Ograniczenia w pierwszej kolejności będą obowiązywały na terenie dwóch kluczowych - jak to określił Pan Prezydent - dzielnic: Śródmieścia i Pragi-Północ.
"Nawet prohibicji nie potrafią porządnie wprowadzić"
Nie zdarzyło mi się kupować alkoholu po nocy, bo mam odpowiednie zapasy zrobione wcześniej, także za granicą - bo wino stamtąd dużo tańsze niż to samo w Polsce. No i akcyzy i VAT Tuskowi i Kaczyńskiemu nie płacę. Ale mam jedno pytanie i jedno spostrzeżenie. Zacznę od spostrzeżenia. Granica miedzy Śródmieściem a nieobjętą prohibicją "czerwoną Wolą" biegnie wzdłuż Alei Jana Pawła II. Od niektórych sklepów (w Śródmieściu), w których nie będzie można sprzedawać nocą alkoholu, do sklepów, w których będzie można (na Woli) jest 200-250 metrów. Śródmieście graniczy też po tej stronie Wisły (lewej), na której samo leży, z Żoliborzem, Ochotą i Mokotowem. Na tych granicach sytuacja ze sklepami wygląda podobnie. Praga Północ i Praga Południe są przynajmniej oddzielone od Śródmieścia Wisłą. Przez most trzeba by w nocy po alkohol zasuwać. Może się odechcieć pić niektórym.
Ale za to na granicy miedzy Pragą Północ, która będzie objęta prohibicją, a Pragą Południe, która nie będzie nią objęta, na ulicy Targowej sklepy z alkoholem są obok siebie. No cóż.. Platforma Obywatelska wespół z współrządzącym Warszawą SLD nawet prohibicji nie potrafią porządnie wprowadzić.
Klienci będą robić "zapasy" w sieciach handlowych?
Ale działacze (i działaczki oraz osoby działające) z SLD, to powinni pamiętać (albo się mogą spytać działaczy nieco starszych) że kiedyś zakaz sprzedaży alkoholu obowiązywał aż do godziny 13. I teraz czas na zasygnalizowane pytanie: czy naprawdę gorzej jest, jak ktoś kupuje alkohol po godzinie 23, niż jak kupuje go przed godziną 13? Nie mówiąc już, że przed 8?
W dyskusji w mediach społecznościowych (ja biorę w niej udział na Twitterze obecnie nazywanym X) pojawiły się głosy, że nie ma co bronić "patologii". Jak ktoś nie potrafi nawet zapasu wódki sobie zrobić, to nie ma co się nad nim użalać. Niechcący chyba (a może i chcący) dyskutanci posługujący się tym argumentem dotknęli ciekawego zagadnienia. Otóż sieci handlowe, które bardzo zyskały na wprowadzonym przez PiS zakazie handlu w niedziele, bo ludzie zamiast na zakupy powinni chodzić do Kościoła, nie są otwarte od 23 do 6. No więc te "zapasy" będą robione teraz u nich.
Skorzystają też restauracje. Klienci z nich wychodzący i jadący do domów, jeśli się do kolacji napili, a w domu nie mają czego, kupią w nich "na wynos". A zresztą czy picie po 23 w restauracji jest mniej szkodliwe niż picie w domu alkoholu kupionego w nocnym sklepie?
Stracą drobni prywaciarze
A skoro wiemy już, kto zyska, to kto straci? Stracą ci, których najbardziej nienawidzą aktywiści i aktywistki oraz osoby aktywistyczne i Jarosław Kaczyński - drobni prywaciarze, których biznes to sklep z alkoholem. I zrealizuje się marzenie ich wrogów, zamkną biznes i się zatrudnią w bardziej efektywnej i wydajnej korporacji.
Pewne jest, jak to opisał Friedrich Hayek w "Drodze do zniewolenia", że po zakazie sprzedaży alkoholu w Śródmieściu i na Pradze Północ między 23 a 6, zakaz obejmie najpierw kolejne dzielnice. A potem zostanie wydłużony czas prohibicji. Znowu będzie można kupować alkohol dopiero po 13. A niektórym aktywistom i aktywistkom to się pewnie marzy całkowity zakaz jego sprzedaży. Jak napisał Pan Prezydent Trzaskowski na Twitterze: "Krok po kroku. Do przodu".
No bo Lenin wiecznie żywy. I jego idee też. Co prawda sam Lenin nie był abstynentem, ale miał ideę, by ludzie żyli tak, jak partia im każe. Ma dziś wielu nieodrodnych uczniów.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu prezentuje własne poglądy i opinie
Śródtytuły pochodzą od redakcji













