Właśnie na to czekają kierowcy. Benzyna może kosztować nawet 5,30 zł za litr
Tegoroczne lato rozpieszcza kierowców relatywnie niskimi cenami paliw i znaczącymi promocjami na stacjach sieciowych. Jednak przy odrobinie szczęścia i dobrych geopolitycznych wiatrach za benzynę i diesla moglibyśmy płacić znacznie mniej niż obecnie - przekonują analitycy w rozmowie z Interią Biznes. Cena najpopularniejszej benzyny Pb95 mogłaby w przyszłym roku spaść nawet do poziomu 5,30 zł za litr - jest jednak jeden warunek.
Kierowcy nie mają powodów do niezadowolenia - na koniec wakacji średnie ceny detaliczne paliw w Polsce znowu spadły (mimo podwyżek w hurcie). Z wyliczeń paliwowego portalu e-petrol wynika, że największa przecena dotyczy średniej ogólnopolskiej ceny oleju napędowego, która spadła w ostatnim tygodniu o 4 grosze do poziomu 5,89 zł/l (rok temu tankujący płacili za litr diesla przeciętnie 6,29 zł, więc różnica jest znacząca).
W ciągu ostatnich kilku dni o 3 grosze obniżyła się także średnia cena najpopularniejszej benzyny Pb95 (kosztuje średnio 5,74 zł/l, a przed rokiem cena tego paliwa wynosiła aż 6,27 zł/l).
- Długoterminowe prognozy cen paliw są w tej chwili obarczone dużym ryzykiem błędu - zastrzega w rozmowie z Interią Biznes Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw i redaktor naczelny wspomnianego portalu e-petrol. - Przede wszystkim mamy niepewność związaną z Rosją, nie wiemy, czy wreszcie zobaczymy sankcje uderzające w rosyjski eksport paliw. To wpłynęłoby szczególnie na cenę diesla - analityk zwraca uwagę na geopolityczny czynnik, który z racji nieprzewidywalności decyzji Donalda Trumpa utrudnia prognozowania cen na rynku paliw.
- Mamy także czynnik rynkowy i tutaj jest spora przestrzeń do analizowania ewentualnych spadków cen - mówi Grzegorz Maziak, zwracając uwagę choćby na ostatnie prognozy banku inwestycyjnego Goldman Sachs, który przewiduje możliwy spadek cen ropy w przyszłym roku do poziomu ok. 50 dolarów za baryłkę (obecnie w przypadku ropy Brent mamy cenę 66-67 USD za baryłkę).
- Najbezpieczniej będzie założyć bazowy scenariusz stabilizacji cen ropy na poziomie ok. 65 dolarów za baryłkę, a to oznacza, że jeszcze długo kierowcy będą się cieszyć paliwem w cenie poniżej 6 zł za litr - przekonuje w rozmowie z Interią Biznes Maziak.
- Ostrożność w długoterminowym prognozowaniu cen paliw jest jak najbardziej wskazana, ale możemy pokusić się o proste wyliczenie, ile mogłyby kosztować benzyna i diesel w przypadku spadku cen ropy do 50 dolarów za baryłkę - deklaruje w rozmowie z Interią Biznes Rafał Zywert, analityk rynkowy w biurze paliwowym Reflex. - Jeżeli założymy te 50 dolarów za baryłkę, a kurs dolara pozostanie na poziomie 3,65 zł, to benzyna mogłaby kosztować 5,30 zł, a diesel 5,40 zł za litr - wylicza analityk Refleksu podkreślając, że to obliczenia w bazowym scenariuszu "stabilnym", w którym nie pojawiają się nieprzewidziane czynniki geopolityczne czy rynkowe.
- Pamiętajmy, że wciąż mamy napiętą sytuację na Bliskim Wschodzie, a właśnie to co się tam dzieje wpływa na ceny ropy bardziej niż ciągnąca się historia z sankcjami na Rosję - Rafał Zywert podkreśla, że rynek w pewnym sensie już uodpornił się na zmienne decyzje Donalda Trumpa, dotyczące ewentualnych "ciosów" wymierzonych w handel rosyjską ropą.
- Pamiętajmy też, ze rynek w ostatnich latach się zmienił. Europa już nie polega na rosyjskiej ropie, sprowadzamy więcej surowca, ale także diesla, ze Stanów Zjednoczonych. Czynnikiem wpływającym na ceny będzie teraz np. niszczący huragan w USA bardziej niż zamrożony, ciągnący się konflikt za naszą wschodnią granicą - mówi analityk.
Zdaniem Rafał Zywerta, poważniejszy jest czynnik rynkowy wpływający obecnie i w najbliższej przyszłości na ceny ropy i tym samym gotowych paliw. - Prognozy ośrodków analitycznych, mówiące o spadku ceny ropy do 50 dolarów za baryłkę, opierają się na danych o rosnącej nadpodaży na rynku ropy - mówi w rozmowie z Interią Biznes ekspert biura Reflex.
O możliwych spadkach ceny ropy do 50 dolarów za baryłkę napisali w tym tygodniu analitycy banku inwestycyjnego Goldman Sachs, w rekomendacji skierowanej do klientów. Agencje informacyjne podchwyciły informację, zwracając uwagę na podobne przewidywania EIA (Energy Information Administration) prognozuje spadek średniej ceny ropy Brent poniżej 60 USD za baryłkę już w IV kwartale 2025.
Spadek prognozowany przez EIA ma wynikać głównie z rosnących globalnych zapasów surowca (m.in. efekt zwiększenia produkcji przez OPEC+). EIA przewiduje wzrost zapasów o ponad 2 mln baryłek dziennie w IV kwartale 2025 i I kwartale 2026.
Średnia cena Brent wg EIA ma wynieść 67 USD w 2025 i - uwaga - 51 USD w 2026 roku. Produkcja ropy w USA ma osiągnąć rekordowy poziom 13,6 mln baryłek dziennie pod koniec 2025 r. i spaść do 13,1 mln w IV kwartale 2026 r.
Wspomniana prognoza Goldman Sachs, gdy jej się przyjrzeć bliżej, sugeruje spadek ceny ropy w ciągu kilkunastu miesięcy o dobre 20-25 proc. Poza założeniem zwiększonej podaży przewiduje wzrost zapasów, szczególnie w krajach OECD. Mówi się o wzroście zapasów o ok. 270 mln baryłek, a zasady rządzące rynkiem ropy zakładają, że wzrost zapasów tylko o jeden dzień popytu (ponad 40 mln baryłek) obniża cenę ropy o ponad 3 dolary na baryłce.
Analitycy Goldman Sachs przyznają jednak, że w tej rynkowej układance jest haczyk - to tempo zakupów ropy przez Chiny. Jeżeli Chińczycy kupowaliby więcej ropy niż obecnie (słabsze prognozy gospodarcze przeczą temu) ceny ropy najpewniej nie spadłyby w drugiej połowie roku do prognozowanego poziomu bliskiego 50 dolarów za baryłkę.