W skrócie
- Stany Zjednoczone są teraz eksporterem netto ropy naftowej, co przy drożejącym surowcu podnosi wartość dolara. To wielkie wyzwanie dla krajów takich jak Polska, które importują ropę.
- Światu grozi wzrost inflacji. Rynki spodziewają się, że w najbliższych miesiącach stopy procentowe będą podnoszone w strefie euro i w Wielkiej Brytanii, a być może także w Szwajcarii i Polsce.
- Wzrost awersji do ryzyka sprawił, że w ciągu niespełna miesiąca rentowność polskich obligacji 10-letnich przesunęła się z 4,90 proc. do 5,79 proc., a 2-letnich - z 3,40 proc. do 4,55 proc.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Waluta Amerykanów efektownie zakończyła drugi tydzień marca. Indeks dolara DXY (mierzący jego siłę wobec kilku innych kluczowych walut) przekroczył poziom 100 punktów i jest najsilniejszy od maja 2025 roku. Na naszym rynku w piątek 13 marca za dolara trzeba było płacić prawie 3,75 zł, co jest wartością najwyższą od lipca 2025 roku. Eurodolar spadł poniżej granicy 1,145 i był najsłabszy od wiosny zeszłego roku.
Dolar, czyli "bezpieczna przystań"
Najnowsze trendy na rynku walutowym to reakcja na gwałtowny wzrost cen ropy naftowej, który został wywołany eskalacją konfliktu zbrojnego na Bliskim Wschodzie. Cena baryłki brent zakończyła tydzień na poziomie blisko 104 dolarów, a baryłki amerykańskiej WTI - prawie 99 dolarów. To są ceny o ponad 30 dolarów wyższe niż w momencie, gdy w stronę Iranu leciały pierwsze rakiety. W warunkach wojny i wielkiego napięcia geopolitycznego inwestorzy często uciekają do dolara, postrzeganego jako "bezpieczna przystań".
Poza tym, Stany Zjednoczone są teraz eksporterem netto ropy naftowej, co przy drożejącym surowcu wzmacnia pozycję waluty Amerykanów. Światu, w tym przede wszystkim Europie, brakuje w tej chwili około 15 proc. dostaw ropy, a to grozi szokiem energetycznym, skokiem inflacji i osłabieniem wzrostu gospodarczego.
Ta wojna szybko się nie skończy
Wojna Izraela i USA z Iranem nie wydaje się zmierzać do rychłego zakończenia, co odsuwa w czasie odblokowanie Cieśniny Ormuz. Amerykańskie instytucje bezpieczeństwa przyznały, że niedoszacowały gotowości Teheranu do zamknięcia strategicznie ważnej cieśniny w odpowiedzi na działania militarne Stanów Zjednoczonych.
Prezydent Donald Trump wysyła sprzeczne sygnały. Mówił już o krótkotrwałym charakterze konfliktu i jego ograniczonym wpływie na globalny wzrost gospodarczy oraz inflację. Jednak innym razem z pozycji wojennego "jastrzębia" zapowiadał działania aż do całkowitego zniszczenia potencjału militarnego Iranu. Dodawał, że droga ropa ma swoją dobrą stronę - zyski, które przy tej okazji osiąga amerykański przemysł naftowy.
Odpowiedź państw zachodnich na potencjalny kryzys polegająca na uwolnieniu strategicznych rezerw ropy, czy też na warunkowym dopuszczeniu przez USA na 30 dni rosyjskiego surowca na rynek, nie doprowadziła do stabilizacji notowań - ceny nadal rosły. Jednocześnie wzmacniał się dolar, prawdopodobnie także dlatego, że inwestorzy spodziewają się poważnego spowolnienia ekonomicznego na świecie, które może doprowadzić do silniejszej przeceny ryzykownych aktywów.
Statystyki ciekawe, ale bez większego znaczenia
Na to co dzieje się na rynku walutowym i w polityce monetarnej amerykańskiej Rezerwy Federalnej wpływ może mieć styczniowy odczyt PCE w USA, czyli wskaźnika cenowego wydatków konsumpcyjnych. To właśnie on jest preferowaną przez Fed miarą inflacji i wpływa na decyzje dotyczące wysokości stóp procentowych. Wiadomo już, że roczny wskaźnik cen PCE w USA wyniósł 2,8 proc. przy prognozie w wysokości 2,9 proc. Teoretycznie inflacja mniejsza od spodziewanej oznacza, że amerykańskie stopy mogą być obniżone, co potencjalnie osłabi dolara wobec innych głównych walut.
