"Trump się plącze, Irańczycy zapowiadają eskalację na nowych frontach, ropa drożeje" - komentował w czwartek po południu Marek Rogalski, główny analityk rynkowy DM BOŚ.
"Niespójność przekazu prezydenta USA zaczyna irytować rynki - zapowiedzi bliskiego końca wojny ustępują narracji o konieczności całkowitego zniszczenia militarnego reżimu, a kwestia drogiej ropy jest obracana na korzyść zysków, które miałby osiągnąć dzięki temu amerykański przemysł naftowy" - zwrócił uwagę Marek Rogalski.
W czwartek złoty tracił do dolara i euro, choć EUR/PLN wciąż nie przebił poziomu 4,30. Analitycy wskazują jednak na nerwowość na rynku i możliwość zrealizowania się różnych scenariuszy, także tych niekorzystnych dla naszej waluty.
Złoty słabnie na rynkowej fali awersji do ryzyka
"Na krajowym rynku walutowym mamy wzrost presji na osłabienie złotego. Wynika to z obowiązującej obecnie ścisłej korelacji: mocniejszy dolar - słabszy złoty" - powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową Mateusz Sutowicz, ekonomista ING Banku Śląskiego.
"Siła dolara to efekt wzrostu awersji do ryzyka, wynikający z kontynuacji napięć na Bliskim Wschodzie. Mamy wypowiedzi przywódcy Iranu, który podtrzymuje konieczność zamknięcia cieśniny Ormuz i grozi rozprzestrzenieniem się konfliktu na nowe fronty. To powoduje, że ropa powraca w okolice 100 dolarów za baryłkę, a tym samym kapitał ucieka do walutowych, bezpiecznych przystani, do których należy dolar. Złoty przy tym obrywa rykoszetem" - dodał analityk. Stwierdził jednak, że optymistyczne jest to, iż EUR/PLN w dalszym ciągu broni się i jeszcze nie doszliśmy do 4,30, mimo prób ataku na ten poziom w ostatnich dniach.
Co ważne, w atmosferze rynkowej awersji do ryzyka wciąż rosną rentowności polskich obligacji.
Trwa też dyskusja dotycząca polityki pieniężnej do końca roku - z prawdopodobnym brakiem kolejnych obniżek stóp procentowych już wszyscy chyba się pogodzili. Pojawia się nawet kwestia możliwych podwyżek stóp.
"W Polsce rynek powraca obecnie do wyceniania dwóch podwyżek stóp procentowych w perspektywie 12 miesięcy. My na ten moment nie zgadzamy się z tą wyceną. Nie uważamy, by Rada Polityki Pieniężnej miała podnosić stopy procentowe w związku z obecnym szokiem podażowym" - komentuje Mateusz Sutowicz, ekonomista ING Banku Śląskiego.















