Gospodarkę Rosji czeka trudny rok. Efekt "dopalacza" w postaci zwiększonych wydatków na zbrojenia w związku z wojną w Ukrainie - które napędzały wzrost PKB - powoli wygasa. Rzeczywistość coraz mocniej puka do bram Kremla: dowodem na to są założenia do ustawy budżetowej Federacji Rosyjskiej na 2026 rok.
Sytuacja na rynku ropy przyprawia Kreml o ból głowy
Już we wrześniu ub.r. minister finansów Rosji Anton Siłuanow przyznał w rozmowie z radiem RBK, że cena bazowa baryłki ropy zapisana w budżecie'26 - na podstawie której Kreml prognozuje lwią część wpływów do państwowej kasy - wyniesie 59 dolarów wobec prognozowanej wcześniej (w planie budżetowym na lata 2025-2026) ceny 66 dolarów. Sytuacja na rynku ropy nie sprzyja Federacji Rosyjskiej. Notowania surowca spadają na tle obaw o jego nadpodaż na globalnym rynku (w 2025 r. uległy zresztą największej obniżce na przestrzeni ostatnich pięciu lat). Do tego na utarg Rosji z eksportu ropy wpływa zaostrzenie sankcji ze strony UE - od września ub. r. pułap cenowy na rosyjską ropę wynosi 47,60 dolarów.
Jak pisze w swojej analizie budżetu Rosji na 2026 rok Iwona Wiśniewska, główna specjalistka w Zespole Rosyjskim Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW), dochody naftowo-gazowe Rosji w bieżącym roku "mają zwiększyć się jedynie nieznacznie i to głównie dzięki osłabieniu kursu rubla".
"Prognozuje się, że utrzymujące się niskie ceny ropy naftowej doprowadzą do spadku udziału wpływów z tego tytułu do 22 proc. w 2026 r. Niemalże tyle samo wyniosły one w 2025 r., a jeszcze w 2022 r. ich udział sięgał 42 proc." - zauważa ekspertka.
Limit cenowy na rosyjską ropę działa w ten sposób, że Rosja może sprzedawać ropę poniżej tej ceny - i swobodnie korzystać z usług transportowych i ubezpieczeniowych zachodnich firm (z krajów UE czy G7) dla eksportu realizowanego do krajów trzecich drogą morską - ale jej wpływy z handlu surowcem będą siłą rzeczy niższe.
- Rosyjski budżet w ogromnym procencie uzależniony jest od tego, co uda się Kremlowi sprzedać z węglowodorów - mówi Interii Biznes dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw. - W warunkach sankcyjnych główni klienci Rosji to obecnie Chiny i Indie, a także - chociaż w porównaniu z ChRL i Indiami to już niuans - bliska zagranica.
- Tutaj pojawiają się dwa kluczowe problemy: pierwszy to ryzyko, że Indie przestaną kupować ropę od Rosji bądź będą jej kupować zdecydowanie mniej, wychodząc z założenia, że lepiej jest "dobrze żyć" z Zachodem. Zresztą - dla Indii tania rosyjska ropa nigdy nie była kluczowa; przed 2022 r. indyjskie rafinerie polegały głównie na surowcu bliskowschodnim. Drugi problem to słabość popytu ze strony Chin. Nadzieje na jego odbudowę są niepewne - Chiny nie tyle potrzebują mniej ropy z powodu kryzysu (chociaż to też jest faktem), ale też dlatego, że w coraz większym stopniu stawiają na nowe technologie zakładające mniejsze zużycie tradycyjnych paliw. Do tego dochodzi nadprodukcja globalna, która pozwala Chinom dość dowolnie konfigurować portfel zakupowy - dostarczycielem ropy nie musi być już tylko Rosja.
- Do tej układanki dochodzi Wenezuela, która może okazać się jeszcze jednym eksporterem z potencjałem na uzupełnienie globalnej puli podażowej - dla Rosji byłby to bardzo negatywny scenariusz - zauważa Jakub Bogucki. - Należy jednak pamiętać, że to nie jest coś, co może się wydarzyć dziś czy jutro - Wenezuela to wciąż kraj rozchwiany, w związku z czym w wydobycie w tym kraju Amerykanie musieliby zainwestować gigantyczne pieniądze, a w sytuacji słabości popytu wyobrażam sobie, że lepiej byłoby im inwestować w złoża w basenie permskim, na ternie USA.
Należy pamiętać, że Rosja może też sprzedawać ropę naftową powyżej limitu cenowego 47,60 dol. za baryłkę, wykorzystując do tego celu swoją flotę cieni: wtedy jednak statki te są odcięte od usług świadczonych przez zachodnich ubezpieczycieli i armatorów, co rodzi problemy natury logistycznej (związane chociażby z rozładunkiem ropy w portach). Wyższy przychód ma zatem swoją cenę.
