistych powodów. W lutym tego roku rząd wprowadził tzw. tarczę antyinflacyjną polegającą na obniżkach VAT lub akcyzy od nośników energii czy też paliw. Ta "tarcza" spowodowała, że roczny wskaźnik wzrostu cen obniżył się w lutym do 8,5 proc. z 9,4 proc. w styczniu. Dodatkowo zadziała zatem "efekt bazy" - tempo wzrostu cen w lutym tego roku osłabło, więc w lutym przyszłego roku okaże się znacznie szybsze. Nikt już nie ma wątpliwości, że wtedy zobaczymy dwójkę z przodu.

W kształtowaniu procesów inflacyjnych nastąpiła natomiast pewna zmiana. O ile inflacja zaczęła wymykać się spod kontroli jeszcze w 2019 roku z powodu niesłabnących transferów konsumpcyjnych, teraz wciąż podbijają one wzrost cen, ale już za nim nie nadążają. Spadają płace realne i popyt na dobra trwałego użytku. Polityka pieniężna zdławiła kredyt, a ludzie, którym nie starcza na życie zaczęli posiłkować się znowu chwilówkami.

Teraz rolę koncertmistrza w inflacyjnej kantacie przejmuje szok energetyczny, podobnie jak w innych krajach Europy i strefy euro. Już nie popyt, ale wzrost kosztów spowodowany wzrostem cen energii napędza wzrost inflacji bazowej. Według szacunków analityków skoczyła ona z 10,7 proc. we wrześniu do ponad 11 proc. Inflacja się w ten sposób "rozlewa" na wszystkie obszary konsumpcji, wytwórczości, handlu i usług.

Co będzie po tym, gdy zobaczymy już dwójkę z przodu? Analitycy mówią, że tempo wzrostu cen zacznie słabnąć w II kwartale przyszłego roku wraz z pogorszeniem się koniunktury, co dopiero jest przed nami. Ale - w ich ocenie - tempo wzrostu cen pozostanie jeszcze przez wiele kwartałów dwucyfrowe.

Jacek Ramotowski

***




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »