Niemieckie media krytykują Dudę i Kaczyńskiego. Poszło o wystawę
Wystawa "Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy" budzi ogromne kontrowersje. Wypowiedzieli się o niej m.in. Jarosław Kaczyński oraz prezydent Andrzej Duda. Korespondent niemieckiego dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung" Stefan Locke ocenił, że głosy krytyczne wynikają w dużej mierze z nieznajomości tematu wystawy.
Warszawski korespondent "FAZ" Stefan Locke przytoczył na wstępie krytyczne oceny wystawy "Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy" zorganizowanej w Galerii Palowej Ratusza Głównego Miasta w Gdańsku. Zacytował fragment wpisu na platformie X prezydenta Andrzeja Dudy, który pisał o "moralnej prowokacji", oraz wypowiedź prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, że wystawa jest "atakiem na polską suwerenność". Wspomniał też o negatywnej opinii wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Cechą wspólną tych trzech polityków jest to, że nie zapoznali się z "obiektem swojego oburzenia", a jedynie, opierając się nas tym, co mówią inni, wykorzystali swoje stanowiska i zasięgi w mediach społecznościowych do maksymalnego nagłośnienia swoich "przesądów" - napisał Locke w opublikowanej we wtorek korespondencji z Gdańska. Reakcje pokazują, że krytycy nie mają pojęcia o temacie wystawy - germanizacji mieszkańców Gdańska i Pomorza podczas niemieckiej okupacji Polski w czasie II wojny światowej i przymusowej rekrutacji mieszkających tam mężczyzn do Wehrmachtu - zaznaczył autor.
"Ta historia różni się bardzo od (historii) Warszawy czy Krakowa i nie jest nauczana w polskich szkołach, co prowadzi do tak gwałtownych reakcji" - podkreślił cytowany przez "FAZ" kurator wystawy Andrzej Hoja.
Locke opisuje sytuację mieszkańców Gdańska i Pomorza po włączeniu tych ziem w 1939 r. do III Rzeszy i rosnącą z każdym rokiem presję na wpisywanie się na volkslistę. W okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie volkslistę podpisało prawie milion osób, a ok. 90 tys. zostało powołanych do Wehrmachtu. Wliczając osoby z innych okupowanych przez Niemcy polskich ziem, w armii Hitlera służyło ok. 450 tys. Polaków - czytamy w "FAZ".
Po 1944 r., w obliczu rysującej się niemieckiej klęski, coraz więcej żołnierzy dezerterowało. Po wojnie niszczono wszystkie ślady służby w obcej armii, obawiając się negatywnych konsekwencji. Służba w Wehrmachcie stała się po wojnie tematem tabu - napisał Locke, cytując kuratora wystawy. Zdemobilizowani żołnierze zostali "wymazani" z narodowej historii i podręczników szkolnych. Członkom ich rodzin nadal trudno przychodzi rozmowa o przeszłości - powiedział Hoja.
Dziennikarz "FAZ" przypomniał o "perfidnym wykorzystaniu" tematu służby w Wehrmachcie w kampanii wyborczej w 2005 r. Poseł PiS Jacek Kurski oskarżył wówczas dziadka Donalda Tuska o zgłoszenie się do Wehrmachtu na ochotnika. To "zwyczajne kłamstwo", gdyż jako obywatel Gdańska Józef Tusk automatycznie stał się Niemcem i w 1944 r. został przymusowo wcielony do Wehrmachtu - napisał Locke.
Hoja powiedział "FAZ", że nie spodziewał się takiej fali zarzutów i mowy nienawiści, jakie nastąpiły po otwarciu wystawy. Reakcje polityków świadczą jego zdaniem o "całkowitym niezrozumieniu" oraz o "ignorancji w połączeniu z agresją". Jak dodał, po upływie dwóch tygodni "nastroje zaczynają się zmieniać", a pozytywne oceny obecnie przeważają. Natomiast na pobliskim jarmarku św. Dominika - twierdzi korespondent "FAZ" w konkluzji - panuje całkowicie niekontrowersyjne podejście do historii III Rzeszy: oferowane przez handlarzy nazistowskie dewocjonalia, wśród których można znaleźć nawet autograf Heinricha Himmlera, kupują zgodnie obok siebie i Niemcy, i Polacy.