- Obecna nadpodaż i perspektywy spadków cen ropy sprawiają, że nawet gdyby Rosja decydowała się sprzedawać ropę po cenie powyżej limitu, z wykorzystaniem swojej floty cieni, to kwoty, jakie wpłyną do jej budżetu, nie będą tak duże jak w poprzednich latach - mówi Jakub Bogucki. - Dodatkowo w warunkach obecnych obostrzeń ta flota cieni przestaje być dla Rosji wygodnym wehikułem umożliwiającym handel ropą.
- Oczywiście, wszystko może zmienić ewentualne szybkie rozstrzygnięcie konfliktu Rosja-Ukraina, co może paradoksalnie oznaczać zniesienie sankcji na rosyjski eksport - dodaje. - To jednak hipotetyczny scenariusz, na który nie mamy na razie żadnych realnych wskazań.
Czy Donald Trump będzie dążył do zniesienia sankcji na Rosję?
Donald Trump chce zminimalizować wpływy do budżetu Rosji, by zdusić jej wojenną gospodarkę i zmusić do większej uległości przy stole negocjacyjnym. W niedzielę 4 stycznia zasugerował, że możliwe jest rychłe przyjęcie przez Kongres projektu ustawy autorstwa senatora Lindseya Grahama, który zakłada dodatkowe cła na towary z państw kupujących rosyjskie surowce (w tym kontekście mówi się nawet o 500-procentowych cłach). Ale słynna transakcyjność Donalda Trumpa skłania do przypuszczeń, że może on chcieć szybko doprowadzić do zakończenia wojny w Ukrainie, by wspólnie z Rosją realizować projekty, w których upatruje korzyści dla Stanów Zjednoczonych (w załącznikach do amerykańskich propozycji pokojowych dla Ukrainy była mowa m.in. o wspólnych inwestycjach firm z Rosji i USA w wydobycie pierwiastków ziem rzadkich czy w poszukiwanie ropy w Arktyce; według Władimira Putina, Amerykanie mieli też proponować stronie rosyjskiej wspólne kopanie kryptowalut przy wykorzystaniu energii z elektrowni jądrowej w Zaporożu).
W tym scenariuszu Rosja musiałaby zostać zwolniona z sankcji i w pełni przywrócona do gospodarczego krwioobiegu świata.
- Obecna administracja USA jest ogólnie - szeroko rzecz ujmując - gotowa do znoszenia sankcji wobec Rosji, ale w przypadku sankcji na sektor naftowy trudno jest wyrokować jednoznacznie - mówi Interii Biznes dr Mateusz Piotrowski, amerykanista, koordynator programu amerykańskiego w Polskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych (PISM). - Donald Trump chce, by ropa była tańsza niż teraz - z tej perspektywy większa dostępność surowca po "uwolnieniu" rosyjskiej ropy oddziaływałaby w kierunku spadku cen.
- Niewątpliwie zniesienie sankcji jest opcją, która leży na stole, biorąc pod uwagę to, ile się mówi o współpracy energetycznej Rosja-USA po zakończeniu wojny w Ukrainie - zwraca uwagę ekspert PISM. - Rosjanom też zresztą na tym zależy. Generalnie prościej nawiązuje się współpracę w środowisku wolnym od sankcji - to dotyczy również potencjalnego zaangażowania USA w inne projekty gospodarcze w Europie czy na świecie.
Budżet Rosji pod presją. Kreml sięga do kieszeni obywateli
Na razie jednak scenariusze te pozostają w sferze hipotez - i dlatego Rosja upatruje koła ratunkowego dla wpływów budżetowych gdzie indziej. "Rząd zaplanował przede wszystkim dynamiczny - aż o 12,5 proc. r/r (tj. o 3,5 bln rubli, równowartość 37,9 mld dolarów po kursie założonym na 2026 r.) - wzrost wpływów spoza sektora naftowo-gazowego. Ich głównym źródłem ma być dalsze zwiększanie obciążeń fiskalnych" - zauważa Iwona Wiśniewska z OSW.
Większe obciążenia fiskalne od 1 stycznia 2026 r. to przede wszystkim wyższa o 2 punkty procentowe stawka VAT na towary i usługi - wzrosła ona do 22 proc. (z wyjątkiem m.in. dla żywności i lekarstw, dla których utrzymane zostaną ulgowe stawki VAT). Jednocześnie więcej firm w Rosji zostanie objętych systemem VAT, ponieważ roczny próg przychodów, od którego trzeba płacić VAT, został mocno obniżony - z 60 mln rubli do 10 mln rubli. Rosja planuje też wprowadzić podatek od sprzętu elektronicznego (smartfonów, laptopów), który ma wejść w życie od 1 września 2026 r. Opłatę mają uiszczać producenci i importerzy, ale ostatecznie - w cenach w sklepach - zapłacą ją obywatele.
Podwyższenie VAT ma zapewnić rosyjskiemu budżetowi dodatkowe 1,2 bln rubli w 2026 r., a opłata od elektroniki ok. 20 mld rubli.
