W skrócie
- Rosyjskie firmy, takie jak Gazprom i Rosatom, próbują pozyskać tani kapitał poprzez emisję obligacji panda na chińskim rynku, ale napotykają na opór ze strony instytucji finansowych z powodu obaw o sankcje wtórne.
- Mimo że chińskie regulacje nie zabraniają takim emisji, chińskie banki i inwestorzy nie chcą ryzykować współpracy z rosyjskimi podmiotami objętymi sankcjami.
- Ostatecznie oznacza to, że rosyjskie firmy są zmuszone szukać innych, często droższych źródeł finansowania, a wizja taniego kapitału w juanach oddala się w nieokreśloną przyszłość.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Po inwazji na Ukrainę rosyjskie firmy zostały niemal całkowicie odcięte od zachodnich rynków kapitałowych. Logiczne więc wydaje się zwrócenie ku Chinom - największej gospodarce Azji i deklarowanemu partnerowi Rosji. Jednak jak wynika z informacji agencji Reuters, nawet w Pekinie emisja tzw. obligacji panda przez rosyjskich emitentów nie ruszyła z miejsca. Powód? Obawy przed sankcjami wtórnymi.
Marzenia Rosjan o tanim kapitale rozbijają się o politykę
Zaledwie kilka tygodni po wrześniowej wizycie Władimira Putina w Chinach, rosyjskie spółki - w tym Rosatom i Gazprom - zaczęły ponownie sondować możliwość wejścia na chiński rynek obligacji denominowanych w juanach. To właśnie obligacje "panda miały stać się alternatywnym źródłem finansowania w sytuacji, gdy dostęp do Zachodu jest trwale zablokowany.
Ale - jak relacjonuje Reuters, powołując się na rozmowy z chińskimi bankierami, inwestorami i osobami bezpośrednio zaangażowanymi w sprawę - emisje utknęły w martwym punkcie. Regulatorzy, banki i potencjalni nabywcy boją się sankcji wtórnych, które mogłyby dotknąć chińskie instytucje finansowe w przypadku zbyt bliskiej współpracy z rosyjskimi podmiotami.
"Przygotowania zawsze były w toku, ale nie da się popchnąć projektu do przodu" - powiedziała jedna z osób znających kulisy działań Rosatomu i producenta aluminium Rusal.
Deklaracje to za mało. Potrzebna jest odwaga rynku
Rosyjskie firmy, choć formalnie nie są objęte pełnym embargiem - jak np. Rosatom, którego kierownictwo zostało wprawdzie objęte sankcjami, ale sama firma nie - nie mogą znaleźć podmiotów skłonnych do podjęcia ryzyka.
Według cytowanego przez Reutersa przedstawiciela chińskiej giełdy papierów wartościowych, "nie istnieją żadne konkretne plany emisji rosyjskich obligacji panda". Z kolei chińscy inwestorzy na rynku onshore przyznają, że wobec takiego długu byliby bardzo ostrożni.
Wielkie państwowe domy maklerskie, takie jak Galaxy Securities, już w 2022 roku wycofały się z projektów związanych z Rosją. Żaden z tzw. "Wielkiej Czwórki" państwowych banków nie chce dziś gwarantować takich emisji.
Na papierze - możliwe. W praktyce - nikt nie chce ryzykować
Z punktu widzenia formalnego rosyjskie firmy mogłyby przeprowadzić emisję obligacji panda - o ile nie znajdują się na amerykańskiej liście sankcyjnej SDN. "Nie ma przeszkód prawnych, jeśli emitent nie znajduje się na liście sankcji USA. Ale bez wątpienia lokalni bankierzy i traderzy obawiają się roli gwarantów czy nabywców" - mówi cytowany przez Reutersa Zhan Kai, partner z kancelarii Yuanda China Law Offices w Szanghaju.
I choć w teorii to rynek powinien zdecydować o sukcesie emisji, to - jak dodaje Zhan - "nie spodziewam się dużego apetytu w Chinach na rosyjskich emitentów".
Rynkowy kontrast: BMW z kuponem 1,73 proc., Rosjanie z kredytami na 16 proc.
Według danych S&P Global, tylko w pierwszych siedmiu miesiącach 2025 roku 35 zagranicznych firm pozyskało łącznie 116 miliardów juanów (ok. 16,3 mld USD) poprzez emisje obligacji panda. Rok wcześniej wolumen wyniósł rekordowe 194,8 mld juanów. Jednak w tej statystyce próżno szukać firm rosyjskich - żadna z nich nie przeprowadziła emisji od początku wojny w Ukrainie.
Jeszcze przed wojną jedynym rosyjskim podmiotem, który zadebiutował na tym rynku, był Rusal, miało to miejsce w 2017 roku.
Dla Rosjan taka forma finansowania mogłaby być realną ulgą bowiem krajowe stopy procentowe dla firm wynoszą obecnie nawet 15-16 proc. rocznie. Tymczasem, jak przypomina Reuters, chiński oddział BMW sprzedał w lipcu obligacje panda z oprocentowaniem zaledwie 1,73 proc.
Nadzieje podtrzymane ratingiem. Ale kto to kupi?
We wrześniu chińska agencja ratingowa CSCI Pengyuan przyznała Gazpromowi najwyższą możliwą ocenę "AAA", co teoretycznie otworzyło mu drogę do emisji w juanach. W praktyce - nie ruszyło nic.
Jak zauważył rosyjski urzędnik cytowany przez Reutersa, "nic nie stoi na przeszkodzie, by rosyjskie firmy emitowały obligacje panda, o ile będzie na nie popyt. Duże firmy same zarządzają swoimi emisjami. My tylko pomagamy w zakresie infrastruktury".
Problem w tym, że dziś nikt nie wie, kto miałby te obligacje kupić, szczególnie w sytuacji, gdy chińskie banki otwarcie boją się konsekwencji współpracy z podmiotami objętymi sankcjami lub znajdującymi się w ich pobliżu.
Desperacja i długie perspektywy
Według jednego z menedżerów w chińskiej państwowej firmie, część rosyjskich spółek jest już tak zdesperowana, że próbuje restrukturyzować swoje pożyczki w ramach umów towarowych, byle tylko zdobyć kapitał.
Z kolei Kirill Lysenko, analityk rosyjskiej agencji ratingowej Expert RA, uważa, że proces emisji obligacji "panda" przez rosyjskie firmy może zająć nawet lata. "Nawet w ramach "przyjaznego kraju" ryzyko geopolityczne nadal istnieje. Jeśli sankcje dotkną chińskiej infrastruktury finansowej, mogą pojawić się problemy z obsługą długu" - powiedział.
Chiny na papierze pozostają partnerem Rosji, ale chiński rynek kapitałowy działa według własnych reguł. I choć prawo nie mówi "nie", to rynek mówi "nie teraz". Dla rosyjskich firm marzenie o tanim kapitale w juanach może się jeszcze długo nie spełnić - jeśli w ogóle.
Agata Siwek













