Te górnolotne myśli przyszły mi o głowy, gdy rozpocząłem podłączanie się do KSEF. Nie rozwijam skrótu choćby przez brak jakiejkolwiek sympatii dla tego nowego systemu, którego muszę się stać uczestnikiem. Kilka milionów Polaków doskonale wie, o co tu chodzi. Taka jest z grubsza rzesza przedsiębiorców w naszym kraju.
KSEF wchodzi w życie. "Narastająca fala kontroli wszystkiego i wszystkich"
Nie do końca wiadomo, jakie są cele autorów tej "innowacji", zatem zgodnie z powszechnie znaną regułą najpewniej chodzi tu o pieniądze. Jednak nawet i co do tego nie jestem w pełni przekonany. Bardziej kojarzy mi się to z narastającą falą kontroli wszystkiego i wszystkich. Taki Lewiatan w kolejnej swojej misji inwazyjnej. A zarazem hydra regulacji, której być może w roku 2025 odcięto kilka małych główek, co w najmniejszym stopniu nie powstrzymało wyrastania kolejnych, znacznie większych i żarłocznych. Słowa, słowa, słowa.
Nie wszyscy w Europie ulegają manii. Przykładem Czesi. Czy to czeski rozsądek sprawił, że nie wprowadzają oni żadnego centralnego systemu fakturowania, zwłaszcza że i tak prawdopodobnie Unia narzuci jego stosowanie w przyszłości, z tym że nie wcześniej niż za kilka lat? Po co więc brać sobie tę małpę na plecy, skoro nie trzeba tego na razie robić? I być może Czesi uważają, że mają na głowie inne, ważniejsze problemy. Polska jest nieprzygotowana do wyzwań współczesności - ani militarno-obronnych, ani technologicznych, ani energetycznych (drugie z trzecim jest ściśle powiązane). Za to mamy KSEF.
Zobacz również:
Jestem też zwyczajnie po ludzku zły, że muszę się tym zajmować, zarówno jako osoba prowadząca indywidualną działalność gospodarczą, jak i prezes spółki. W dodatku dla spółki muszę, jak mi się wydaje, zainicjować ten proces wysyłając papierek do urzędu skarbowego. Pocztą.
Jak ma pomóc KSEF? "To przesłanki systemu z książek Orwella"
To ma mi jakoś pomóc? Na razie nie widzę, jak miałoby. Dotychczasowa metoda wystawiania i przesyłania kontrahentom faktur, jak i ich odbierania, nie była uciążliwa do tego stopnia, by teraz miało nastąpić totalne "ułatwienie" życia przedsiębiorcom. Bo takie oficjalne uzasadnienie czytałem. System stuprocentowej kontroli obywateli i przedsiębiorców ma im coś ułatwić? To przesłanki systemu z książek Orwella.
I tak samo mają nam ułatwić życie przepisy eliminujące gotówkę z obrotu i stosy regulacji wprowadzające restrykcje w każdej branży. Nie tylko w branży usług finansowych, gdzie osiągnęło to skalę i intensywność groteskową.
I dzieje się to w oparach bałamutnej ideologii o trosce okazywanej obywatelom. A także pouczania obywateli, co jest dla nich dobre. Na tym tle nie jest dziwne, że znaczna część elit amerykańskich ma, mówiąc niezmiernie delikatnie, dystans wobec Europy. Już Robert Cialdini dowodził, że ludzie lubią się uczyć, ale nienawidzą być nauczani. A co najmniej nie należy zakładać, że będą uwielbiali być nauczanymi.
"Błędy będą generowane przez sam system, a odpowiedzialnością zostanie obciążony obywatel"
Poza tym nie mam ochoty zrozumieć, jak to dokładnie działa. Jak małpa - nie uchybiając zwierzętom - klikam, potwierdzam, autoryzuję, czekam na przetwarzanie czegoś tam, generuję certyfikaty i tokeny. Poddaję się administrowaniu moim życiem przez Państwo, a poddaję się dlatego, że nie chce mi się tego "usprawnienia" analizować. Wolę przeznaczyć czas i energię na coś innego. To nie jest jednak strategia bezpieczna dla obywatela, bo zwiększa ona ryzyko błędu. Aczkolwiek moim zdaniem błędy będą generowane przez sam system, a odpowiedzialnością zostanie obciążony obywatel.
Ostatnie zdanie powyżej dla mnie samego brzmi już nader populistycznie, ale to jest nastrój populistyczny, którego wcale się nie wstydzę. Co więcej, pozwala mi on z osobistej perspektywy zrozumieć tych, którzy kontestują ustanawianie porządku opartego na dyscyplinowaniu społeczeństw.
Ja jednak nie chciałbym się zapisywać do partii populistów, nie chcę używać starej nokii jako drugiego telefonu, nie chcę uchylać się od płacenia podatków. Chciałbym natomiast, aby państwo nie zmuszało mnie non stop do zajmowania się… państwem właśnie. A najlepiej, żeby w ogóle mnie do tego nie zmuszało. Chciałbym się móc zajmować samym sobą, relacjami z innymi ludźmi, wytwarzaniem czegoś wartościowego dla siebie i innych oraz zarabianiem pieniędzy i ich wydawaniem w dowolny, wymyślony przez siebie sposób. Bez czyichś uzurpacji do ułatwiania mi życia. Zastanawiam się, czy w Polsce jest partia, która ma tego rodzaju program i praktykę polityczną? Jeśli ktoś z Państwa o takiej słyszał, będę wdzięczny za informację.
Ludwik Sobolewski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.











