Spis treści:
- Zainwestowali w pompy ciepła, skarżą się na rachunki. Minister energii: Dlatego zwracamy uwagę na jakość urządzeń
- Kto zapłaci najwyższe rachunki za ogrzewanie mieszkania i domu?
- Mrozy w Polsce a OZE. Co z piecami węglowymi?
- Wczoraj (środa, 14 styczna - red.) mieliśmy rekordowe zapotrzebowanie na moc w systemie. Do tej pory w 2024 roku, w styczniu, było to 28 gigawatów, a w pierwszych dniach tego roku - 29 gigawatów. Wczoraj przekroczyliśmy 30 gigawatów zapotrzebowania mocy brutto, nawet biorąc pod uwagę eksport - poinformował w czwartek minister energii w "Gościu Poranka" TVP Info.
Jednocześnie zmieniła się sytuacja - do tej pory było tak, że importowaliśmy energię w szczytowych momentach. Teraz jesteśmy państwem, które energię eksportuje. - Nasz system jest na to gotowy - i to z rezerwą. Jesteśmy przygotowani na jeszcze wyższe zapotrzebowanie na moc w momentach szczytowych - zapewnił i wyjaśnił, że wpływa na to wiele czynników: zdywersyfikowane dostawy, lepsza integracja OZE z siecią oraz innych źródeł energii, a także gwarancje dla mocy dyspozycyjnych w ramach rynku mocy. Elektryfikacja postępuje bowiem także w sektorze ciepłowniczym.
- Dlatego na początku kadencji podjęliśmy decyzję o rekordowym zwiększeniu wydatków na sieci. To 100 mld zł do 2030 roku. Wielu powie, że to bajońskie sumy, ale są one niezbędne, aby w takich momentach system mógł być stabilnie utrzymany - dodał.
Zainwestowali w pompy ciepła, skarżą się na rachunki. Minister energii: Dlatego zwracamy uwagę na jakość urządzeń
Przy zwiększonym zapotrzebowaniu na energię z powodu niskich temperatur pojawiają się głosy osób, które zainwestowały w nowoczesne pompy ciepła i fotowoltaikę, a dziś skarżą się, że nie mogą ogrzać swoich domów. Prowadzący rozmowę przytoczył głos jednej z takich osób, której rachunki za grudzień sięgają 1100 zł. Minister energii odpowiedział, czy osoby, które zainwestowały w pompy ciepła, teraz płacą za swoją decyzję.
W jego ocenie to jest sytuacja od lat bardzo złożona i niejednoznaczna. - Kluczowe pytanie brzmi: czy mówimy o prognozie rachunku, czy o faktycznym rozliczeniu za zużycie? Czy problem wynika z samej pompy ciepła - czy działa ona sprawnie i czy została prawidłowo dobrana oraz zainstalowana - dodał.
Motyka dodał, że zdarzają się przypadki pomp ciepła instalowanych całkowicie nie pod kątem naszej szerokości geograficznej. Takie urządzenia, przy niskich temperaturach - a takie występowały w grudniu i występują w styczniu - mogą powodować wysokie rachunki. - Dochodzą do tego kwestie rozliczeń w systemie, takie jak net-billing czy net-metering - dodał. Każdą sytuację trzeba analizować indywidualnie - przekazał.
Nie zgodził się ze stwierdzeniem, że wszyscy, którzy zainstalowali w pompy ciepła, przy długotrwałych niskich temperaturach są z góry skazani na wysokie zużycie prądu i wysokie rachunki, bo "system nie jest dostosowany do takiej zimy".
W związku z tym - jak zaznaczył - przy instalowaniu pomp ciepła trzeba zwracać uwagę na jakość urządzeń. - Tak ważna jest certyfikacja - aby nie dochodziło do sytuacji, w których pompy ciepła przeznaczone do pracy np. tylko do -5°C są instalowane w naszym systemie klimatycznym - dodał Motyka.
Jednocześnie czasem jest to również splot kilku różnych czynników naraz - ocenił. Przypomniał, że obecnie nowe urządzenia oraz nowi instalatorzy działający na rynku podlegają bardziej rygorystycznym i lepszym standardom. - Instalacje są wykonywane po audycie energetycznym budynku, dzięki czemu sytuacja jest dziś zdecydowanie lepsza niż kilka lat temu - wyjaśnił.
Kto zapłaci najwyższe rachunki za ogrzewanie mieszkania i domu?
Na pytanie, kto zapłaci najwyższe rachunki za ogrzewanie mieszkania i domu, minister energii odpowiedział wprost: "Najwyższe rachunki zapłacą ci, którzy nie mają fotowoltaiki, a ogrzewają dom pompą ciepła - a takie przypadki się zdarzają".
- Wiele zależy jednak od jakości i doboru pompy ciepła, a także od tego, czy ktoś posiada fotowoltaikę oraz z jakiego systemu rozliczeń korzysta: net-billingu czy net-meteringu - dodał na antenie TVP Info.
Mrozy w Polsce a OZE. Co z piecami węglowymi?
Miłosz Motyka odniósł się także do kwestii, czy w związku z ostatnimi wydarzeniami - m.in. zimowymi epizodami - w dalszym ciągu należy rezygnować z pieców węglowych. - W sytuacjach zagrożenia wiele rodzin pozostawia takie źródło ogrzewania jako backup - i dobrze - przyznał minister Motyka.
Prowadzący rozmowę zauważył, że w czwartkowy poranek zaledwie 5 proc. generacji energii w Polsce pochodziło z odnawialnych źródeł energii. W związku z tym pojawiają się komentarze, że trzeba zostawiać węgiel i elektrownie węglowe, bo "na OZE daleko nie zajedziemy". Do tych słów również odniósł się szef resortu energii.
- Struktura w ciągu dnia będzie coraz bardziej dynamiczna i będzie zmieniać się z godziny na godzinę - odpowiedział Motyka. - System jest dziś mocno zróżnicowany i znacznie bardziej zdywersyfikowany niż kiedykolwiek wcześniej. W momencie rekordowego zapotrzebowania w ciągu ostatnich dni generacja z węgla w strukturze dnia wynosiła 59 proc. Jeszcze cztery lata temu było to 69 proc., a siedem lat temu - 89 proc. - wyliczył polityk.
- Bezpieczeństwo jest najważniejsze, niezależnie od pogody. Może się okazać, że generacja energii z OZE - także latem - nie zawsze jest na odpowiednim poziomie, bo nie zawsze wtedy mocno wieje lub świeci słońce. Dlatego inwestujemy również w bloki gazowe, elektrownie jądrowe oraz magazyny energii. Przedłużyliśmy także wsparcie na rynku mocy dla elektrowni konwencjonalnych opalanych węglem, aby mogły one stabilizować nasz system - dodał Motyka.