Co więcej, łagodzeniu polityki pieniężnej powinna też sprzyjać informacja, że gospodarka USA pod koniec 2025 roku ostro hamowała. Amerykańskie Biuro Analiz Gospodarczych (BEA) wyliczyło, że wzrost PKB w czwartym kwartale 2025 roku wyniósł zaledwie 0,7 proc., podczas gdy ekonomiści spodziewali się poprawy o 1,4 proc. Tu trzeba przypomnieć, że w trzecim kwartale realny PKB zwiększył się aż o 4,4 proc. BEA wyjaśniło, że do ruchu w górę PKB w czwartym kwartale przyczynił się wzrost wydatków konsumpcyjnych i inwestycji, ale zmiany te zostały częściowo zniwelowane przez spadek wydatków rządowych i eksportu.
Analitycy nie mają jednak wątpliwości, że odczyty makroekonomiczne z USA z końca 2025 roku to dane mało istotne, w zasadzie tylko archiwalne. Bieżące wydarzenia geopolityczne i rynkowe stwarzają zupełnie nową sytuację. Niemal przesądzone jest, że skutkiem wojny na Bliskim Wschodzie będzie wzrost cen i osłabienie gospodarcze.
Spór o stopy procentowe
Donald Trump napisał, że "wiecznie spóźniony" Jerome Powell,szef Fed , powinien natychmiast obniżyć stopy procentowe nie czekając na kolejne posiedzenia banku centralnego. Rynek nie zgadza się z prezydentem USA, bo inwestorzy zakładają, że nie będzie można zignorować rosnącej inflacji.
Co prawda, nie jest wykluczona jedna, jesienna obniżka stóp procentowych w Ameryce, ale już w przypadku Europejskiego Banku Centralnego oczekiwane są dwie tegoroczne podwyżki stóp. O jedną możliwą podwyżkę podejrzewane są także Bank Anglii i Narodowy Bank Szwajcarii. W tej sytuacji nawet Kevin Warsh, który za kilka tygodni będzie nowym szefem Fed, może stanąć przed koniecznością rezygnacji z luzowania monetarnego, choć jako zaufany Donalda Trumpa miał skupić się na cięciu stóp.
Inwestorzy mniej skłonni do ryzyka
W Polsce brak kolejnych obniżek stóp procentowych w tym roku jest coraz bardziej prawdopodobny. Taką ewentualność bierze pod uwagę członek RPP Ludwik Kotecki. Henryk Wnorowski, także z RPP, twierdzi, że szanse na obniżenie w 2026 roku stopy referencyjnej z 3,75 proc. do 3,25 proc. czy nawet 3,50 proc. drastycznie spadły. Natomiast z nastrojów rynkowych można odczytać, że nie są wykluczone nawet dwie podwyżki stóp NBP w perspektywie 12 miesięcy.
Zaostrzanie polityki monetarnej w Polsce powinno sprzyjać sile złotego. Jednak inne czynniki działają w przeciwną stronę. W atmosferze rynkowej awersji do ryzyka wciąż zwiększają się rentowności naszych obligacji. Na początku marca rentowności obligacji skarbowych tylko w Turcji rosły szybciej niż w Polsce. Nasze papiery 10-letnie pod koniec lutego miały rentowność na poziomie 4,90 proc. W poniedziałek 9 marca wzrosła ona do 5,60 proc., a w piątek 13 marca do 5,79 proc. Rentowność obligacji 2-letnich w tym samym okresie przesuwała się od 3,40 proc. do 4,30 proc. i do 4,55 proc. Dla porównania, oprocentowanie 10-letnich papierów USA to w tej chwili 4,29 proc., a 2-letnich - 3,73 proc.
Ciężkie czasy dla importerów ropy
Negatywnie na złotego wpływa fakt, że Polska jest importerem ropy naftowej i gazu ziemnego, więc wzrost cen tych surowców pogarsza nam bilans płatniczy. W dodatku, jesteśmy relatywnie niewielkim rynkiem wschodzącym wrażliwym na odpływ zagranicznego kapitału.
Przez wiele lat na rynkach finansowych obowiązywała stosunkowo stabilna zależność między ceną ropy a wartością dolara. Gdy ropa drożała, zazwyczaj towarzyszyło temu osłabienie dolara, a gdy amerykańska waluta się umacniała, ceny surowca często spadały. Mechanizm ten działał jak naturalny bufor dla gospodarek importujących paliwa kopalne. W tej chwili jednak kraje sprowadzające surowce z zewnątrz borykają się z podwójnym negatywnym efektem - drożejąca ropa naftowa idzie w parze ze wzmacniającym się dolarem amerykańskim, co zwiększa presję inflacyjną.
Jacek Brzeski