Ogółem wpływy budżetowe Rosji spoza sektora gazowo-naftowego mają wynieść w 2026 r. 31,4 bln rubli, a wpływy z sektora gazowo-naftowego mają wynieść 8,9 bln rubli. Nominalne dochody budżetu mają zatem osiągnąć poziom 40,3 bln rubli wobec 36,6 bln rubli w 2025 r. Ta ostatnia kwota to aktualizacja rządowych prognoz - wcześniej wskazywały one na poziom 40,3 bln rubli. I podobnie jak w 2025 roku, tak i w tym roku prognozowane dochody budżetowe mogą okazać się nadmiernie optymistyczne, chociażby z tego powodu, że wyższe podatki będą skutkować obniżeniem się popytu konsumenckiego (a mniejsze zakupy konsumenckie to mniejsze wpływy z VAT). Także firmy mogą inwestować mniej w obliczu większych obciążeń podatkowych.
Gospodarka Rosji w 2026 roku - niewielki wzrost, a może stagnacja?
Ryzyko mniejszej konsumpcji i inwestycji to z kolei zagrożenie dla prognozowanego na 2026 r. przez Kreml wzrostu gospodarczego na poziomie 1,3 proc. (wobec prognozy 1,0 proc. na 2025 r.). Rząd Federacji Rosyjskiej i tak jest w tych prognozach bardziej optymistyczny od np. Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który spodziewa się, że gospodarka Rosji urośnie w 2026 r. o 1 proc. (wobec prognozy 0,6 proc. na 2025 r.). Z kolei Bank Światowy spodziewa się wzrostu rosyjskiego PKB o 0,8 proc. w 2026 r. wobec 0,9 proc. w 2025 r.
Iwona Wiśniewska z OSW w swojej analizie zauważa, że uzyskiwane dochody nie pozwalają Rosji na dalszy dynamiczny wzrost wydatków, a ponadto obniżenie zapisanej w budżecie ceny bazowej baryłki ropy wpływa na poziom wydatków bieżących, na które rząd może przeznaczyć wyłącznie dochody z sektora naftowo-gazowego uzyskiwane przy tej bazowej cenie. Jak przypomina ekspertka, w przypadku wyższej stawki za ropę "dodatkowe wpływy gromadzone są w Funduszu Dobrobytu Narodowego (FDN) w formie rezerw, a w sytuacji utrzymywania się jej poniżej pułapu budżet uzupełnia się środkami z FDN" - taka sytuacja miała miejsce w 2025 r.
"W efekcie nakłady budżetowe w 2026 r. mają zwiększyć się jedynie o 4 proc. r/r. Jeśli inflacja okaże się wyższa niż rządowa prognoza, może to oznaczać realny spadek wydatków - podobnie jak w 2025 r. (dla porównania w 2024 r. nakłady budżetowe wzrosły aż o 24 proc.)" - pisze analityczka OSW
Wydatki Federacji Rosyjskiej mają wynieść w 2026 r. 44,1 bln rubli wobec 42,3 bln rubli w 2025 r.
Wydatki same się nie sfinansują, a wyzwania dla gospodarki Rosji rosną
"Władze FR osiągnęły w zasadzie granice swoich możliwości finansowych w obecnych uwarunkowaniach polityczno-ekonomicznych - dalsze zwiększanie wydatków generować będzie bowiem coraz poważniejsze wyzwania dla gospodarki" - dodaje Iwona Wiśniewska.
Wydatki na zbrojenia mają być oficjalnie wprawdzie nieco niższe i wynieść 12,93 bln rubli w 2026 r. wobec 13,5 bln rubli w 2025 r., ale Rosja utajnia część swoich wydatków budżetowych, w tym część nakładów na armię. Na zbrojenia i bezpieczeństwo wewnętrzne Rosja przeznaczy prawie 40 proc. łącznej kwoty nominalnych zaplanowanych na 2026 rok wydatków w budżecie, a na wydatki społeczne ok. 25 proc.
Deficyt w budżecie federalnym Rosji zaplanowano na 3,8 bln rubli, czyli ok. 1,6 proc. PKB (w ostatnim dniu 2025 r. minister finansów Anton Siłuanow powiedział, że deficyt za 2025 r. znajdzie się "w granicach" zakładanego celu na poziomie 2,6 proc. PKB).
Z perspektywy ryzyk dla realizacji budżetu Rosji - spadających dochodów z ropy i gazu przy utrzymującej się presji na finansowanie wydatków wojennych - szybkie zakończenie wojny w Ukrainie wydaje się być pożądanym scenariuszem także dla Kremla. Jednocześnie gra na czas, jaką Kreml stosuje przy stole negocjacyjnym, sugeruje, że władze Federacji Rosyjskiej są gotowe utrzymywać wojenną gospodarkę jeszcze przez co najmniej rok.
Katarzyna Dybińska











