Wicedyrektor OSW gościł w najnowocześniejszych zakładach przemysłu motoryzacyjnego w Chinach w lipcu bieżącego roku. Doszedł do niewesołych wniosków.
Pojechał do Chin, wyciągnął wnioski. "Europa sama kręci sznur na własną szyję"
"Europa sama kręci sznur na własną szyję" - pisze Jakóbowski, relacjonując to, co widział w Państwie Środka. Jak dodaje, tamtejsze linie produkcyjne "oparte są na europejskich maszynach i robotach: ABB, Bosch i (przejęta przed laty w Niemczech) KUKA". "Wedle ekspertów z sektora, sama integracja linii produkcyjnych też musiała być robiona przez europejskie podmioty" - zaznacza.
"Jakie wnioski? Chiński sektor maszynowy depcze już Europie po piętach (np. kluczowe maszyny w fabryce samochodów Xiaomi potrafią już robić chińskie firmy), ale wciąż europejska automatyka przemysłowa napędza wiele najnowszych fabryk w Chinach... z których potem zjeżdżają samochody podbijające europejskie rynki" - stwierdza.
Wpis Jakóbowskiego nawiązuje do polecanego przez niego komentarza analityka Tomasza Smolarka, który wskazuje, że "w Chinach od kilku lat instalowany jest co drugi robot przemysłowy na świecie". Jak wylicza, w 2022 r. udział Chin w instalacjach wyniósł 52 proc., w 2023 było to 51 proc., a w 2024 r. - 54 proc.
Wizyta w "jądrze ciemności" i pytanie o "logikę strategiczną" dla Europy
Jednocześnie udział chińskich dostawców robotów na krajowym rynku kształtował się następująco: 2020 r. - 30 proc., 2021 r. - 32 proc., 2022 r. - 37 proc., 2023 r. - 47 proc., 2024 r. - 58 proc. - dodaje Tomasz Smolarek, konkludując, że sprzedaż Chińczykom niemieckiego KUKA w 2016 r. była "świetnym posunięciem... dla kupującego".
KUKA, niemiecki producent robotów przemysłowych i systemów automatyki przemysłowej, został kupiony przez chińską grupę Midea za ok. 4,5 mld euro.
Jakub Jakubówski również dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat tamtej transakcji. "W wąskiej logice tych firm, sprzedaż do Chin jest naturalna. Pekin zresztą tak ustawia cały proces i zachęty, by pokusa komercyjna, by przyjść ze swoją technologią do Chin, była nie do powstrzymania. A przy okazji chińscy inżynierowie podpatrzą sobie, jak te roboty działają, zdobędą specyfikacje techniczne, opracują swoje. I zaczynają deptać po piętach" - pisze, pytając retorycznie, gdzie znajduje się w tym wszystkim logika strategiczna dla Europy.
"Powiem tylko tyle, że z niejakim rozbawieniem udałem się do 'jądra ciemności', by zobaczyć, skąd biorą się samochody które podbijają Europę, tylko po to, by zobaczyć fabryki pełne europejskich robotów, sumiennie montujących te auta pod okiem chińskich inżynierów" - kończy swój wpis wicedyrektor OSW.
Układ sił na rynku moto się zmienia. Polscy konsumenci też ulegają urokowi chińskich aut
O rosnącej popularności chińskich samochodów także w Polsce informował kilka dni temu w swoim raporcie portal motoryzacyjny OTOMOTO. Zwrócił on uwagę, że w Polsce są konsumenci, którzy niegdyś kupowali tylko auta używane, a teraz kupują auta z salonu - i są to chińskie samochody.
Według autorów raportu, w sierpniu 2025 roku liczba ofert nowych samochodów w Polsce utrzymywała się na podobnym poziomie co w analogicznym okresie roku ubiegłego (dokładnie rzecz ujmując, wzrosła o 1 proc.). Jednak wyższe wzrosty odnotowano w przypadku chińskich marek; liczba ofert sprzedaży samochodów marki BAIC zwiększyła się o 443 proc. rok do roku, a inne marki z Państwa Środka, takie jak BYD i MG, także odnotowały duże zwyżki.
"Dane te pokazują, że polski rynek motoryzacyjny coraz szerzej otwiera się na nowych producentów, a kierowcy coraz częściej wybierają alternatywy dla modeli europejskich. W segmencie nowych samochodów zachętą są nie tylko niższe ceny - w przypadku pojazdów z Chin potrafią być one nawet o 30-40 proc. niższe przy porównywalnym wyposażeniu - ale też coraz lepsze parametry techniczne" - napisali autorzy opracowania.
"Jeśli producenci z Chin utrzymają atrakcyjne ceny i będą inwestować w jakość, możemy spodziewać się trwałej zmiany rynkowego układu sił" - dodali.












