Mroźna zima winduje ceny ogrzewania dla lokatorów korzystających z ciepła systemowego, którzy od lipca nie są chronieni mechanizmem mrożenia cen ciepła. Jak tłumaczył Krzysztof Bocian, starszy analityk WiseEuropa, w rozmowie z Interią Biznes, cena zależna jest od miasta, operatorów, wytwórców oraz rodzaju paliwa zużywanego w źródle jego wytwarzana.
Zdaniem Bociana na przestrzeni ostatnich lat widać jednak znaczny wzrost kosztów ogrzewania. - Przykładowo cena centralnego ogrzewania w Warszawie wynosi ok. 190 zł/1 GJ, podczas gdy 5 lat temu było to ok. 90 zł/1 GJ, z czego 70-75 proc. stanowi koszt wytworzenia, a 20-25 proc. to koszty dostarczenia ciepła przez operatora - mówił ekspert.
Rekordowe rachunki za ciepło. "Skąd oni wzięli te ceny?"
Na wzrost rachunków za ogrzewania skarżą się mieszkańcy domów jednorodzinnych z Bełchatowa, korzystający z ciepła systemowego, dostarczanego przez Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej (PEC). "U nas w domu temperatura 20,5 stopnia. Rachunek 3 tys. zł za styczeń, za grudzień 2,8 tys. zł. Dramat!" - alarmuje w mediach społecznościowych jeden z mieszkańców, cytowany przez "Fakt".
"Osoby mieszkające w domach, czy wam też przyszedł taki kosmiczny rachunek za ciepło od PEC? W tym miesiącu mam do zapłaty 3,9 tys. zł za samo ciepło, a w domu maksymalnie 20,5 stopnia" - dodaje inny.
Z komentarzy zamieszczanych na Facebooku wynika, że większość mieszkańców za ogrzewanie płaci ponad 2 tys. złotych, a w przypadku większych budynków (powyżej 200 m kw.) nawet 3 tys. złotych. "Osiedle Olsztyńskie i 3,2 tys. zł. Mam ustawione na 20,8 stopni w dzień i 20,4 stopni w nocy. Ogrzewam dwa piętra", "Też mam kosmiczny rachunek, a w domu zimno. Skąd oni wzięli te ceny?" - piszą bełchatowianie.
Pan Arek wskazuje, że za trzy zimowe miesiące, listopad, grudzień i styczeń, zapłacił łącznie około 3,2 tys. zł za ogrzewanie. Sam rachunek za styczeń wyniósł 1,5 tys. zł przy zużyciu 408 m sześc. gazu. Ogrzewa dom z lat 70., o powierzchni ok. 160 mkw., z dwiema kondygnacjami.
"I nagle gaz i pompa ciepła nie brzmią tak źle" - kwituje. Jako punkt odniesienia przytacza przykład większego, 330-metrowego domu w starszym budownictwie, z grzejnikami i częściowo wykonanym w tym sezonie ociepleniem (ściany), w którym koszt utrzymania w zimnym miesiącu wyniósł około 3 tys. zł. W budynku przez cały czas mieszka siedem osób, temperatura utrzymywana jest na poziomie 22-24 st. Celsjusza, a wskazana kwota obejmuje również zużycie prądu na potrzeby własne.
Dostawca ciepła tłumaczy. "Mamy do czynienia z uwolnieniem tych cen"
W związku ze skargami mieszkańców prezes przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Bełchatowie zwołał konferencję prasową. Jak tłumaczył mieszkańcom, niemal 64 proc. kosztów na rachunkach to cena za wytworzenie ciepła, czyli ta, którą PEC musi zapłacić wytwórcy (PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna), a pozostałe 36 proc. to koszty związane z dostarczeniem ciepła i utrzymaniem infrastruktury ciepłowniczej.
"Mamy 170 km sieci do utrzymania, jak na Bełchatów, jest to bardzo rozległa i skomplikowana sieć. Jesteśmy odpowiedzialni za wszelakie remonty, naprawy i inwestycje" - wyliczał przedstawiciel PEC, Łukasz Rutka. "To w taryfie z Urzędu Regulacji Energetyki musi mieć jakieś odzwierciedlenie, bo inaczej nie bylibyśmy w stanie normalnie prowadzić przedsiębiorstwa" - dodał.
Obecne ceny są skutkiem podwyżek z 2023 roku. Wówczas PGE GiEK podniósł swoją stawkę o prawie 48 proc., podskoczyła również taryfa PEC - o 8,5 proc. Jednak na skutek mrożenia cen ciepła systemowego działania te nie były odczuwalne dla mieszkańców. "Dokładnie 30 czerwca 2025 r. mamy do czynienia z uwolnieniem tych cen" - mówił Rutka.












